Sobotni mecz 11. kolejki T-Mobile Ekstraklasy pomiędzy Śląskiem a Podbeskidziem zakończył się zwycięstwem wrocławian 1:0. Jedyną bramkę w pierwszej połowie zdobył Piotr Celeban.
Początek meczu obfitował w masę strat gospodarzy w środkowej strefie boiska, przez co Podbeskidzie zdobywało optyczną przewagę. Po pięciu minutach gry do rzutu wolnego doszli goście, a do piłki podszedł Cohen, który strzałem z ok. 20 metrów nie zdołał pokonać Kelemena, choć sprawił słowackiemu gospodarzowi nieco problemów.

W odpowiedzi gospodarze postanowili zaskoczyć Zajaca całkowicie niesygnalizowanym strzałem. Problemy z opanowaniem piłki przed polem karnym Podbeskidzia postanowił rozwiązać Diaz, który uderzył bez przyjęcia, a piłka w groźny sposób wylądowała w rękach dobrze ustawionego golkipera przyjezdnych.
Kolejno ponownie atakowali podopieczni Oresta Lenczyka, kiedy po kwadransie gry odważnie w pole karne po wymianie kilku podań ruszył Socha. Boczny defensor Śląska w ostatecznej fazie akcji niestety stracił piłkę na korzyść zawodników rywala. Trzecia akcja już zakończyła się bramką dla gospodarzy.
Całość rozpoczęła się od rzutu wolego, z którego piłkę dośrodkował Mila. Futbolówka szybko opuściła pole karne i wylądowała pod nogami Madeja, który bez zastanowienia posłał piłkę z powrotem na jedenasty metr. Tam z kolei świetnie odnalazł się niekryty Diaz, który oddał strzał na dalszy słupek, a piłkę do siatki wpakował dla pewności Celeban i to na jego konto zapisane zostało to trafienie.
Znakomitą okazję dla Podbeskidzia zmarnował Cohen i to ledwie kilka minut po stracie bramki. Zawodnik gości po podaniu z lewej strony znalazł się dość nieoczekiwanie na piątym metrze, jednak asysta obrońców nie pozwoliła mu na przyjęcie piłki, więc oddał natychmiastowy strzał. Niestety, rozregulowany celownik dał o sobie znać i podopieczny Kasperczyka nie trafił w stuprocentowej sytuacji.
Śląsk po przerwie radził sobie coraz odważniej, ale i coraz głębiej zapuszczali się ofensywni piłkarze Podbeskidzie. Po godzinie gry znakomitą piłkę w stronę Diaza posłał Mila, jednak Argentyńczyk miał problemy z opanowaniem podania, przez co zagrożenie w polu karnym gości nie doszło do skutku.
Ponownie groźnie pod bramką Zajaca zrobiło się pięć minut później. Wymianę piłki pomiędzy Milą a Madejem zakończył ten ostatni, oddając strzał wprost w okienko bramki, ale golkiper Podbeskidzia końcami palców zdołał sięgnąć piłki i wybić ją na rzut rożny. Krótko po zameldowaniu się na boisku błysnął Voskamp, który na piątym metrze mógł zaskoczyć Zajaca, jednak w ostatniej chwili jego próba strzału została zablokowana.











