Manchester City pokonał na własnym stadionie Swansea City 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył w drugiej połowie meczu Carlos Tevez, oddając ładny strzał z dużej odległości.
Wszyscy kibice Manchesteru City przed tym spotkaniem mieli nadzieję na rekompensatę za porażkę w Lidze Mistrzów – w środku tygodnia podopieczni Roberto Manciniego dali się ograć Ajaksowi Amsterdam aż 3:1. Po poprzednim niepowodzeniu na europejskiej arenie – remisie z Borussią Dortmund – „The Citizens” odegrali się na Sunderlandzie, który pokonali aż 3:0.

Gospodarze z pewnością pamiętali, że w zeszłym sezonie drużyna „Łabędzi” była jedną z niewielu, którym udało się ograć przyszłych mistrzów Anglii. Na Liberty Stadium gola na wagę zwycięstwa zdobył Luke Moore. Mecz mógł się zakończyć wynikiem 2:0, ale rzutu karnego nie wykorzystał Scott Sinclair, grający obecnie w… Manchesterze City.
Dzisiejszego popołudnia na Etihad Stadium od pierwszych minut lepiej wyglądała drużyna prowadzona przez Michaela Laudrupa. „The Citizens” mieli problemy ze zbliżeniem się pod pole karne rywali. Musieli również uważać we własnej strefie obronnej, gdyż zgodnie ze słowami trenera – Swansea nie miała nic do stracenia.
Po jednej z kąśliwych wrzutek w pole karne Joe Harta w pojedynku główkowym ucierpiał Michu. Przez chwilę wydawało się, że Hiszpan, ustawiony dzisiaj na pozycji typowego napastnika, będzie musiał opuścić boisko. Na szczęście po kilku minutach wrócił na murawę i mógł kontynuować grę.
To zdarzenie tylko umocniło grającego z dziewiątką na koszulce zawodnika. Im bliżej było do końca pierwszej połowy, tym groźniej atakowali goście. W 37. minucie piłkę w siatce po pięknym prostopadłym podaniu od Routledge’a umieścił właśnie Michu. Wiwatujących kibiców Swansea uciszył gwizdek sędziego, informujący o tym, że strzelec był na spalonym.
Kilka chwil później Pablo Hernandez serią świetnych zwodów zmylił obrońców „The Citizens”, ale po jego płaskim dośrodkowaniu piłkę wybił jeden z piłkarzy w błękitnym trykocie. Jeszcze przed przerwą kolejną okazję do zdobycia bramki miał Michu, który wyszedł sam na sam z Joe Hartem, ale tym razem golkiper reprezentacji Anglii nie dał się pokonać. Grę Manchesteru City w trakcie pierwszych 45 minut idealnie podsumował strzał z rzutu wolnego tuż przed gwizdkiem kończącym połowę meczu. Piłka po uderzeniu Toure mogła postraszyć jedynie kibiców siedzących na trybunie za bramką, a nie Michaela Vorma.
W przerwie Roberto Mancini zdecydował się na bardzo ofensywną zmianę – w miejsce Kolarova wprowadził Balotellego. Była to znakomita decyzja włoskiego szkoleniowca, gdyż były napastnik Interu Mediolan od samego początku robił wiele zamieszania pod bramką rywali. Nie przeszkodziło to jednak piłkarzom Swansea straszyć Joe Harta – w 59. minucie uczynił to, a jakżeby inaczej, Michu.











