Trudno było przejść do analizy historycznego spotkania zaraz po końcowym gwizdku Pedro Proency. Emocje zwyczajnie brały górę. Dlatego warto już dzień po meczu zatrzymać się na chwilę i zastanowić się – jak to się stało? Co takiego tym razem zaprezentowaliśmy jako reprezentacja czego nie było wcześniej?
W początkowym zamyśle miał to być tekst czysto taktyczny – opisujący przebieg gry, wyjaśniający czemu mecz potoczył się w taki a nie inny sposób i wyjaśniający dlaczego. To oczywiście też będzie, ale tak naprawdę trudno się tym razem skupiać na samej taktyce, skoro to inne czynniki zaważyły na tym, że Polacy w końcu wygrali na Stadionie Narodowym w ważnym i prestiżowym spotkaniu.
1. Charakter i zaangażowanie
To zdecydowanie zaważyło na wczorajszym triumfie nad zespołem Joachima Loewa. ,,Biało – czerwonych” grających z takim serduchem już dawno nie widzieliśmy. Na początku co prawda było takie klasycznie wybadanie przeciwnika, ale już w drugiej połowie trudno było zarzucić naszym brak chęci czy determinacji. Było mnóstwo wślizgów, czasem fauli(nawet Lewandowski zarobił żółty kartonik), ale były też odbiory, przepychanki. Ogółem – walka na całego. Tego właśnie często nam brakowało w ostatnich latach gdy przychodziło do starć z przeciwnikami o większym potencjale piłkarskim. Wystarczy dla przykładu obejrzeć dwumecz z Anglią za kadencji Waldemara Fornalika. A przecież samymi umiejętnościami nie wygramy z wyżej notowanymi od nas drużynami. Nawałka świetnie zmotywował swoich piłkarzy(a może w ogóle nie musiał tego robić?) i ci wyszli na boisko w imię motta – krew, pot i łzy. No i łzy były. Łzy szczęścia polskich kibiców.
2. Szczęście
Jeśli nie możemy pokonać przeciwnika przewagą w umiejętnościach, bo po prostu jesteśmy piłkarsko gorsi od Niemców, to wiadomo, że potrzeba nam również odrobiny szczęścia. Takiego jak przy stanie 1:0 gdy Podolski miał piłkę na woleju w naszym polu karnym i uderzył w poprzeczkę. A śmiem twierdzić, że zawodnik z takim doświadczeniem i o takich umiejętnościach jak piłkarz Arsenalu strzeliłby 9 na 10 takich sytuacji. Gdyby więc trafił to wyrównałby stan meczu i raczej nie mówilibyśmy teraz o pierwszym, historycznym zwycięstwie nad Niemcami. Jak widać, szczęście jest niezbędne, ale na szczęście trzeba sobie zapracować.
3. Dobra organizacja w obronie
Od paru lat, rozmawiając o naszej kadrze, cały czas spotykaliśmy się z lamentami kibiców i ekspertów na temat naszej gry obronnej. Nawet niektórzy selekcjonerzy w chwilach słabości to wyznawali – na materiale TVP Sport z meczu Polska kontra Czarnogóra z zeszłych eliminacji, dziennikarze przez cały mecz nagrywali Fornalika, aby pokazać widzom jego reakcje, przybliżyć fanom jego osobę. Gdy Polacy stracili bramkę po błędzie duetu Glik – Szukała, Fornalik podszedł do ławki mówiąc że ,,to co my gramy w obronie to jest dramat”. I akurat w tej kwestii wszyscy by mu zgodnie przytaknęli. Skład defensywy na mecz z Niemcami nie obfitował w niespodzianki czy orginalne pomysły Nawałki. Był wręcz bliźniaczo podobny do formacji którą ustawiał wspomniany już Fornalik. Ale nagle się okazało, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko się zmieniło. Piszczek znów zaczął efektywnie włączać się do przodu, ale i dobrze bronić. Glik w końcu udowodnił polskim kibicom, że nie przez przypadek jest kapitanem Torino. Był wręcz drugi najlepszy na boisku obok Wojciecha Szczęsnego. Szukała niewiele mu odstawał. A Wawrzyniak, wbrew apelom wielu internautów zagrał bez większych błędów, choć czasem za łatwo dawał się ogrywać Bellarabiemu.











