Od mniej więcej ośmiu miesięcy żyjemy ze świadomością, że w naszej ekstraklasie gości (a nawet rozpycha się łokciami) mała, podtarnowska wieś. Po pierwszych kolejkach wydawało się, że to osobliwy meteoryt, który zniknie tak szybko, jak się pojawił, później jednak potrafił porwać swoją grą nawet największych sceptyków. W rezultacie wiosnę zaczyna na niezłym, dziesiątym miejscu w tabeli.
Gdyby zapytać na początku sezonu kibiców, włodarzy i sztab szkoleniowy Termaliki, czy odpowiada im pozycja w okolicy środka tabeli, wszyscy braliby ją raczej w ciemno. Z perspektywy czasu czuć jednak lekki niedosyt – nieco więcej szczęścia mogło sprawić, że Nieciecza zimowałaby nawet na piątej lokacie. Tak czy inaczej obóz przygotowawczy i poczynione wzmocnienia pokazały, że w klubie nikt nie myśli wyłącznie o utrzymaniu się w lidze – wszyscy zmotywowani są do walki o czołową ósemkę.
Opis przygotowań
Termalica była jedną z tych drużyn, które w czasie zimowej przerwy wyjechały tylko na jedno zgrupowanie. Trwało ono niemal dwa tygodnie i odbyło się w hiszpańskim kurorcie L’Alfas del Pi. Zanim do niego doszło, „Słoniki” rozegrały jeden mecz w Woli Chorzelowskiej (16 stycznia), w którym uległy liderowi 2. ligi – zaprzyjaźnionej Stali Mielec (1:2). Lekkim usprawiedliwieniem wyniku mógł być bardzo eksperymentalny skład i ustawienie. Na Półwyspie Iberyjskim podopieczni Piotra Mandrysza sparowali z trzema hiszpańskimi zespołami. Pierwszym była ta nieszczęsna reprezentacja bezrobotnych piłkarzy, która zasugerowała polskiej drużynie rozważenie zmiany zawodu po wbiciu im czterech goli (1:4). Następnie udało się pokonać piątoligowe rezerwy pobliskiego Herculesa Alicante (3:2, dwie bramki Martina Juhara) i bezbramkowo zremisować z trzecioligowym CD Eldense. Humory poprawiły się dopiero po ostatnim spotkaniu towarzyskim, rozegranym już w kraju, w którym Termalica wygrała u siebie z walczącym o awans do ekstraklasy Zagłębiem Sosnowiec 2:0 (bramki Babiarza i Kowala).

Podtarnowski zespół bardzo solidnie wzmocnił się w czasie zimowego okienka transferowego. Mówiło się głośno o potrzebie sprowadzenia stopera, środkowego pomocnika i napastnika. Efekt przerósł jednak początkowe oczekiwania. W klubie zameldował się doświadczony bramkarz Krzysztof Pilarz, który ma stanowić realną konkurencję dla wracającego do zdrowia po makabrycznej kontuzji Sebastiana Nowaka. Defensywę wzmocnił ograny w o wiele mocniejszej lidze ukraińskiej Artem Putiwcew, do środka pola doszedł były reprezentant Słowacji, . Najdłużej czekano jednak na napastnika, a gdy się doczekano, okazało się, że przyjdzie ich dwóch. Mowa o uznawanym niedawno za ogromny talent Słoweńcu , a także czarnogórskim wieżowcu – .












