Mnóstwo emocji, pięć goli i sensacyjne rozstrzygnięcie. To wszystko mieliśmy w meczu zamykającym 21. kolejkę Bundesligi w Dortmundzie. Miejscowa Borussia bowiem uległa 2:3 rewelacji tego sezonu, Eintrachtowi Frankfurt. Kiedy wydawało się, że to gospodarze zgarną całą pulę, wtedy przyjezdni w przeciągu dziesięciu minut dwukrotnie pokonali golkipera „BVB” i zainkasowali trzy punkty.
Na Signal Iduna Park naprzeciwko siebie stanęły drużyny, które w tegorocznych rozgrywkach Bundesligi spisują się bardzo dobrze, jeśli nie znakomicie. Borussia Dortmund zajmuje bowiem czwartą lokatę w tabeli i porażka sprzed tygodnia w Stuttgarcie była pierwszą od dwunastu spotkań. Rywal drużyny „BVB”, a więc Eintracht Frankfurt, sezon 2009/2010 zaliczy do jednego z najbardziej udanych. Przed tą kolejką drużyna „Die Adler” plasowała się na ósmym miejscu z dorobkiem 28 oczek.
Spotkanie lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy utrzymywali się częściej przy piłce i starali się konstruować ataki pozycyjne. Niespodziewanie to jednak goście jako pierwsi trafili do siatki rywala. W 8. minucie bardzo precyzyjne dośrodkowanie Patricka Ochsa strzałem głową na gola zamienił Benjamin Köhler i w Dortmundzie mieliśmy wówczas 0:1. Niewątpliwie dużą opieszałością w defensywie wykazali się w tej sytuacji zawodnicy Borussii.
Od tego czasu do pracy wyraźnie wzięli się piłkarze Jürgena Kloppa. Na efekty nie trzeba było długo czekać bowiem już w 17. minucie Mats Hummels wyrównał stan rywalizacji. W zamieszaniu w polu karnym skutecznie futbolówkę wybili obrońcy Eintrachtu. Ta trafiła jednak pod nogi Mohameda Zidana, który mocnym uderzeniem ponownie wstrzelił piłkę w „szesnastkę”. Na piątym metrze przejął ją niepilnowany Hummels, który nie miał już problemów z umieszczeniem piłki między słupkami i pokonaniem Oka Nikolova.
Z upływem każdej minuty, grząskie od początku spotkania boisko stawało się jeszcze gorsze i utrudniało piłkarzom swobodne rozgrywanie akcji. O wiele trudniej także było się poruszać na takiej nawierzchni, toteż tempo spotkania nie rozpieszczało – na pewno jednak było szybsze, niż przed dwiema godzinami w Mainz.
Od początku drugiej odsłony łatwo można było zauważyć defensywną taktykę Eintrachtu. Piłkarze z Frankfurtu bowiem napierali rywala dopiero po przekroczeniu przez niego środkowej linii boiska. Oznaczało to, że podopieczni Michaela Skibbe nastawieni byli na kontry, czyhając na błąd Borussii w ataku pozycyjnym. Ciężkie warunki na Signal Iduna Park dawały się wyraźnie we znaki. Brakowało płynności w grze, a wymiana piłki na małej przestrzeni była wręcz niemożliwa. Wystarczyła jednak tylko jedna akcja, by spotkanie na nowo ożyło. W 59. minucie świetnym dośrodkowaniem na długi słupek popisał się Mohamed Zidan. Zaspał obrońca Eintrachtu, futbolówki nie sięgnął Oka Nikolov, a zamykający akcję Lucas Barrios pewnie ją sfinalizował, wyprowadzając drużynę z Dortmundu na prowadzenie 2:1.
Dzięki temu trafieniu Borussia poczuła się swobodniej i szukała kolejnych szans na gole. Jedną z nich miał Nelson Valdez, lecz jego strzał czubkiem buta obronił Nikolov. Stracona bramka w żadnym wypadku nie zniechęciła gości, którzy w 65. minucie odpowiedzieli golem Sebastiana Junga. Obrońca „Die Adler” popisał się świetnym uderzeniem zza pola karnego i pokonał Marca Zieglera. W 74. minucie wszystko zmieniło się jak w kalejdoskopie. Fatalny błąd popełnił wówczas Patrick Owomoyela, który przepuścił piłkę zmierzającą do Alexandra Meiera. Pomocnik Eintrachtu nie miał zamiaru zmarnować prezentu podarowanego przez defensora „BVB” i delikatnym strzałem zmieścił futbolówkę przy lewym słupku bramki niemieckiego golkipera, wyprowadzając tym samym gości na prowadzenie 3:2.








