Były już opiekun londyńskiej Chelsea, Luiz Felipe Scolari, postanowił wyjaśnić przyczyny swoich niepowodzeń w angielskim klubie.
„Big Phil”, jak nazywali go brytyjscy dziennikarze, został zwolniony z posady kilka dni temu, po serii słabych wyników osiąganietych z „The Blues”. Postanowił się więc wytłumaczyć, dlaczego w ostatnim czasie nie wszystko poszło po jego myśli. Jak sam uważa, lekiem na całe zło mógłby być jego rodak, Robinho, który latem miał trafić na Stamford Bridge, lecz ostatecznie wylądował w Manchesterze City:
– W Chelsea nie miałem piłkarza, który potrafiłby na boisku „zrobić różnicę”, czyli jakimś magicznym zagraniem przesądzić o losach meczu. Niegdyś takowym był Arjen Robben, ale teraz już go nie ma. Robinho również spełnia te wymogi. Nie boi się ryzyka, po prostu drybluje, bo jest Brazylijczykiem – lubię to. Generalnie moja ekipa była za mało brazylijska.
Były selekcjoner reprezentacji Portugalii wyjaśnił też czemu ciągle forsował taktykę 4-3-3, zamiast spróbować wystawić do gry dwójkę napastników:
– W Chelsea formacja 4-4-2 by nie wypaliła. Kogo miałem umieścić na lewym skrzydle, skoro Didier Drogba wraz z Nicolasem Anelką biegaliby z przodu? Salomon Kalou dobrze gra na boku, ale w 4-3-3. Jest bowiem słaby w destrukcji. Krótko mówiąc, nie miałem zawodnika potrafiącego zagrać na lewym skrzydle w systemie 4-4-2. Ponadto, jeśli wstawiłbym do składu tylko dwójkę centralnych pomocników, rywale zdominowaliby środek pola.
Na koniec 60-letni szkoleniowiec wypowiedział się na temat Didiera Drogby, który nie potrafi wrócić do wielkiej formy po niedawnej kontuzji:
– Brakuje mu pewności siebie, wiary we własne umiejętności. Po dwóch-trzech poważniejszych urazach zatracił te cechy – dlatego postawiłem na Anelkę. – podsumował.










