W ostatnim meczu zaległej 23. kolejki Premiership Stoke City na własnym stadionie sensacyjnie zremisowało z Manchesterem City. „Citizens” po raz kolejny udowadniają, że nie umieją pokonać słabszego rywala.
Manchester City miał wspaniałą okazję do rewanżu na Stoke za sobotni zremisowany 1:1 mecz w rozgrywkach o Puchar Anglii. Stoke w tym spotkaniu pokazało, że nie należy ich lekceważyć. Roberto Mancini marzy o czwartym miejscu, które da mu awans do kwalifikacji o grę w Lidze Mistrzów. Jeśli chce je sobie spokojnie zapewnić, musi wygrywać spotkania z tak słabymi drużynami jak Stoke czy Hull City. Do składu „Citizens” po długim leczeniu kontuzji wrócił drugi filar obrony, Joleon Lescott. Niespodzianką w wyjściowej jedenastce City okazał się brak Carlosa Teveza, którego zastąpił Roque Santa Cruz.
Niespodziewanie od początku spotkania dominowali gospodarze. Mimo że Stoke ma bezpieczny dystans do outsiderów, to za wszelką cenę chciało pokonać bardziej utytułowanego rywala. Podopieczni Tony’ego Pullisa narzucili swoje tempo gry przeciwnikom, którzy zepchnięci do defensywy, skupili się na kontratakach. Jednak wszelkie próby gości oddalenia gry od własnej bramki kończyły się fiaskiem. To Stoke dominowało, to Stoke decydowało, jak szybko będzie toczyła się gra i to Stoke miało okazje do zdobycia prowadzenia. Jednak strzały Whelana i Sidibe były dalekie od ideału i nie zagroziły bramce Shaya Givena. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem.
W drugiej części spotkania wreszcie do gry wzięli się „Citizens”. Podopieczni Roberto Manciniego powoli odzyskiwali przewagę na boisku i zaczęli szukać okazji do wyjścia na prowadzenie. W 53. minucie spotkania po faulu na Emmanuelu Adebayorze czerwoną kartką został ukarany Abdoulaye Faye. Po tym wydarzeniu wszyscy myśleli, że Stoke jest skazane na wysoką porażkę. Tymczasem dwadzieścia minut później na strzał z dystansu pokusił się Glen Whelan. Irlandzki bramkarz zbyt lekkomyślnie podszedł do tego uderzenia i piłka otarła się o jego rękawice i wpadła do siatki. Stracona bramka jeszcze bardziej rozwścieczyła „Citizens”, którzy całkowicie przejęli inicjatywę w spotkaniu. Jednak dośrodkowania z prawej i lewej strony nie przynosiły skutku i nie stanowiły najmniejszego zagrożenia dla Thomasa Sorensena. Dopiero w 85. minucie piłkarzom Roberto Manciniego udało się wyrównać. Gareth Barry na raty pokonał duńskiego bramkarza strzegącego bramki Stoke. Mimo że arbiter doliczył pięć minut, to żadna ze stron nie potrafiła przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Blisko tej sztuki był gospodarze, jednak sędzia Alan Wiley odgwizdał faul na bramkarzu Ryana Shawcrossa i nie uznał gola.
Manchester City, mimo przewagi liczebnej, nie potrafił pokonać Stoke City i po raz kolejny zremisował z nim 1:1. Dzięki temu wynikowi „Citizens” wskoczyli wreszcie na czwartą pozycję w tabeli i mają punkt przewagi nad piątym Liverpoolem.










