Wygrana gospodarzy w meczu 19. kolejki Ekstraklasy wydłuża passę nieprzegranych meczów Śląska pod wodzą Oresta Lenczyka. Tym razem wrocławianie pokonali na własnym stadionie Lechię Gdańsk 2:1.
Pierwszą okazję mieli gości, którzy już w 8.minucie namieszali w polu karnym Kelemena. Słowacki bramkarz nie dał się jednak zaskoczyć po błędzie jednego z obrońców Śląska. Odpowiedź gospodarzy była natychmiastowa, kiedy prawą stroną popędził Gikiewicz, kończąc swój rajd dośrodkowaniem. O piłkę walczył jeszcze Ćwielong, do spółki z Sobotą, ale obronną ręką z tej sytuacji wyszedł Małkowski.

Kolejna składna akcja podopiecznych Oresta Lenczyka miała miejsce ledwie pięć minut później. Ćwielong zagrał piłkę „w uliczkę” do Mili, ale rozgrywający Śląska oddał płaski strzał obok słupka. Coraz groźnie wyglądały także rzuty wolne bite przez kapitana gospodarzy. Ze stałego fragmentu gry Małkowskiego starał się zaskoczyć Celebana, który oddał strzał głową po dośrodkowaniu właśnie Sebastiana Mili.
Krótko przed zejściem do szatni na strzał z dystansu zdecydował się wyróżniający się do tej pory kapitan gospodarzy. Mila, mając sporo miejsca, nieatakowany oddał groźny strzał, po którym Małkowski wypluł piłkę przed siebie, ale po chwili naprawił swój błąd. Najlepszą okazję Śląsk zmarnował w 42. minucie, kiedy po nieudanym strzale Fojuta piłkę przejął Ćwielong.
Skrzydłowy zespołu z Dolnego Śląska wbiegł pomiędzy dwóch obrońców, oddał strzał, ale Małkowski pozostał niepokonany. Do przerwy gospodarze posiadali przewagę, nie potrafiąc jej jednak udokumentować, a wynik był bezbramkowy.
Tuż po rozpoczęciu drugiej części spotkania kolejny raz z dobrej strony pokazał się duet Mila – Gikiewicz. Gracz drugiej linii posłał precyzyjne dośrodkowanie na głowę rosłego napastnika, którego jednak strzał poszybował centymetry nad poprzeczką bramki Lechii. Śląsk wreszcie zdołał otworzyć wynik w 57. minucie. Dośrodkowanie po rozegraniu piłki z autu na gola zamienił Przemysław Kaźmierczak.

Goście pokusili się o szybką reakcję, kiedy trzy minuty później ze skraju pola karnego uderzał Abdou Traore. Strzał gracza Lechii sprawił Kelemenowi sporo problemów, a piłka ostatecznie wylądowała na rzucie rożnym. Po nieco ponad godzinie gry z rzutu wolnego Małkowskiego starał się zaskoczyć Mila, ale golkiper podopiecznych Tomasza Kafarskiego był na posterunku.











