W przedostatnim pojedynku siódmej kolejki angielskiej Premier League Sunderland podejmował beniaminka z Wolverhampton. Nie zabrakło emocji, kibice obejrzeli wiele bramek i świetnych akcji obu drużyn.
Żaden z zespołów nie miał znaczących braków kadrowych, więc ani Mick McCarthy, ani Steve Bruce nie mogli narzekać. Mecz zapowiadał się ciekawie i taki właśnie był. Sunderland przystępował do tego spotkania w roli faworyta, ale nie było tego widać na boisku. Beniaminek z Wolverhampton nie odstawał od gospodarzy pod żadnym względem.
Dużo lepiej ten mecz rozpoczęli podopieczni Steve’a Bruce’a. Sunderland od początku mocno naciskał gości i w wyniku tego po jednej z akcji Darren Bent wywalczył rzut karny po faulu Segundo Castillo. Sam poszkodowany wykonywał jedenastkę, którą zamienił na gola dającego prowadzenie jego drużynie. Bardzo ciekawa była cała pierwsza część meczu, która obfitowała w kilka strzałów i sytuacji podbramkowych. Największym zagrożeniem dla Craiga Gordona, bramkarza „Czarnych Kotów”, były akcje dwóch napastników Wolverhampton: Keogha i Doyle’a. Żadnemu z nich nie udało się jednak doprowadzić do wyrównania. Sunderland mógł podwyższyć prowadzenie, ale sytuacji „sam na sam” nie zdołali wykorzystać ani Bent, ani Jones. Do szatni goście schodzili z jedną bramką straty, choć na boisku wcale nie byli słabsi.
Druga połowa zaczęła się niemal analogicznie do pierwszej. Dwie minuty po wznowieniu gry Darren Bent został sfaulowany w polu karnym i sędzia odgwizdał rzut karny. Tym razem do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Kenwyne Jones i strzałem w środek bramki pokonał kompletnie zmylonego Wayne’a Hennesseya. Goście szybko się otrząsnęli i zdobyli kontaktowego gola. Po zamieszaniu przed polem karnym Sunderlandu do piłki dopadł Kevin Doyle, strzelił z ostrego kąta, a piłka po odbiciu od Mensaha wpadła do bramki. Zaledwie kilka minut potem, dokładnie w 55. minucie, Wolves doprowadzili do wyrównania. Rzut wolny wykonywał Keogh, podał do Henry’ego, którego strzał został zablokowany. Piłka znów trafiła do Kevina Doyle’a, a ten umieścił ją w siatce. To był koszmar dla Sunderlandu, „gospodarze” stracili dwa gole w niespełna siedem minut.
Piłkarze ze Stadium of Light nie załamali się jednak i postanowili od nowa powalczyć o przewagę. Udało się dzięki wielkiej determinacji już w 70. minucie zdobyć bramkę, która ponownie dała prowadzenie gospodarzom. Gola ponownie zdobył Kenwyne Jones. Już cztery minuty później do bramki „Wilków” trafił Michael Turner i w tym momencie było już po meczu. O dziwo, goście zamknęli Sunderland na ich własnej połowie i próbowali odrobić straty, ale pech sprawił, że nie udała im się ta sztuka. Kwadrans przed końcem po strzale Doyle’a piłkę z linii bramkowej wybił Richardson.
Gospodarze w doliczonym czasie gry przeprowadzili kontrę, którą golem wykończył Darren Bent i ustalił wynik meczu na 5:2. Trzy punkty zostały w Sunderlandzie. Wielkie brawa należą się obu drużynom za to widowisko.










