Chelsea Londyn zremisowała 2:2 z Southamptonem w zaległym meczu 17. kolejki Premier League. Bramki dla gospodarzy zdobyli Demba Ba i Eden Hazard, a do wyrównania doprowadzili Ricky Lambert oraz Jason Puncheon.
Obydwa zespoły rozpoczęły mecz bardzo powoli, nie przejawiając zbytniej ochoty do ataku. Z minuty na minutę gospodarze wyrabiali sobie coraz większą przewagę, powoli spychając rywali na ich połowę.
Sygnał do ataku kolegom dał w 25. minucie Frank Lampard. Anglik z całej siły walczył o, wydawałoby się, straconą piłkę i wyłuskał ją od jednego z obrońców. Kilka sekund później londyńczycy mogli cieszyć się z pierwszej bramki – Azpilicueta dośrodkował piłkę w pole karne, a tam świetnie odnalazł się Demba Ba, który nożycami skierował futbolówkę do siatki Artura Boruca.

Od momentu wyjścia na prowadzenie podopieczni Rafaela Beniteza zaczęli grać z dużą lekkością, atakowali z polotem, radząc sobie wyśmienicie z kruchą linią obrony „Świętych”. Kawał dobrej roboty wykonywał między słupkami Artur Boruc, który tuż przed przerwą dwukrotnie zatrzymywał piłkę zmierzającą prosto do jego bramki.
W doliczonym czasie pierwszej połowy gospodarze rozegrali jednak koncertową wręcz akcję. Piłkę w pole karne dośrodkował Oscar, ale obrońcy wybili futbolówkę. Na miejscu znalazł się Ramires, który bez zastanowienia uderzył z całej siły w kierunku bramki Boruca. Na szczęście dla polskiego bramkarza piłka zatrzymała się na poprzeczce. Kilka sekund później naszego rodaka fortuna opuściła, gdyż dobijający strzał Ramiresa Eden Hazard nie pomylił się ani o centymetr i posłał piłkę dokładnie tam, gdzie chciał, tuż przy prawym słupku. Do szatni gospodarze schodzili więc z dwubramkowym prowadzeniem.

W drugiej części spotkania goście musieli zaatakować. W 55. minucie trener Nigel Adkins zdecydował się wpuścić na boisko Ricky’ego Lamberta i okazał się to strzał w dziesiątkę – napastnik „Świętych” już trzy minuty po swoim wejściu na boisko zdobył gola kontaktowego, pokonując Petra Cecha niesamowitym uderzeniem głową.
Bramka na 2:1 dała drużynie gości dużą motywację, uwierzyli w to, że mogą urwać dziś punkty wyżej notowanemu rywalowi. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, zespół teoretycznie słabszy wspiął się na wyżyny swoich możliwości i zaczął dyktować naprawdę trudne warunki mistrzom Europy.












