Mecz na szczycie Ekstraklasy był interesującym widowiskiem. Przez 90 minut oglądaliśmy wyrównaną grę i gdy obie ekipy czekały już na końcowy gwizdek, białostoczanie strzelili zwycięską bramkę. Lider tym samym potwierdził aspiracje do tytułu mistrzowskiego.
Od pierwszego gwizdka sędziego zabrzanie starali się grać bez respektu dla lidera. Przy ogłuszającym dopingu swoich kibiców piłkarze Górnika ruszyli do ataku. Efekty mogły przyjść bardzo szybko, bo po strzale Marciniaka golkiper Jagiellonii z dużym trudem złapał piłkę na linii bramkowej. Kilka chwil później na odważny rajd zdecydował się Wodecki, lecz dobrze ustawieni defensorzy białostoczan zdołali zatrzymać rozpędzonego 22-latka.

W kolejnych minutach meczu kibice nie mieli na co narzekać, z wyjątkiem braku goli. Na ataki gospodarzy kontrami odpowiadali piłkarze Jagiellonii, po czym znów do ofensywy przechodzili podopieczni Adama Nawałki. Groźnie strzelali Magiera i Burkhardt, lecz efektu bramkowego wciąż nie było.
Wydawało się, że goście już opanowali boisko, lecz ostatnie pięć minut pierwszej połowy należało do Górnika. Najpierw po dośrodkowaniu Magiery piłka spadła wprost na głowę Aleksandra Kwieka, ale ten posłał ją tuż obok bramki. Kwieka to chyba mocno podrażniło, bo po chwili oddał dwa strzały z dystansu, z czego jeden mógł zaskoczyć Sandomierskiego, szkoda tylko, że był niecelny.
Pierwsze minuty drugiej części gry toczyły się pod dyktando Górnika, jednak dogodnych sytuacji było jak na lekarstwo. Białostoczanie starali się kontrować, wykorzystując szybkość Grosickiego, lecz najczęściej zabrzańscy obrońcy skutecznie powstrzymywali napastnika białostoczan, albo po prostu brakowało mu dokładności.

W 76. minucie swoją obecność na boisku próbował udokumentować Grzegorz Bonin. Powołany do reprezentacji Polski pomocnik popisał się ładną akcją, którą zakończył precyzyjnym strzałem, lecz po raz kolejny Grzegorz Sandomierski był na posterunku.
W ostatniej minucie stadion przy ulicy Roosevelta zamilkł. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Marcina Burkhardta najwyżej wyskoczył Skerla i silnym strzałem nie dał szans Stachowiakowi na udaną interwencję.











