Na City of Manchester Stadium po Fulham i Aston Villi przyjechali zawodnicy Wigan Athletic. Na DW Stadium w Premier League „The Citizens” nie wygrali. U siebie poradzili sobie dość dobrze, choć na pewno nie tak, jak wielu by się spodziewało. O gładkim zwycięstwie raczej nie ma mowy.
Jako pierwsi zagrozili goście, którzy już w pierwszej minucie egzekwowali rzut rożny. Ofensywny styl gry, przede wszystkim przed przerwą, przejawiali jednak gospodarze. Na boisko znów wybiegł strzelający całkiem ładne bramki Balotelli. Przysporzył on trochę kłopotów Al Habsiemu. Najbardziej widoczny był jednak letni nabytek City, David Silva. Gra podopiecznych Manciniego z reprezentantem Hiszpanii wygląda zdecydowanie lepiej. Dodając do tego jeszcze niekonwencjonalne zagrania Yayi Toure – ich akcje mogły się podobać. Silva dobrze współpracował z Tevezem – po kwadransie, dzięki eleganckiej grze z pierwszej piłki, mogło dojść do groźnego strzału.

Duet Argentyńczyk – Hiszpan zdecydowanie był ozdobą spotkania. Groźnie było na przykład w 23. minucie, kiedy to „Carlito” świetnie odnalazł się na pozycji i strzelił płasko, obok bramki Wigan. Chwilę później, bliżej drugiej flanki, dobrze ustawił się również Silva. Jego uderzenie także minęło słupek. „The Latics” nie pozostali bierni, zdecydowanie mogli prowadzić po tym, jak McCarthy oddał niecelny strzał w polu karnym City.
Czar dobrze spisującego się Wigan prysł wraz z 38. minutą. Fatalny klops zaliczył bramkarz gości, który tylko w sobie wiadomy sposób pozwolił przepuścić futbolówkę. Replay tej sytuacji zapewne będzie powtarzany przez wiele programów sportowych. Do przerwy utrzymało się skromne prowadzenie gospodarzy. Czy zasłużone, sprawa dyskusyjna, ale raczej tak, bo kombinacyjna gra, zwłaszcza Silvy, mogła się podobać.
W przerwie nie przeprowadzono zmian i zaraz po wznowieniu gry w ofensywie wykazali się piłkarze Wigan. Watson wykonał rzut rożny, do piłki dobrał się Alcaraz, który strzałem z woleja posłał ją w kierunku słupka. W 61. minucie znów zagroził McCarthy, który uderzył z ponad 25 metrów. Czujność zachował jednak bramkarz City. Podopieczni Manciniego, nie ma co ukrywać, nieco wtedy przygaśli.
Gra gospodarzy poprawiła się po wejściu Kolarova, który na Eastlands zachwycił już niejednego kibica. Na boisku zameldował się również De Jong (który zmienił Silvę), a także Dzeko. Mimo wszystko, upragniony gol dla „The Citizens” nie chciał paść, czegoś za każdym razem brakowało. Jednobramkowe prowadzenie nigdy nie jest zbytnim powodem do pewności siebie. W doliczonym czasie gry Wigan mogło jeszcze dopiąć swego, bardzo dobrą okazję miał bowiem Sammon. Trzy punkty zostały jednak w Manchesterze, po przeciętnym, może trochę szczęśliwym, meczu City.











