W starym, (nie)dobrym Zagłębiu kończące się powoli zimowe okienko wyglądałoby zupełnie inaczej. Tabuny słabych obcokrajowców przyjeżdżałyby na testy, a wokół klubu panowałby jeden wielki chaos. Jednak, jako że „Miedziowi” w poprzednim sezonie przeżyli swoiste katharsis, występując w I lidze, o takich rzeczach już nie usłyszymy. Tej zimy Zagłębie było najnudniejszym klubem w ekstraklasie. A co konkretnie działo się w Lubinie podczas tej przerwy?
Mimo że Zagłębie niedawno awansowało do ekstraklasy, to właściwie nikt nie traktował drużyny z Dolnego Śląska jak beniaminka. Przed sezonem przepowiadano, że lubinianie będą plasować się w środku stawki i przez całą rundę jesienną podopieczni Piotra Stokowca dokładnie balansowali koło 8. miejsca w tabeli, nie zbliżając się do strefy spadkowej. „Miedziowi” zbudowali bardzo ciekawą ekipę opartą na młodych zawodnikach. Z tego powodu ich wysoka pozycja nie powinna dziwić. W Lubinie jesienią przeżyli pierwszą od niepamiętnych czasów spokojną rundę w ekstraklasie.
Opis przygotowań
Zagłębie, jak przystało na najnudniejszy klub tegorocznej przerwy zimowej, swoimi planami na okres przygotowawczy nie zaskoczyło nikogo. Drużyna z Dolnego Śląska rozpoczęła treningi w Polsce, gdzie doszło do dwóch sparingów ze Slovanem Liberec i Chrobrym Głogów. Nie skończyły się one jednak dobrym wynikami (porażki odpowiednio 4:0 i 3:2) i nie napawały optymizmem przed następną częścią przygotowań. W dalszej części przerwy zimowej zespół wyjechał na zgrupowanie do tureckiego Belek, które od lat pozostaje najpopularniejszym miejscem pobytu polskich klubów. Tam podopieczni Stokowca zmierzyli się z czterema rywalami z różnych lig europejskich (Szombathelyi Haladas, SV Reid, Metalist Charków, Sławia Sofia) i w spotkaniach z nimi zaprezentowali bardzo dobry futbol, wygrywając trzy z nich i notując jeden remis. W meczach z dobrej strony pokazało się dwóch napastników: Michal Papadopulos i Arkadiusz Woźniak, którzy zdobyli cztery z sześciu bramek strzelonych przez Zagłębie. Z pracy wykonanej w Belek zadowolony był zresztą sam Piotr Stokowiec optymistycznie wypowiadający się o nadchodzącym starcie rozgrywek i postawie drużyny w meczach sparingowych.
– Dobra gra Zagłębia była widoczna przede wszystkim w wygrany 2:0 sparingu z Szombathelyi Haladas.
W odróżnieniu od wielu drużyn ekstraklasy, Zagłębie nie wpadło w transferowy szał i do drużyny z Dolnego Śląska dołączyło jedynie dwóch zawodników. Działacze postawili na jakość, nie ilość, bo wydaje się, że wypożyczony z Lokeren Filip Starzyński , ale także znany z wcześniejszych występów w Zawiszy Luis Carlos będą realnym wzmocnieniem drużyny. Mówiło się o transferach kilku innych zawodników. W Lubinie testowano między innymi Jiriego Kladrubskiego, a wciąż nie wiadomo, czy do zespołu przyjdzie znany z występów w Widzewie Kevin Lafrance, choć z każdym dniem prawdopodobieństwo tego transferu spada.












