Śląsk Wrocław pokonał Widzew Łódź 1:0. Strzelcem bramki był tradycyjnie Marco Paixao. Widzewowi nie pomógł świetny Patryk Wolański. Obie drużyny oddały bardzo dużo strzałów, ale większość była niecelna. Do składu wrocławian wrócił po kontuzji Mariusz Pawelec.

Spotkanie lepiej rozpoczęli gospodarze. Już w 8. minucie wrocławianie mieli doskonałą okazję do objęcia prowadzenia. Sebastian Mila dośrodkował z rzutu rożnego, a po strzale głową Flavio Paixao z najwyższym trudem interweniował Patryk Wolański. Piłkę próbował jeszcze dobijać Tom Hateley, ale nie doszedł do futbolówki. Pierwszy kwadrans spotkania zdominowała gra w środku pola. Obie drużyny miały sporo strat i nie potrafiły przeprowadzić konstruktywnej akcji. Jednak już w 20. minucie łodzianie mieli dwie sytuacje, które mogli zamienić na bramki. Najpierw Alex Bruno uderzył z linii pola karnego, a piłka trafiła w poprzeczkę, a następnie w znakomitej sytuacji znalazł się Eduards Visnakovs, który będąc sam na sam z golkiperem wrocławian minimalnie przestrzelił.
Podobną sytuację do Łotysza zmarnował Marco Piaxao. W 34. minucie Portugalczyk dostał podanie od swojego brata, Flavio i uderzył z pierwszej piłki na bramkę Wolańskiego, ale bardzo niecelnie. Kolejne minuty zdominował Śląsk Wrocław. Ponownie Flavio Paixao dośrodkował do swojego brata, Wolański minął się z piłką, a futbolówkę, w ostatniej chwili, z linii bramkowej wybił Rafał Augustyniak. Widać było, że wrocławianom bardzo zależy, by jeszcze przed przerwą strzelić Widzewowi gola. Sztuka ta mogła się udać w 43. minucie. Mila kolejny już raz doskonale dośrodkował z rzutu rożnego, a piłkę z głowy Hateley’a zabrał golkiper łodzian. Do przerwy nie padł żaden gol, ale obie drużyny stworzyły sobie sytuacje do strzelenia bramki, jednak zabrakło im celności.

Początek drugiej połowy wyglądał podobnie jak pierwsza część spotkania. Było duży chaos na boisku, a kilka strzałów ze strony obu drużyn nie wpłynęło na zmianę wyniku. W 65. minucie atomowe uderzenie z 20 metrów oddał Mateusz Cetnarski, a piłkę zmierzającą pod poprzeczkę, przeniósł nad bramkę Kelemen. Wraz z upływem kolejnych minut piłkarze Widzewa Łódź coraz bardziej słabli. Zawodnicy Śląska próbowali to wykorzystać, jednak ich akcje nie zagrażały bramce Wolańskiego. Jedną z lepszych okazji wrocławianie mieli w 81. minucie. Sylwester Patejuk podał do ustawionego w polu karnym Roberta Picha, a jego strzał, po rykoszecie od nogi Povilasa Leimonasa, świetnie wybronił Wolański.











