W dwóch ostatnich meczach 26. kolejki Premiership nie obyło się bez sensacji. Na Goodison Park Everton niespodziewanie pokonał pierwszą w tabeli Chelsea 2:1. Katem londyńczyków okazał się były snajper Manchesteru United Louis Saha. Na Ewood Park o zwycięstwie Blackburn nad Hull zadecydował samobójczy gol bramkarza gości Boaza Myhilla.
Zapewne w środowy wieczór oczy wielu kibiców były skierowane na Emirates Stadium, gdzie Arsenal gościł u siebie Liverpool. Na dużą uwagę zasługiwał również pojedynek Aston Villi z Manchesterem United na Villa Park. Ale równie ciekawy mecz, co wyżej wymienione, był rozegrany na Goodison Park, gdzie Everton podejmował u siebie lidera Premiership, czyli londyńską Chelsea. „The Blues” grają w kratkę, potrafią zremisować z Hull City 1:1, by kilka dni później efektownie wygrać z Arsenalem 2:0. Carlo Ancelotti po zwycięstwie nad „Kanonierami” postanowił nie zmieniać ustawienia swojego zespołu i pozostał przy 4-3-3 zamiast diamentu, którego zawsze używał.
Dyspozycja Evertonu jest chyba daleko od pożądanej. W ubiegłym sezonie zespół walczył o udział w europejskich pucharach, teraz nie ma już szans w nich zagrać. W ostatniej kolejce w derbach Merseyside uległ odwiecznemu rywalowi – Liverpoolowi. Jednak bez względu na to, w jakiej formie byli piłkarze Davida Moyesa, to zawsze mobilizowali się na mecze właśnie przeciwko Chelsea. Najlepszym tego dowodem jest pierwsze spotkanie tych zespołów, gdzie padł remis 3:3. Everton jako jedyny zespół w lidze urwał punkt „The Blues” na Stamford Bridge.
Mecz z animuszem rozpoczęli goście. Błyskawicznie zyskali przewagę na boisku i jak najszybciej pragnęli wyjść na prowadzenie. Dopiero w 17. minucie udało im się strzelić bramkę. Florent Malouda w sytuacji sam na sam nie dał najmniejszej szansy na interwencję Timowi Howardowi. Po zdobytym golu Chelsea oddała inicjatywę zespołowi Davida Moyesa, skupiając się na defensywie i grze z kontry. Takie nastawienie zemściło się na „The Blues” w 34. minucie, gdy za sprawą Louisa Sahy „The Toffees” wyrównali stan gry. Everton postanowił pójść za ciosem i jeszcze bardziej zepchnął londyńczyków do obrony. W doliczonym czasie gry szansę na podwyższenie z rzutu karnego miał ponownie Louis Saha. Jednak intencje byłego snajpera Manchesteru United świetnie wyczuł Petr Cech i obronił „jedenastkę”.
Carlo Ancelotti musiał porządnie wstrząsnąć swoimi piłkarzami w szatni, gdyż po przerwie zobaczyliśmy zupełnie inny zespół. Chelsea znowu dominowała, znowu była często przy piłce, ale brakowało jej dokładności i solidnego wykończania akcji. Jednak „The Blues” grali, a Everton strzelał bramki. W 75. minucie ponownie na listę strzelców wpisał się Louis Saha, który skrzętnie wykorzystał błąd Johna Terry’ego i wpakował piłkę do siatki. Po straconej bramce podopieczni Carlo Ancelottiego rzucili się z huraganowymi ataki na bramkę „The Toffees”. Jednak do końca spotkania nie udało im się zdobyć wyrównującej bramki, a najbliżej tej sztuki był Frank Lampard. Strzał Anglika w znakomity sposób obronił Tim Howard. Na Goodison Park Everton sensacyjnie pokonuje Chelsea 2:1. Przewaga londyńczyków nad Manchesterem United stopniała do zaledwie jednego punktu.










