W meczu 29. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Śląsk Wrocław zwyciężył Jagiellonię Białystok 3:1. Dwie bramki dla gospodarzy zdobył Przemysław Kaźmierczak, a jedno trafienie dołożył Rok Elsner. Dla gości z rzutu karnego strzelił Tomasz Kupisz. Dzięki wygranej z „Jagą” i stracie punktów przez Legię Śląsk został liderem ekstraklasy.
W jednym z czwartkowych spotkań przedostatniej kolejki T-Mobile Ekstraklasy Śląsk Wrocław podejmował u siebie Jagiellonię Białystok. Zespół prowadzony przez Oresta Lenczyka po wygranej z Zagłębiem Lubin nadal liczył się w walce o mistrzostwo Polski, mając tyle samo punktów co Legia Warszawa. Przewaga „Wojskowych” zmniejszyła się po remisie właśnie z…. Jagiellonią. Poprzednia kolejka pokazała, że choć „Jaga” zajmuje bezpieczną lokatę, nie odpuszcza, chcąc utrzeć nosa drużynom z czołówki. Zespół z Wrocławia po pierwsze – musiał zdobyć komplet punktów, po drugie – musiał liczyć na korzystne wyniki innych spotkań. Drużyna Tomasza Hajty miała tę przewagę, że mogła grać na luzie, bez żadnej presji. Bilans spotkań pomiędzy tymi zespołami był niezwykle wyrównany – Śląsk i Jagiellonia wygrały po sześć spotkań, a siedmiokrotnie padł remis. Takie statystyki zapowiadały zacięty mecz.

W obu ekipach w porównaniu z poprzednimi spotkaniami zaszło kilka zmian. Jeśli chodzi o gospodarzy, zaskoczeniem było wystawienie powracającego do składu Tadeusza Sochy na prawym skrzydle. Orest Lenczyk nie mógł skorzystać z m.in. Jarosława Fojuta, Łukasza Madeja czy Sebastiana Dudka. Dobrą wiadomością był powrót do składu kapitana, Sebastiana Mili. W Jagiellonii podobne problemy miał Tomasz Hajto. Największą stratą dla gości był brak kontuzjowanego Tomasza Frankowskiego. Trener Jagiellonii ustawił swój zespół mocno eksperymentalnie. Tylko trzech obrońców zwiastowało ofensywną grę białostoczan.
Od samego początku kibice starali się ponieść Śląsk. Prawie pełne trybuny, głośny doping – gospodarze mieli swojego dwunastego zawodnika w dobrej formie. Już po pierwszych minutach mogliśmy zauważyć, że wrocławianie będę chcieli prowadzić grę, spychając Jagiellonię do defensywy. Goście wyczekiwali swojej sytuacji, mając świadomość, że gra z kontry jest ich dużym atutem. Szybkie podania do dynamicznych skrzydłowych mogły być kluczem do zwycięstwa. Padający deszcz do takiej gry pasował jak ulał.
Pierwszą groźną akcję przeprowadził Nika Dzalamidze razem z Maciejem Makuszewskim. Młody pomocnik znalazł się w polu karnym, ale zmarnował okazję. Po chwili bliski zdobycia bramki był Łukasz Gikiewicz, ale nawet gdyby piłka wpadła do siatki, nadal mielibyśmy remis, ponieważ sędzia odgwizdał spalonego. Obie ekipy narzuciły szybkie tempo. Akcja przenosiła się od jednej „szesnastki” do drugiej. Świetnym wślizgiem popisał się Patrik Mraz, który w ten sposób powstrzymał wychodzącego na czystą pozycję aktywnego Dzalamidze. Obrońcy Śląska mogli cieszyć się, że w meczowej kadrze nie znalazł się Frankowski, który z pewnością napsułby sporo krwi rosłym defensorom. Stałe fragmenty gry to wielka siła Śląska – szybko przekonał się o tym Grzegorz Sandomierski. Świetnie z rzutu rożnego dorzucił Mila, najwyżej do piłki wyskoczył Przemysław Kaźmierczak i były piłkarz FC Porto pokonał bramkarza gości.











