Starcie zespołów z czołówki tabeli nie zawiodło. FSV Mainz po świetnej końcówce spotkania pokonało lidera z Kaiserslautern 2:1 (0:1). – Rzeczywiście takie finisze nieczęsto się zdarzają – śmiał się po meczu trener gospodarzy Thomas Tuchel.
Ktokolwiek usłyszałby, że w 3. kolejce Bundesligi mierzyć się mają zespoły, które zdobyły do tej pory komplet punktów, pomyślałby z pewnością o kimś z grona: Schalke, Bayern, Werder czy Bayer. Nic bardziej mylnego. Otóż po świetnym początku na miano hitu kolejki zasłużyło spotkanie FSV Mainz – 1. FC Kaiserslautern. I faktycznie, poziom spotkania odzwierciedlał aktualną pozycję obu ekip.
– Nie spodziewałem się, że taki początek sezonu się przydarzy. Zagraliśmy dwa dobre spotkania i passę chcemy kontynuować w kolejnym meczu – mówił przed spotkaniem w Mainz szkoleniowiec gości, Marco Kurz.
Oczekiwania opiekuna „Die roten Teufel” od premierowych minut rywalizacji wydawały się spełniane. Jego podopieczni zyskali przewagę i stwarzali sobie groźne sytuacje. Konsekwencją dobrej gry gości była akcja z 16. minuty. To właśnie wtedy piłka po raz pierwszy niedzielnego popołudnia wpadła do siatki. Akcję zainicjował Erwin Hoffer, który znakomitym prostopadłym podaniem między dwóch defensorów gospodarzy uruchomił Srdjana Lakicia. Świetnie dysponowany od początku rozgrywek Chorwat zabrał się z futbolówką i w sytuacji sam na sam z Christianem Wetklo zachował zimną krew, trafiając do siatki.
Gospodarze próbowali wprawdzie odpowiedzieć, lecz w pierwszej fazie po stracie gola ich akcje kończyły się fiaskiem. Pogoń piłkarzy Mainz za golem sprawiła, że goście zaczęli grać agresywnie, przez co gromadzili kartki. Przed przerwą niekorzystny wynik meczu próbowali zmienić Sami Allagui, Eugen Polanski oraz Christian Fuchs, ale zarówno szansa Tunezyjczyka z niemieckim paszportem, jak i strzały ze znacznej odległości Niemca i Austriaka, nie znalazły drogi do bramki.
Druga odsłona nie przyniosła zmiany obrazu gry. „Czerwone Diabły” zadowolone z jednobramkowego prowadzenia czekały na rywala w defensywie. – Dla nas mecz mógł się już zakończyć po 70. minucie. Niestety, nie byliśmy do końca skupieni i tak to się zazwyczaj kończy – tłumaczył po meczu trener gości.
Nie bez kozery Thomas Tuchel mówił o tym fragmencie gry. Chwilę później bowiem mieliśmy wyrównanie. Nieudaną pułapkę ofsajdową wykorzystał środkowy obrońca gospodarzy, Niko Bungert. Jakby tego było mało, w 73. minucie na prowadzeniu byli już zawodnicy FSV Mainz. Tym razem indywidualną akcję lewą flanką do środka złamał André Schürrle i pięknym strzałem w okienko wzbudził euforię na trybunach.
– Rzeczywiście takie finisze nieczęsto się zdarzają – mówił z zadowoleniem po zakończeniu meczu Tuchel. Po tym zwycięstwie FSV Mainz jest jedną z dwóch drużyn, która po trzech seriach spotkań ma komplet punktów. Drugim takim klubem jest zespół z Hoffenheim.
W drugim niedzielnym spotkaniu 1. FC Köln pokonało na własnym boisku St.Pauli 1:0.








