Walczące o grę w europejskich pucharach Newcastle na własnym stadionie skromnie wygrało z beniaminkiem z Norwich 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył niezawodny ostatnio Papiss Cisse.
Jeśli Newcastle myśli dalej o grze w europejskich pucharach i odskoczeniu goniącemu Liverpoolowi, to musi znowu wygrywać spotkania. „Sroki” nie zdobyły kompletu punktów od czterech spotkań, a mecz z „Kanarkami” był idealną okazją do przerwania tej kiepskiej passy.
Kibice zgromadzeni na Sport Direct Arena na gola nie musieli zbyt długo czekać, bo już w 11. minucie Papiss Cisse wpisał się na listę strzelców. Senegalczyk bezbłędnie wykorzystał podanie Jonasa Gutierezza. Beniaminek z Norwich starał się odzyskać inicjatywę i szybko doprowadzić do wyrównania, jednak wszelkie ich próby kończyły się na dobrze ustawionej defensywie zespołu Alana Pardrewa. Zbytnie zaangażowanie „Kanarków” w akcje ofensywne gospodarze chcieli wykorzystać grą z kontrataku. Szansę na podwyższenie wyniku miał Demba Ba, ale jego strzał w efektowny sposób obronił Ruddy. Kolejne szanse pokonania golkipera Norwich byłby nieudane i gospodarze schodzili do szatni z jednobramkowym prowadzeniem.
Fani obu drużyn wierzyli, że drugie 45 minut będzie obfitować w częstsze sytuacje bramkowe i być może zmianę rezultatu. Niestety, przeżyli spore rozczarowanie, obie drużyny zaczęły grać pozycyjnie i powoli wypracowywać atak. Lepsi w takiej grze byli zdecydowanie gospodarze i to oni mieli szansę podwyższyć wynik spotkania, jednak strzał Cisse po raz kolejny bardzo dobrze obronił Ruddy. Goście kilka minut później mogli się skutecznie odkuć, ale Tim Krul fantastycznie obronił groźny strzał Whitebreada. Nawet zmiany dokonane przez obu trenerów nie potrafiły wnieść ożywienia w grę obu zespołów. Końcówka należała do gości, ale nie potrafili oni skutecznie zagrozić bramce Krula. Newcastle może się cieszyć ze skromnego zwycięstwa i przerwania fatalnej passy czterech spotkań bez wygranej.










