To miał być dla zawodników Śląska łatwy mecz, podejmowali bowiem na własnym stadionie zespół, który od czterech spotkań nie potrafił zdobyć chociażby punktu. Starcie jednak brutalnie zweryfikowało przewidywania i Piast wywiózł z Wrocławia trzy punkty po wygranej 3:1.
Piłkarze Śląska rozpoczęli to spotkanie ze świadomością, że drużyny, z którymi bezpośrednio rywalizują, czyli Lech i Polonia, wygrały swoje mecze w tej kolejce. Jedyna wątpliwość co do składu gospodarzy została rozwiana przez trenera Levy’ego – wracający po kontuzji Kelemen nadal jest numerem jeden i to on, a nie Łukasz Gikiewicz, rozpoczął to starcie w wyjściowej jedenastce. Sam mecz poprzedziło uroczyste odśpiewanie hymnu na stadionie we Wrocławiu.

Pierwszy strzał został oddany w 4. minucie, ale o tym „uderzeniu” Roka Elsnera powinniśmy jak najszybciej zapomnieć, piłka leciała bowiem bardzo wolno i w dodatku obok bramki. Od początku w oczy rzucała się wysoko ustawiona linia obrony Piasta, który chciał jak najbardziej zawęzić pole gry, by później wyprowadzać szybkie kontry. W 10. minucie zadrżały serca kibiców Śląska, ponieważ na murawie zwijał się z bólu ich najlepszy zawodnik, czyli Sebastian Mila. Uraz stawu skokowego okazał się niegroźny i kapitan wrocławian wrócił na boisko. Chwilę później w podobnej sytuacji znalazł się Amir Spahić, ale i on dał radę wznowić grę. A więc po pierwszym kwadransie gry najczęściej oglądaliśmy… sztab medyczny.
W 18. minucie pięknym strzałem na bramkę Treli popisał się… Oleksy, piłka po odbiciu od poprzeczki wpadła do bramki, ale sędzia Siejewicz odgwizdał spalonego Sebastiana Mili. To była duża kontrowersja, Mila piłki bowiem nie dotknął. Absorbował on jednak swoją obecnością obrońcę Piasta. W ekipie gości zdecydowanie wyróżniał się Tomasz Podgórski, który dośrodkowaniami ze stałych fragmentów, a także rajdami siał popłoch wśród defensorów gospodarzy. Do 28. minuty brakowało jednak składnych akcji. Ale wtedy błysnął duet Sobota – Mila. Fani zobaczyli piękną klepkę wspomnianej dwójki przed polem karnym i dośrodkowanie skrzydłowego wprost na głowę Mili, który posłał piłkę do siatki. To swego rodzaju ewenement, ponieważ najczęściej lewonożny rozgrywający posyła dośrodkowania, a nie je wykańcza.
Po pół godzinie gry obejrzeliśmy efektowną oprawę kibiców Śląska, którzy w ten sposób upamiętnili obchody Święta Niepodległości. W 34. minucie nieporozumienie obrońców gospodarzy mógł wykorzystać Kędziora, ale snajper Piasta uderzył zbyt mocno i piłka przeleciała nad bramką. Sześć minut później sędzia Siejewicz po chwili wahania odgwizdał rzut karny za celowe zagranie piłki ręką przez Waldemara Sobotę. To było bezmyślne i Sobota na pewno dostanie burę od trenera Levy’ego. Do piłki podszedł Wojciech Kędziora i mimo słabego strzału pokonał Mariana Kelemena. Dwie minuty przed końcem pierwszej połowy szok we Wrocławiu – piłka po wybiciu wróciła w pole karne Śląska, Ruben Jurado najlepiej odnalazł się w polu karnym po strąceniu futbolówki głową przez Oleksego i strzałem lewą nogą z ostrego konta zdobył bramkę. Kompletnie pogubili się w tej sytuacji obrońcy Śląska.










