W ostatnim sobotnim meczu 10. kolejki piłkarskiej Ekstraklasy Widzew Łódź niespodziewanie wygrał z Jagiellonią Białystok 4:1. „Jaga” poniosła drugą w tym sezonie porażkę i nie wykorzystała szansy na odskoczenie w tabeli rywalom.
Mecz Widzewa z Jagiellonią był powrotem Michała Probierza na stadion przy alei Piłsudskiego. Trener niecałe cztery lata temu prowadził zespół łodzian w Ekstraklasie i I lidze. Niespodziewanie tylko na ławce rezerwowych spotkanie rozpoczął Kamil Grosicki, natomiast w kadrze Widzewa zabrakło Ugo Ukaha, którego zastąpił były reprezentant Polski, Jarosław Bieniuk.

Pomimo niskiej temperatury, licznie zgromadzeni kibice od pierwszych minut głośno wspierali gospodarzy, którzy jednak w początkowej fazie meczu oddali kontrolę nad grą na rzecz przyjezdnych. Piłka była najczęściej rozgrywana w środku boiska, a w grze obydwu drużyn pełno było niedokładności, niecelnych podań i fauli. Taki obraz utrzymał się jednak tylko przez pierwszych kilku minut – w 7. minucie gospodarze mieli pierwszą bramkową sytuację, kiedy do dośrodkowania Duricia z prawej strony najwyżej wyskoczył bramkarz gości, Grzegorz Sandomierski. Wypuścił jednak piłkę z rąk, a ta spadła pod nogi Marcina Robaka, jednak został on uprzedzony przez obrońców, którzy wybili futbolówkę za linię końcową. Minutę później było już jednak 1:0 – po dośrodkowaniu Dudu z rzutu rożnego świetnie nabiegł Robak i mocnym strzałem głową umieścił piłkę pod poprzeczką bramki Jagiellonii. Zdecydowanie lepiej w tej sytuacji powinni zachować się obrońcy „Jagi”, którzy zostawili napastnika łodzian bez krycia.
Pierwszą sytuację goście stworzyli sobie w 14. minucie, ale po wypiąstkowaniu piłki przez Mielcarza strzał Norambueny minął słupek bramki o kilka metrów. Jagiellonia po stracie gola próbowała odzyskać kontrolę nad sytuacją na boisku, ale ku zaskoczeniu przyjezdnych, to Widzew strzelił drugą bramkę. W 17. minucie znowu sytuację stworzył sobie duet Dudu – Robak. Ten pierwszy dośrodkował, a napastnik Widzewa ponownie strzałem głową zdobył swoją piątą bramkę w sezonie, nie dając Grzegorzowi Sandomierskiemu szans na obronę.
Strata drugiego gola przyczyniła się do tego, że z ławki podniósł się Michał Probierz, który spędził już resztę pierwszej połowy przy linii bocznej, dając wskazówki swoim piłkarzom. Po drugiej stronie natomiast tradycyjnie już swoje show dawał trener gospodarzy, Andrzej Kretek, którego co chwila sędzia techniczny musiał prosić o cofnięcie się od linii bocznej. Po strzeleniu drugiego gola Widzew stał się zupełnie inną drużyną niż widzieliśmy w meczu z Legią – groźnie, a przede wszystkim z pomysłem, atakował skrzydłami, grał pewnie w defensywie i niewiele wskazywało na zmianę tego stanu. W 31. minucie znowu było groźnie pod bramką białostoczan – z rzutu wolnego z linii końcowej zagrał Dudu, piłka trafiła do niepilnowanego Darvydasa Sernasa, ten jednak skiksował i futbolówka trafiła tylko w obrońców gości.











