W ostatnim meczu 20. Kolejki Bundesligi Schalke 04 Gelsenkirchen podejmowało na swoim stadionie drużynę ze środka tabeli, Hannover 96. Dla podopiecznych Jensa Kellera zwycięstwo w tym meczu było obowiązkiem, jeśli myślą o dogonieniu swojego największego rywala, Borussii Dortmund.
Obie ekipy dobrze weszły w nowy rok, wygrywając swoje mecze w dobrym stylu. – Pomimo dobrego startu mocno stąpamy po ziemi – zapewnia szkoleniowiec „Königsblauen” Jens Keller. – Niemniej jednak, nasze myśli są skierowane na trzecią z rzędu wygraną! – dodaje. Trener Schalke może być zadowolony, bowiem jego drużyna wreszcie znalazła się w czołowej czwórce. Dzisiejszy mecz z Hannoverem był ważny, ze względu na utzrymanie kontaktu z trzecią pozycją, którą zajmuje Borussia Dortmund.
50. spotkanie pomiędzy Schalke a Hannoverem rozpoczęło się spokojnie. „Die Roten”, skryci za podwójną gardą, wyczekiwali na dogodne sytuacje, w których mogliby podać piłkę do Łotysza Artjomsa Rudnevsa. „Królewsko-Niebiescy” przeważali przez większą część meczu, podopieczni Tayfuma Korkurta skutecznie się bronili. Współpraca Dioufa i Rudnevsa nie funkcjonowała dziś najlepiej, za to pomocnicy Schalke co rusz atakowali i nękali bramkę gości.
W 34. minucie były piłkarz Wisły Kraków, Marcelo, starł się z Boatengiem – przez chwilę było gorąco, ale obyło się bez kartek. Cztery minuty później Marcelo został „objechany” niczym junior przez Kolasinacia, który w polu karnym podał do Farfana, a ten dopełnił formalności. Zdobyta bramka dodała większej pewności siebie podopiecznym Kellera. W 42. minucie, po pięknej akcji Schalke, do pustej bramki strzelił Mayer po podaniu Uchidy. Obrona Hannoveru w końcówce pierwszej połowy była dziurawa jak ser szwajcarski.
Na drugą połowę „Die Roten” wyszli z bardziej agresywnym nastawieniem. Na boisku nie brakowało ostrych starć i spięć między zawodnikami. Dominacji Schalke nie było końca, momentami na boisku grali w „dziadka” z ekipą Hannoveru, której natarcia nie były już tak efektowne jak choćby w pierwszej odsłonie spotkania. Skupili się więc na obronie, często rozpaczliwej, ale dobrze dysponowany tego dnia był niemiecki bramkarz, Roman Zieler. Świetnie dysponowani byli dzisiaj pomocnicy gospodarzy, Obasi czy Meyer robili z obrońcami, co chcieli. Coraz bardziej zdenerwowani podopieczni Korkurta często faulowali, choć nie znalazło to odzwierciedlenia w kartkach. Do końca meczu nie wydarzyło się już nic ciekawego.
Wynik po przerwie nie uległ zmianie i Schalke wygrało swój trzeci z rzędu mecz w roku 2014.








