W jednym z najciekawiej zapowiadających się spotkań 28. kolejki Premier League doszło do zaskakującego rozwiązania. Manchester City uległ na wyjeździe drużynie Swansea. Jedyną bramkę spotkania zdobył rezerwowy Luke Moore. Porażka podopiecznych Roberto Manciniego oznacza spadek na drugą pozycję w angielskiej ekstraklasie.
Ekipa Swansea nie wystraszyła się obecnego lidera Premier League – od pierwszych chwil dzisiejszego spotkania to właśnie gracze „The Jacks” narzucili swój styl gry rywalom. Pierwszą poważną okazję do zdobycia bramki miał Wayne Routledge. Skrzydłowy Walijczyków w 5. minucie meczu strzelił jednak bardzo niecelnie. Chwilę później ten sam zawodnik popisał się świetną szarżą w polu karnym gości, jego solowy popis został przerwany bezpardonowym wejściem Joe Harta. Routledge padł niczym rażony piorunem i arbiter bez zawahania wskazał na wapno. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Scott Sinclair – niezwykle solidny wykonawca tego typu stałych fragmentów gry. Ku zdumieniu kibiców gospodarzy, zawodnik ten uderzył zbyt lekko i czytelnie, wobec czego Hart nie miał żadnych problemów z odbiciem futbolówki w bok.

Zmarnowana szansa nie zraziła jednak podopiecznych Brendana Rodgersa. Konsekwentnie parli oni do przodu, co rusz wprawiając rywali w zakłopotanie. Gracze Swansea spory popłoch siali za sprawą kornerów – za każdym razem brakowało jednak dokładności. W 17. minucie przebudzili się w końcu zawodnicy „The Citizens”. Ładnym zagraniem w polu karnym gospodarzy popisał się Mario Balotelli. Włoch efektownie przerzucił piłkę nad jednym z defensorów, ale ostatecznie nie trafił czysto w piłkę. Akcja zapowiadała się jednak bardzo ciekawie. Nieco później ten sam zawodnik próbował oddać strzał z bardzo ostrego kąta, efekt był jednak mizerny. Futbolówka poszybowała w jedną z trybun Liberty Stadium.
W 28. minucie gości postraszył Graham. Zawodnik ten ładnie obrócił się z piłką w polu karnym, jego uderzeniu zabrakło jednak odrobiny precyzji. W grze Manchesteru City nadal brakowało jakiejkolwiek spójności, wizji. Widząc to, Roberto Mancini postanowił wprowadzić na boisko Kuna Aguero. Argentyńczyk zastąpił Garetha Barry’ego. Pomocnik „The Citizens” nie wyglądał na zadowolonego z tej decyzji – jego gesty poczynione w stronę Davida Platta mówiły wszystko. Wejście kolejnego snajpera przyniosło odrobinę ożywienia w szeregach gości. Kilka minut przed końcem pierwszej odsłony pojedynku ładnie z woleja uderzał Yaya Toure, piłka odbiła się jeszcze od nogi jednego z defensorów, po czym poszybowała nad poprzeczką. Pierwsza odsłona spotkania ostatecznie nie przyniosła żadnej bramki.
Znaczna część bramek zdobytych przez graczy City w obecnym sezonie pada w drugiej połowie spotkań. Goście chcieli być najwyraźniej wierni swym przyzwyczajeniom, nawykom i ostro wzięli się do roboty. W 49. minucie strzałem z rzutu wolnego Vorma postraszył Aguero – próba Argentyńczyka poszybowała kilkanaście centymetrów od słupka bramki strzeżonej przez Holendra. Parę chwil później niezwykle przytomnie zachował się Toure. Gdyby nie jego odważna interwencja, Allen mógłby dać prowadzenie graczom „The Swans”. Szybką i skuteczną odpowiedź mógł dać Nasri. Uderzenie francuskiego pomocnika nie wprawiło jednak golkipera gospodarzy w zakłopotanie.










