Skarb kibica ekstraklasy: ŁKS Łódź – „Rycerze Wiosny” w powtórnej bitwie o ekstraklasę


Łódzki Klub Sportowy rozpoczyna misję zatytułowaną "Walka o utrzymanie". Czy na koniec sezonu zakończy się ona powodzeniem?

5 lutego 2020 Skarb kibica ekstraklasy: ŁKS Łódź – „Rycerze Wiosny” w powtórnej bitwie o ekstraklasę

Dziś na tapet bierzemy bieniaminka obecnego sezonu ekstraklasy, a zarazem najniżej sklasyfikowaną po rundzie jesiennej drużynę. Łódzki Klub Sportowy do gry wielokrotnie w sposób efektowny i przyjemny dla oka wiosną chce dołożyć znacznie większą skuteczność, która była zmorą zespołu Kazimierza Moskala. Intensywnie przepracowany okres przygotowawczy w Turcji ma dać swoje owoce możliwie jak najszybciej, aby włączyć się do walki o pozostanie na najwyższym szczeblu polskiego futbolu.


Udostępnij na Udostępnij na

Bolączką ŁKS-u jesienią nie była jedynie kiepska skuteczność strzelecka, ale także słaba, momentami wręcz fatalna gra w obronie. Zmiany personalne podniosły jakość zespołu, a to finalnie ma się przełożyć na spokojne utrzymanie się łódzkiego klubu w ekstraklasie.

Przygotowania do rundy wiosennej

Sztab szkoleniowy łódzkiego klubu doszedł do wniosku, że należy poświęcić sporo czasu na właściwe przygotowanie drużyny do powrotu do gry. 11 stycznia ŁKS wyruszył na trzytygodniowy obóz przygotowawczy do Turcji, do miejscowości Side. Tam podopieczni Kazimierza Moskala, dzięki możliwości korzystania z bardzo bogatej infrastruktury boiskowej, mieli aktywnie przepracować czas treningowy, rozgrywając w tym czasie sześć meczów kontrolnych. Pierwszy z nich w bardzo efektownym stylu wygrali 4:0, pokonując azerskie Neftci Baku. Autorem dwóch goli okazał się zimowy nabytek łódzkiego klubu – Samu Corral, który na wiosnę ma być odpowiedzialny za poprawienie skuteczności ŁKS-u.

Kolejne dwa mecze nie przebiegły już po myśli ełkaesiaków. 0:2 z Astrą Giurgiu i 0:1 z Zoryą Ługańsk wytknęło kilka słabości łodzian. Na tle mocniejszych rywali nie byli oni już w stanie spokojnie sobie pograć. Wiele błędów ujawnił także następny sparing z Vorsklą Poltava, której ŁKS w pierwszej połowie wbił trzy gole, lecz w drugiej dał sobie strzelić także trzy bramki. Ełkaesiakom udało się jednak pozytywną klamrą zamknąć serię meczów przygotowawczych. Różnicą trzech goli pokonali serbskie Napredak (3:0) oraz Proleter (4:1).

Transfery z klubu

Po nieudanej rundzie jesiennej jasne było, że w ŁKS-ie będzie się dużo działo w kwestii roszad kadrowych. Kazimierz Moskal otwarcie mówił, że na kilku zawodnikach się zawiódł i trzeba będzie się z niektórymi pożegnać. W linii obrony ofiarami zimowego wietrzenia szatni padli Maciej Dampc, Kamil Juraszek oraz Kamil Rozmus. Patrząc na obrońców, których ŁKS sprowadził zimą, jest to wymiana jeden do jednego w kwestii pozycji. Z kolei zmiana znacznie na plus, jeśli chodzi o jakość.

Co prawda Rozmus na razie oficjalnie się z łódzkim klubem nie pożegnał, ale jego dni są policzone. Nie cieszył się uznaniem w oczach Kazimierza Moskala, poza tym ma już dwóch co najmniej o klasę lepszych rywali w walce o miejsce w składzie – Adriana Klimczaka i Tadeja Vidmajera. Maciej Dampc okazał się totalnym nieporozumieniem i zamienił ŁKS na drugoligowy GKS Katowice na zasadzie wypożyczenia. Kamil Juraszek zaś po 3,5 roku spędzonych w Łodzi przeniósł się do Chrobrego Głogów.

Dużo w ŁKS-ie zadziało się w drugiej linii. Przede wszystkim oddano za bezcen Legii Piotra Pyrdoła – drugiego najbardziej eksploatowanego młodzieżowca w ekipie Kazimierza Moskala. Kibiców biało-czerwono-białych zabolały wyjątkowo dwie kwestie: stosunki, w jakich skrzydłowy ponoć rozstał się z klubem (w którym nazwisko Pyrdoł wyrosło niemal do granicy świętego), oraz fakt, że zamienił on ŁKS właśnie na Legię. Jak ważny był to piłkarz dla klubu z alei Unii 2, ma się dopiero okazać na wiosnę. Być może Legia właśnie niemal za darmo otrzymała skarb, a ŁKS niedługo zacznie żałować, że się go pozbył…

Wietrzenie szatni dosięgnęło także dwóch piłkarzy, którzy na inauguracyjny mecz w ekstraklasie z Lechią Gdańsk wychodzili w pierwszej jedenastce. Mowa tu o środkowym pomocniku – Bartłomieju Kalinkowskim, a także o skrzydłowym, Patryku Bryle. Ten pierwszy, co ciekawe, był darzony sporym zaufaniem ze strony Kazimierza Moskala. Z 20 ekstraklasowych meczów wystąpił w 13, z czego w dziesięciu od pierwszej minuty. ŁKS doszedł jednak do wniosku, że Kalinkowski nie będzie w stanie zaoferować tego, czego klub na wiosnę potrzebuje. Po epizodzie na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce zszedł dwa poziomy niżej i na wiosnę będzie bronił barw walczącego o awans II-ligowego Górnika Łęczna.

Jeszcze za czasów gry w I lidze Bryła był jednym z ważniejszych piłkarzy łódzkiego klubu i jego trzecim najlepszym strzelcem. Co za tym idzie, otrzymał duże zaufanie także w sezonie 2019/2020, tyle że w ekstraklasie już się nie sprawdził. Z meczu na mecz dostawał mniej szans, trenera do siebie nie przekonywał, a i miał paru lepszych od siebie rywali w drużynie do gry w wyjściowej jedenastce. Od dłuższego czasu mówiło się o jego pożegnaniu z ŁKS-em i zimą nadszedł ów moment. Walkę o ekstraklasę skrzydłowy będzie toczył na jej zapleczu w barwach Bruk-Bet Termaliki, która będąc na 10. miejscu w I lidze, jeszcze nie złożyła broni w drodze do polskiej elity.

Na szpicy także nieuniknione zmiany prędzej czy później sięgną Rafała Kujawę oraz Jewhena Radionowa. Po przyjściu do klubu dwóch nowych napastników oraz ze względu na pewną pozycję Łukasza Sekulskiego dla tej dwójki miejsce przy alei Unii 2 raczej się nie znajdzie. Kujawa w obecnym sezonie błysnął raz – strzelając trzy gole w wygranym 4:1 meczu z Koroną Kielce. Poza tym jeszcze jedno trafienie przeciwko Arce Gdynia to za mało, aby liczyć na ugruntowaną pozycję w klubie. Minuty do gry dawały mu przede wszystkim urazy Sekulskiego. W obecnej sytuacji o regularnych występach Kujawa może zapomnieć.

Zarówno Kujawa, jak i Radionov są piłkarzami bardzo zasłużonymi dla ŁKS-u. Ukrainiec w zasadzie od 3. ligi ciągnął łódzki klub w górę. Przyszedł jednak taki czas, że aby iść do przodu, trzeba było zostawić sentymenty. Wystarczącej jakości sportowej popularny „Żenia” już nie mógł zagwarantować. Na specjalnie przygotowanej przez klub konferencji z kibicami ŁKS-u Kazimierz Moskal zapytany o ewentualną rolę Radionova w zarządzie klubu powiedział, że cały czas napastnik ŁKS-u ma aspiracje do gry na wysokim poziomie i nie chce zaprzestawać przygody z piłką w Polsce. Tylko żeby ją kontynuować, trzeba zmienić środowisko, bo w Łodzi boiska ekstraklasowego Radionov już nie powącha.

Jednak wszystkie te roszady stają się niczym w obliczu odejścia Daniego Ramireza. Niekwestionowany lider, postać ciągnąca jesienią cały zespół i mająca wszystkie zadania ofensywne na swoich barkach. Najwięcej goli, najwięcej asyst, najwięcej strzałów, dryblingów, podań, stworzonych sytuacji i tak dalej… Wszystko było zasługą Hiszpana. Odejście byłego piłkarza m.in. Realu Madryt czy Valencii boli kibiców łódzkiego klubu tym bardziej, że przepracował on trzytygodniowy obóz w Turcji z ełkaesiakami i wydawało się, że kwestia jego transferu jest zamknięta. ŁKS jednak zdecydował się pozwolić odejść Ramirezowi. Z naciskiem na słowo zdecydował, bo to klub w transakcji rozdawał karty.

Żadnej presji finansowej ciążącej nad prezesem Salskim nie było. Dani mógł zostać, jeśli żadna oferta nie okazałaby się zadowalająca. Tyle że w grę wchodziła też klauzula, wedle której w razie spadku ŁKS-u Ramirez mógłby odejść z klubu za darmo. A to już zmieniało postać rzeczy. Uznano w Łodzi, że nie warto bawić się w pokerowe zagrywki, tylko zabrać pewne pieniądze. Bo jakość Hiszpana to jedno, ale gwarancji utrzymania jeden piłkarz dać nie mógł. A w razie niepowodzenia misji pt. „Utrzymanie w lidze” ŁKS straciłby podwójnie. Przy alei Unii 2 uznano, że lepiej będzie dmuchać na zimne.

Transfery do klubu

Sporą część kadry pożegnano, zatem trzeba było także załatać kimś luki. Najwięcej (jak zresztą nie było trudno przypuszczać) zadziało się w obronie. Ten, kto oglądał ŁKS jesienią, wie, co potrafili wyczyniać jego defensorzy. W zasadzie ze wszystkich graczy z linii obrony, którzy zagrali choćby minutę w ekstraklasie, tylko Grzesik i Klimczak niewiele mogli sobie zarzucić. Poza nimi bardzo dużo za uszami mieli Sobociński, Rozwandowicz, Juraszek, Bogusz czy Rozmus. Dlatego też bardzo duży nacisk nałożono na wzmocnienie tejże formacji. Na środek obrony ściągnięto bardzo doświadczonego Macieja Dąbrowskiego, który stracił pozycję w Zagłębiu Lubin, a w ŁKS-ie ma przede wszystkim pomóc swoim doświadczeniem.

Drugim z pozyskanych stoperów jest Carlos Moros Gracia, który był jednym z najlepszych obrońców ostatniego sezonu ligi szwedzkiej i bardzo prawdopodobne, że z miejsca stanie się podstawowym stoperem ŁKS-u. Wzmocniono także lewą flankę, która teoretycznie nie była wadliwa, kiedy zdrowy był Adrian Klimczak, ale podczas jego nieobecności działo się na niej bardzo źle. Stąd też uznano, że drugi nominalny lewy obrońca jak najbardziej się przyda. I jak się okazało, transfer od razu będzie miał swoje zastosowanie, gdyż na kilka tygodni z powodu urazu dłoni wypadł z gry Klimczak, a ściągnięty Tadej Vidmajer będzie musiał wejść w jego buty od pierwszego meczu na wiosnę.

Mimo że z drugiej linii pożegnano aż czterech piłkarzy, to w zamian przyszedł tylko jeden. Ale za to ten, z którym wiąże się największe nadzieje, bowiem ma być zastępcą Daniego Ramireza. Antonio Domínguez, bo o nim mowa, do Łodzi trafił z 3-ligowego hiszpańskiego Algeciras. Charakterologicznie bardzo podobny do Ramireza, mogący grać pod napastnikiem, lecz także na skrzydle. Ma więc zastąpić jeden do jednego byłą gwiazdę Łódzkiego Klubu Sportowego. Zadanie tym bardziej trudne, bo dołączył do zespołu dopiero po obozie w Turcji, zatem jest o trzy tygodnie uboższy o relacje z drużyną. Kto wie, być może będzie jednak w stanie zaprezentować się w Łodzi tak, że kibice szybko zapomną o stracie Ramireza…

Drugi aspekt, nad którym przed wiosną trzeba było popracować w Łodzi, to niemoc strzelecka. Łukasza Sekulskiego na jesień trapiły kontuzje i koniec końców zakończył rundę z mizernym wynikiem czterech goli na koncie. Wsparcie dla napastnika ŁKS-u przybyło w dwuosobowym składzie. Na alei Unii Lubelskiej 2 przywitano Jakuba Wróbla, który świetnie prezentował się na zapleczu ekstraklasy, oraz Samu Corrala – kolejnego Hiszpana, który ma stanowić o sile ŁKS-u w ofensywie. Podobnie jak Domínguez Corral trafił do Łodzi z 3. ligi hiszpańskiej. Patrząc przez pryzmat meczów kontrolnych łódzkiego klubu, wygląda na to, że to on jest szykowany do bycia numerem jeden na szpicy ŁKS-u.

Największy atut

Ten aspekt w ŁKS-ie należy sobie podzielić na dwie kwestie: formalną i boiskową. Jeśli chodzi o prowadzenie klubu, ŁKS jest doskonałym przykładem długofalowego patrzenia na stan rzeczy. Gdyby nie patrzenie daleko w przyszłość, prezes Tomasz Salski po serii ośmiu ligowych porażek z rzędu nie mówiłby otwarcie, że jeśli klub spadnie, to na pewno z trenerem Moskalem na ławce. Gdyby nie myślano, co będzie za nieco dłużej niż miesiąc, to na siłę chciano by zatrzymać u siebie Daniego Ramireza, bo to przecież talizman.

Nikt by wtedy nie myślał w takich kategoriach, że prędzej czy później Hiszpan i tak odejdzie, a szansę na bardzo duży zarobek dla dobra klubu należy wykorzystać. Przy alei Unii zarówno prezes klubu Tomasz Salski, jak i dyrektor sportowy Krzysztof Przytuła myśląc o klubie, wybiegają daleko w przyszłość. I nawet w razie ewentualnego spadku z ekstraklasy ŁKS-owi ziemia pod nogami się nie zawali i na spokojnie będzie się budowało plan na powrót na najwyższy szczebel.

Weryfikacja kwestii boiskowej dopiero nadejdzie wiosną, ale na dziś można powiedzieć, że ŁKS właściwie zareagował na problemy rundy jesiennej. Gra w obronie powodowała momentami krwawienie oczu, dlatego ściągnięto trzech nowych piłkarzy do tej formacji i pozbyto się „nieużytków”. I co ważne – nie wzięto byle kogo, tylko piłkarzy z bogatym warsztatem i CV. Młodzieńczą niepewność zastąpiono spokojem doświadczenia. Duet środkowych obrońców Sobociński – Rozwandowicz ze średnią wieku 22,5 lat ma zastąpić dwójka Dąbrowski – Gracia, których uśredniony wiek daje 29 lat. Zareagowano także na brak czołowego snajpera – do Sekulskiego dołożono Wróbla i Corrala, co nie tylko powinno zapewnić dużo większą rywalizację, ale przede wszystkim skuteczność pod bramką rywali.

Największa niewiadoma

Krótko – młodzieżowiec. ŁKS w tej kwestii sytuację ma niełatwą. Jesienią wszystko, co mógł (19 z 20 meczów, brak gry w 1 spotkaniu ze względu na kartki), Jan Sobociński zagrał od deski do deski. I jak wiemy, z efektem tej gry bywało różnie. Generalnie masa błędów, często niepewna gra. Czuć było, że ekstraklasa go trochę przerosła, formę z I ligi nijak udało się przenieść na najwyższy poziom. Trener Moskal mógł być jeszcze wtedy spokojny, że miał na ławce Piotra Pyrdoła, który ewentualnie w roli zmiennika dobrze się spisywał i często dawał drużynie dużo jakości. Jemu ta rola jednak nie do końca odpowiadała i zdecydował się na przenosiny do Warszawy. I dlatego na niespełna tydzień przed rundą wiosenną szkoleniowiec łódzkiego klubu stoi przed bardzo trudną decyzją.

Wiele wskazuje na to, że rolę głównego młodzieżowca przestanie odgrywać środkowy obrónca reprezentacji U-21. Podczas meczów towarzyskich w Turcji Kazimierz Moskal sprawdzał głównie dwóch zawodników kolejno z rocznika 2000 i 2002. Ten pierwszy to Przemysław Sajdak, grający w środku pola, drugi zaś Adam Ratajczyk, który już debiut w ekstraklasie ma za sobą i pełniłby rolę skrzydłowego bądź ofensywnego pomocnika. Wydaje się, że z tej dwójki mocniejszą pozycję ma ten młodszy, który w Side grał więcej i był mocniej eksploatowany przez trenera ŁKS-u. Niewykluczone, że był właśnie przygotowywany do częstej gry w ekstraklasie. Jakkolwiek Kazimierz Moskal nie zadecyduje, jego wybór będzie mocno ryzykowny i przepełniony niepewnością, ale innego wyjścia z sytuacji trener ŁKS-u nie ma.

Trzy rzeczy, które wydarzą się na wiosnę

  1. ŁKS znajdzie strzelbę gwarantującą więcej goli

Jesienią Łukasz Sekulski miał zmienników w postaci losowo grającego Kujawy i nieprzygotowanego do ekstraklasy Radionova. Obecnie obok „Sekuła” jest dobrze zapowiadający się i będący w świetnej dyspozycji strzeleckiej w I lidze Jakub Wróbel oraz kolejny z Hiszpanów, który przyjechał do Polski w celu podbicia ekstraklasy – Samu Corral. Z takiego towarzystwa ktoś musi zagwarantować gole.

2. Niezależnie od wyników Kazimierz Moskal zostanie na ławce trenerskiej

Trzeba powiedzieć jasno – ŁKS przed rundą wiosenną ma sytuację bardzo niewygodną. Utrzymanie zostanie uznane w Łodzi za duży sukces klubu. W razie gdyby jednak ełkaesiacy od razu po sezonie wrócili do I ligi, prezes Salski zapewniał, że stanie się to z trenerem Moskalem przy sterze. A my trzymamy w takim razie za słowo.

3. Kibice ŁKS-u dalej szczelnie będą wypełniać trybunę stadionu

Na dziesięć spotkań u siebie 9-krotnie kibice ŁKS-u zjawiali się przy alei Unii 2 w komplecie. Rzecz jasna inną rzeczą jest komplet kibiców na 5-tysięczniku niż na stadionie mogącym pomieścić 30 tysięcy widzów, ale i tak ełkaesiacy grający przy jednej trybunie (stadion jest w budowie, możliwa data oddania do użytku już w 2021 roku) byli w stanie w średniej frekwencji wyprzedzić pięć innych klubów ekstraklasy. Jeśli ŁKS zacznie grać skuteczniej niż w pierwszej części sezonu, to dalej z liczną publiką klub nie powinien mieć problemów.

Ciekawostka

Zimowe wietrzenie szatni w Łodzi będzie widoczne już w pierwszym meczu po przerwie przeciwko Legii. Jeśli sprawdzą się nasze przewidywania co do składu (lub zestawienie będzie bardzo podobne), to względem pierwszego spotkania sezonu z Lechią Gdańsk tylko dwóch tych samych piłkarzy zacznie mecz od pierwszej minuty. Na pewno nie zagrają będący wówczas w podstawowej jedenastce Kołba, Klimczak, Kalinkowski, Bryła oraz Ramirez. Duet środkowych obrońców tworzyli Sobociński i Rozwandowicz, na Legię prawdopodobnie nie wyjdzie żaden z nich.

W środku pola grał wtedy Maciej Wolski, który też raczej w niedzielę nie zagra, zaś na szpicy Łukasz Sekulski, który po przyjściu Corrala i Wróbla nie jest pewny miejsca w składzie i możliwe, że odda je na pierwszy mecz Hiszpanowi. W takim układzie z lipcowego składu pozostaliby jedynie Łukasz Piątek i Jan Grzesik. Jakikolwiek skład na Legię nie wyjdzie, Kazimierz Moskal i tak będzie musiał w nim sporo namieszać.

Przewidywany skład

Jakim ustawieniem ŁKS wyjdzie w niedzielę na Legię możliwe, że jeszcze nie wie nawet Kazimierz Moskal. Kilka pozycji jest pewnych, ale jest też kilka niewiadomych. Między słupkami z pewnością zagra Arkadiusz Malarz, który od rundy wiosennej dzierżył będzie opaskę kapitańską, którą przejął po Maksymilianie Rozwandowiczu. Z bokami obrony sytuacja też wydaje się klarowna – na lewej stronie zagra sprowadzony zimą Vidmajer, któremu wejście do jedenastki meczowej ułatwiła kontuzja Adriana Klimczaka, a na prawej Jan Grzesik, który podobnie jak w pierwszej części sezonu pewnie wyglądał w meczach przygotowawczych w Turcji. Sporo szans do gry otrzymał także Artur Bogusz, ale większe zaufanie u trenera ma bez cienia wątpliwości Grzesik. Nieco większy problem jest na środku, ale wydaje się, że trener ŁKS-u postawi na dwójkę zimowych transferów – Dąbrowskiego i Gracię.

W dalszej części boiska wcale nie jest łatwo. Za środek pola według nas odpowiadać będą Guima, który po niełatwym początku sezonu zaczął grać na niezłym poziomie. Srnić, który po kontuzji w destrukcji wyglądał bardzo solidnie, oraz Piątek będący najbardziej doświadczonym piłkarzem z pola w szeregach biało-czerwono-białych. Ewentualnie decydując się na nieco bardziej ofensywny wariant, Moskal mógłby postawić na Michała Trąbkę w miejsce któregoś z defensywniejszych pomocników.

Jeśli trener ŁKS-u faktycznie zdecyduje się odstawić przynajmniej na jakiś czas Jana Sobocińskiego od pierwszego składu, to jego miejsce powinien zająć Adam Ratajczyk, który bardzo powoli, ale jednak był wdrażany w pierwszą drużynę. Do kompletu z przodu pewnie dostanie dwóch Hiszpanów bardzo dobrze wyglądających w okresie przygotowawczym – Pirulo i Samu Corrala.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze