Wicelider Ekstraklasy przegrał pierwsze spotkanie w ramach ćwierćfinału Pucharu Polski z wiceliderem I ligi. Podbeskidzie wygrało na wyjeździe z Wisłą 1:0, a bramkę na wagę zwycięstwa zdobył w końcówce meczu Piotr Malinowski.
Pierwsze minuty upłynęły pod dyktandem wicelidera I ligi, który zdominował rywala z Ekstraklasy. Dośrodkowaną piłkę już w 4. minucie spotkania przejął Koman, jednak obrońcy Wisły zdołali wybić mu ją na rzut rożny. Do górnej futbolówki zagrywanej ze stałego fragmentu gry najwyżej wyskoczył Ziajka, ale jego strzał był niecelny.

Chwilę później znów groźnie w bramce krakowian zrobiło się za sprawą Sebastiana Ziajki. Piłkarz Podbeskidzia zdecydował się na strzał zza pola karnego, a piłkę z najwyższym trudem na rzut rożny wybił Siergiej Parejko. Po kwadransie na boisku lepiej prezentowali się podopieczni Roberta Kasperczyka. Kilka minut od ostatniej interwencji Parejki Rosjanin znów popisał się niezłym refleksem, broniąc strzał z woleja Cieślińskiego.
Piłkarze gości bardzo groźnie prezentowali się z rzutów rożnych, których mieli sporo w pierwszej części gry. Taką okazją była sytuacja z 40. minuty, kiedy dośrodkowanie Rogalskiego znalazło się pod nogami Ziajki. Napastnik Podbeskidzia uderzył natychmiast, ale piłka przeleciała tuż nad poprzeczką bramki gospodarzy. Do przerwy to zawodnicy Roberta Kasperczyka pozostawiali po sobie lepsze wrażenie, a „Biała Gwiazda” musiała poprawić swoją grę.
Tuż po zmianie stron goście, nadal chyba natchnieni dobrą grą z pierwszych 45 minut, błysnęli kolejną okazją. Wymiana piłki pomiędzy Ziajką a Cieślińskim zakończona strzałem tego ostatniego sprawiła sporo problemów Parejce. Pierwsza groźna akcja Wiślaków po zmianie stron miała miejsce w 53. minucie, kiedy dośrodkowanie Paljicia na gola starał się zamienić Żurawski, jednak były napastnik Celtiku nie trafił czysto w futbolówkę.
Nie minęło pięć minut, a nabierający prędkości piłkarze spod Wawelu, mogli otworzyć wynik, ale tym razem w piłkę niedokładnie trafił Garguła. Były gracz PGE GKS-u Bełchatów sprawdził Zająca ostatni raz przed zejściem z boiska w 62. minucie, ale golkiper Podbeskidzia poradził sobie ze strzałem Garguły.
Na 20 minut przed końcem wydarzenia boiskowe nieco straciły na dynamice, ale zawodnicy nadal starali się przedostawać w pole karne rywala. Tym sposobem najpierw w bramce pokazał się Zając po strzale Sobolewskiego, a pięć minut przed końcem Cieśliński zmarnował sytuację sam na sam z Parejką. Rosjanin wyszedł zwycięsko ze starcia z napastnikiem Podbeskidzia.
Dwóch minut zabrakło Wiśle, aby utrzymać bezbramkowy remis. Właśnie w 88. minucie Piotr Malinowski opanował świetne podanie od Frantiska Matelki po czym minął Parejkę i oddał strzał do pustej bramki. Tuż po strzeleniu gola doszło do kuriozalnej sytuacji, gdyż dwie żółte kartki, jedna po drugiej, zobaczył Sebastian Ziajka i opuścił boisko.











