W pierwszym niedzielnym spotkaniu 28. kolejki doszło do nie lada sensacji. Na Upton Park Liverpool uległ West Hamowi United aż 3:1. „Młoty” już w pierwszej połowie cieszyły się dwubramkowym prowadzeniem.

Walczący o utrzymanie w Premiership West Ham United gościł na swoim stadionie zespół z czerwonej części Liverpoolu. „The Reds” mają chrapkę na grę w europejskich pucharach i zamierzali wywieźć z Londynu cenne trzy punkty.
Jednak od początku spotkania to gospodarze dyktowali tempo i wykazywali się znacznie większą inicjatywą niż piłkarze Kenny’ego Dalglisha. Pierwsza bramka dla „Młotów” była tylko kwestią czasu.
Podopieczni Avrama Granta dopięli swego w 22. minucie, gdy na listę strzelców wpisał się Scott Parker. Były gracz Chelsea i Newcastle United strzałem z dystansu pokonał Jose Reinę. West Ham zamierzał pójść za ciosem i tuż przed gwizdkiem sędziego kończącym pierwszą połowę wynik na 2:0 podwyższył Demba Ba.

Ku zaskoczeniu kibiców „The Reds”, ich zespół w pierwszych minutach drugiej połowy nie zamierzał rzucać się do odrabiania strat, wciąż gospodarze mieli częściej piłkę i szukali dogodnych okazji do podwyższenia wyniku. Liverpool ze snu obudził się dopiero w samej końcówce.
Dwojący się i trojący w ataku Luis Suarez zagrał piłkę do Glena Johnsona, który w 83. minucie zdobył kontaktową bramkę. Ostatnie słowo należało jednak do „Młotów”. W doliczonym czasie gry wynik na 3:1 ustalił wprowadzony w 88. minucie Carlton Cole.
Liverpool musiał uznać wyższość podopiecznych Avrama Granta, którzy w pełni zasłużyli na to zwycięstwo. „The Reds” nie udało się wywieźć trzech punktów z Londynu.











