Znajdujący się obecnie na trzecim miejscu w lidze Arsenal Londyn sensacyjnie przegrał w jedynym niedzielnym spotkaniu 34. kolejki Premiership na Reebok Stadium z Boltonem. Ta porażka praktycznie eliminuje podopiecznych Arsene’a Wengera z walki o mistrzowski tytuł.
Zespół mający wciąż nadzieję na tytuł mistrza Anglii miał zamiar przełamać na Reebok Stadium passę dwóch remisów z rzędu, jednak Bolton nie chciał łatwo oddać zwycięstwa „Kanonierom”. Kibice „Kłusaków” wciąż nie mogą wybaczyć swoim ulubieńcom bolesnej porażki 5:0 ze Stoke w półfinale Pucharu Anglii, która pozbawiła zespół Owena Coyle’a gry w europejskich pucharach.

Mecz z animuszem rozpoczęli goście, którzy jak najszybciej zamierzali wyjść na prowadzenie. Formę fińskiego bramkarza „Kłusaków” sprawdzili Nasri oraz Fabregas, jednak ich strzały nie stanowiły dla niego problemu. Jaaskalainen pokazał co potrafi w 16. minucie, broniąc groźne uderzenie hiszpańskiego kapitana „Kanonierów”. Bolton nie zamierzał pozostawać dłużny i również śmiało atakował na bramkę strzeżoną przez Wojciecha Szczęsnego. Polski golkiper uchronił swój zespół, broniąc strzały Koreańczyka Lee oraz Mathew Taylora.
Jednak musiał skapitulować w 38. minucie, gdy piłkę po sporym zamieszaniu w polu karnym do siatki wpakował niezawodny Daniel Sturridge. „Kanonierzy” mogli jeszcze przed przerwą wyrównać stan meczu, jednak strzał Fabregasa trafił w słupek. Do przerwy na Reebok Stadium pachniało nie lada sensacją.
Kilka sekund po wznowieniu gry szansę na podwyższenie wyniku mieli gospodarze. Wbiegającego w pole karne Sturridge’a sfaulował Johan Djorou i prowadzący spotkanie wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Kevin Davies, jednak jego strzał obronił Wojciech Szczęsny.
Ta akcja rozjuszyła tylko już i tak mocno podenerwowanych wynikiem piłkarzy z północnego Londynu, którzy zamierzali jak najszybciej wyrównać. W 48. minucie Cesc Fabregas wspaniałym podaniem obsłużył Robina Van Persiego, który pewnie pokonał bramkarza „Kłusaków”. Z każdą kolejną minutą Arsenal coraz bardziej przeważał przejmując inicjatywę i szukając okazji do podwyższenia wyniku.
Tę miał w 70. minucie Samir Nasri, jednak najpierw w pojedynku sam na sam musiał uznać wyższość Jaaskalainena, a gdy chciał dobić piłkę zmierzającą do bramki wybił ją Gary Cahill. Przewaga Arsenalu wciąż rosła jednak niewiele z tego wynikało, gdyż podopieczni Owena Coyle’a dobrze się bronili, od czasu do czasu nawet kontratakując. Jednak z takich kontrataków mógł przynieść bramkę gdyby na drodze Johana Elmandera nie stanął Wojciech Szczęsny, który wygrał ze Szwedem pojedynek sam na sam.
Gdy wszyscy myśleli, że spotkanie zakończy się podziałem punktów i Arsenal zanotuje trzeci remis z rzędu, piłka po główce z rzutu różnego Tamira Cohena zatrzepotała w siatce „Kanonierów”, grzebiąc tym samym nadzieję gości na mistrzowski tytuł.










