Manchester United w meczu wyjazdowym ze Stoke City zainkasował trzy punkty. Warto podkreślić, że było to pierwsze zwycięstwo „Czerwonych Diabłów” na obcym terenie w meczach Premiership. Bardzo duża w tym zasługa młodego Meksykanina – Javiera Hernandeza.

Chicharito po raz pierwszy ukąsił rywala w 27. minucie. Doskonale wykonany rzut rożny pozwolił Meksykaninowi w dość ekwilibrystyczny sposób umieścić piłkę w bramce. Drugi gol to strzał z około pięciu metrów, był on o tyle, ważny że kilka chwil wcześniej Tuncay Sanli, napastnik Stoke, wyśmienitym strzałem z dystansu doprowadził do remisu.
Jak widać po ostatnich meczach. Hernandez dobrze wprowadził się do zespołu. Dla drużyny z Old Trafford zdobył w tym sezonie pięć bramek w 10 meczach. Warto podkreślić, że ostatnie cztery strzelił w pięciu meczach. Meksykanin nie tylko w Manchesterze robi taką furorę, dla Meksyku strzela gola za golem, a kibice nie wyobrażają sobie reprezentacji bez tego filigranowego napastnika. W całym tym zamieszaniu nasz bohater pozostaje niezwykle skromny.
– To dzięki moim kolegom. Mają do mnie niezwykłe zaufanie, to niewiarygodna sprawa, że gram w największym klubie na świecie. Pracuję ciężko, bo chcę tutaj zostać długie lata i zdobywać trofea – powiedział Meksykanin. Na koniec zapytany o swoją bramkę stwierdził: – To był udany gol, jednak tutaj nie ma bohaterów, wygraliśmy dzięki pracy całego zespołu. Jak widać z postawy młodego napastnika, można wykonywać ciężką pracę, zarabiać wielkie pieniądze, ale co najważniejsze – pozostać skromnym człowiekiem.











