Śląsk Wrocław pokonał Widzew 2:1. Bramki w tym spotkaniu strzelali: Bartłomiej Pawłowski (dla Widzewa) oraz Marek Wasiluk i Waldemar Sobota (dla Śląska). Większa część starcia stała na wysokim poziomie i obie drużyny rozegrały bardzo emocjonujący pojedynek.
Już przed pierwszym gwizdkiem sędziego oba zespoły wiedziały, że będzie to dla nich bardzo ważne spotkanie. Śląsk, jeżeli chce w następnym sezonie grać w europejskich pucharach, powinien wygrać ten mecz. Widzew z kolei to drużyna o ogromnym potencjale. Dzieciaki Mroczkowskiego podejdą do rundy wiosennej na luzie i być może będą jedną z trudniejszych drużyn do przejścia.

Spotkanie lepiej rozpoczęli goście. Już w 5. minucie Alex Bruno mógł otworzyć wynik, ale jego strzał został wybity na rzut rożny przez Kelemena. Po dośrodkowaniu piłka znalazła się na głowie Krystiana Nowaka, a jego strzał zatrzymał się na poprzeczce. Na kolejną dobrą sytuację musieliśmy czekać pięć minut. Kierowane prostopadłe podanie do Bartłomieja Pawłowskiego było na tyle dokładne, że wypożyczony z Jagiellonii zawodnik mógł ze spokojem pokonać golkipera Śląska i dać łódzkiej drużynie prowadzenie. Był to pierwszy gol w ekstraklasie tego piłkarza.
Na odpowiedź gospodarzy kibice nie musieli czekać długo. Bita z rzutu rożnego futbolówka została uderzona przez jednego z zawodników wrocławskiej drużyny, niezbyt fartownie interweniował Dragojević, a piłka znalazła się pod nogami Wasiluka, który wpakował ją do siatki. Mimo śnieżycy zawodnicy zarówno Śląska, jak i Widzewa prezentowali wysoki poziom. Bardzo dużo się działo, a konstruowane akcje Śląska były odpowiedzią na kontry gości.
W 26. minucie spotkania Cristian Omar Diaz nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Dragojeviciem. Czarnogórzec stanął na wysokości zadania i skutecznie obronił strzał Argentyńczyka. Dziesięć minut później to goście mieli okazję, aby zdobyć drugą bramkę. Marek Wasiluk nie trafił w piłkę w polu karnym, futbolówkę przejął Broź, który trafił tylko w poprzeczkę i duża grupa kibiców z Łodzi po raz kolejny czuła niedosyt. Na zakończenie pierwszej połowy mieliśmy jeszcze nerwową sytuację pod bramką Widzewa, ale akcja Mila – Ćwielong nie przyniosła owoców, ponieważ świetnie w bramce łódzkiej ekipy interweniował Dragojević.
Pierwsza połowa była bardzo emocjonująca. Mieliśmy w niej aż 19 strzałów. Na stadionie zgromadziło się kilka tysięcy kibiców, również tych z Łodzi. Po 45. minutach zawodnicy rozgrzali trzęsących się z zimna fanów swoich drużyn.
55. minutę wrocławscy kibice zapamiętają ze względu na dobrą sytuację swojej drużyny. Gospodarze mieli przewagę liczebną w polu karnym, ale strzał Dalibora Stevanovicia odbił się od band reklamowych za bramką Widzewa. Pięć minut później Kaczmarek zacentrował piłkę w pole karne w stronę Stępińskiego, ten w dobrej sytuacji strzelił wprost w Kelemena. W ciągu pierwszych minut drugiej połowy zawodnicy zwolnili tempo. Kibice na szczęście naładowali akumulatory na całe spotkanie i cały czas słyszeliśmy głośne śpiewy.











