Sobotnie emocje związane z Bundesligą zakończyło spotkanie Schalke 04 Gelsenkirchen, które podejmowało na Veltins Arena VfB Stuttgart. „Szwabowie” wracają do domu na tarczy, a trzy punkty zostają na Zagłębiu Ruhry.
Obie ekipy nie podchodziły do tego spotkania w najlepszych nastrojach. Gospodarze, czyli Schalke 04, w ostatniej kolejce jedynie zremisowali na wyjeździe z Eintrachtem Frankfurt 3:3. Jeszcze gorzej poszło przyjezdnym, którzy ulegli u siebie „Źrebakom” z Moenchengladbach. Spotkanie dużo lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy już 13 minut po pierwszym gwizdku sędziego mogli otworzyć worek z bramkami. Na ich nieszczęście Joel Matip strzałem głową trafił jedynie w poprzeczkę. Po chwili znakomite dośrodkowanie Draxlera zmarnował Szalai, który główkował wprost w Ulreicha.
Dzisiejsze spotkanie pokazało, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Maxim znakomicie zagrał do Wernera, który znalazł się sam na sam z Fahrmannem, jednak młody pomocnik nie trafił w światło bramki, a już dwie minuty później było 1:0. Jefferson Frafan otrzymał znakomitą piłkę w pole karne, po czym strzelił na dłuższy słupek. Ulreich zdążył z interwencją, ale uderzenie było zbyt mocne, a futbolówka przełamała mu ręce, wpadając do siatki.
Przyjezdni starali się odpowiedzieć, jednak co rusz nie byli w stanie pokonać pewnego Hildebranda. Niestety, mecz w pierwszej odsłonie nie był najciekawszy. Zawodnicy często się mylili i byli niedokładni. Bardziej wyrównana gra przyszła w drugiej połowie. Już w 2. minucie rzut karny wywalczył Draxler. Jefferson Farfan zaliczył kolejne trafienie, pewnie uderzając z jedenastego metra. Powtórka pokazała jednak, że sędzia nie powinien wskazać na wapno. Szalai, który podawał do zawodnika z numerem dziesiątym na koszulce, znajdował się na spalonym, czego nie dopatrzył się liniowy.
Znakomitą okazję na trafienie kontaktowego gola miał Ibisević. Vedad wbiegł jednak w pole karne zbyt szybko, a pociągany za koszulkę Traore zagrał mu za plecy. Chwilę później mogło się to zemścić. Ze świetną kontrą wyruszył Boateng, jednak w ostatniej chwili przed podaniem został chwytem zapaśniczym powalony na murawę. Ta sytuacja pokazała bezsilność przyjezdnych. Występowała ona nie tylko w obronie, ale i w ataku. „Szwaby” nie były w stanie przecisnąć się przez w miarę szczelną defensywę w niebiesko-białych trykotach. Brakowało przede wszystkim pomysłu na grę, pomysłu na akcję, która pozwoliłaby zmniejszyć dystans między obiema drużynami.
Solidna obrona popełniła pierwszy poważny błąd w 75. minucie. Po rzucie wolnym z szaleńczą kontrą ruszył Sararer. Jeden z „Die Roten” zbyt długo ją holował i w ostateczności zaliczył stratę. To mogło go drogo kosztować. Znakomitą piłkę dostał Uchida, który wystrzelił w stronę przeciwnego pola karnego. Piłkarz z Kraju Kwitnącej Wiśni znalazł się w sytuacji sam na sam z Fahrmannem, który zbyt szybko położył się na ziemię. Japończyk chciał jeszcze podać do kolegi będącego tuż przed pustą bramką, ale z interwencją zdążył jeden z obrońców Stuttgartu.
Wynik na 3:0 podwyższył Jermaine Jones. Zawodnik S04 postanowił uderzyć z dwudziestukilku metrów. Futbolówka zatrzepotała w sieci po raz trzeci, ale to nie było ostatnie słowo gospodarzy. Zniechęceni obrońcy VfB odpuścili krycie Maxowi Meyerowi, który po uderzeniu Boatenga wpakował piłkę obok Ulreicha. Sędzia liniowy postanowił podnieść chorągiewkę. Była to kolejna błędna decyzja arbitra. Tym razem boczny widział spalony, którego nie było. Błędem nie można odkupywać błędu, ale rozjemca tego meczu być może postanowił odkupić winy za błąd przy rzucie karnym. To są jednak jedynie domysły. Jaka była prawda, raczej się nie dowiemy.








