Gdyby popatrzeć na wyniki trzech ostatnich spotkań Freiburga, to można byłoby uknuć teorię, że podopieczni Christiana Streicha grają w kratkę. Jednak ludzie, którzy regularnie śledzą Bundesligę i znają realia niemieckiego futbolu, doskonale wiedzą, że tak nie jest. SC Freiburg to dziś jeden z największych pozytywów obecnego sezonu Bundesligi. Celem przed rozgrywkami było spokojne utrzymanie się i po 21 kolejkach trudno przypuszczać, by klub z Fryburga następny sezon spędził w 2. Bundeslidze.
Gdy latem decydujesz się na sprzedaż dwóch ważnych postaci minionego sezonu, a nie dokonujesz żadnych wzmocnień, to nie sposób wobec ciebie mieć większe oczekiwania. Podobnie było w ekipie Christiana Streicha po odejściu Robina Kocha do Leeds i Luki Waldchmidta do Benfiki. 8. zespół poprzedniego sezonu Bundesligi zarobił blisko 30 milionów euro. Zespół opuścił również Aleksander Schwollow, przechodząc do Herthy, czyli tak na dobrą sprawę każda formacja straciła swojego lidera.
Gdy sprzedajesz, to w teorii powinieneś mieć pieniądze na zakupy. Jednak pandemia koronawirusa sprawiła, że klub z Fryburga mocno musiał zacisnąć pasa, aby nie sięgać do kieszeni kibiców ani nie obniżać pensji pracownikom klubu. To spowodowało, że klub głównie pozyskiwał zawodników bezgotówkowo, a najdroższym transferem był Ermedin Demirović za 3,7 miliona euro. Jeszcze gorzej było zimą, gdy SC Freiburg klub nie pozyskał kompletnie nikogo.
Jednak decyzje transferowe nie wpłynęły w żaden sposób na formę zespołu. Bo 8. miejsce w tabeli po 21 kolejkach to wynik bardzo dobry. Raz, że jest to wyrównanie osiągnięcia z poprzednich rozgrywek, dwa, że tylko dwa razy w ostatnich 10 latach zespół kończył sezon na wyższym miejscu.
Dinozaur na ławce
Największym architektem obecnego Freiburga jest Christian Streich, który od dekady prowadzi zespół. W dzisiejszych czasach, w których świat futbol jest tak intensywny, to wyczyn niesamowity. I mimo że nikogo nie wypada porównywać z takimi legendami jak sir Alex Ferguson czy Arsen Wenger, to Streich dla Freiburga jest właśnie kimś takim. A jeśli już mielibyśmy się zastanowić, do kogo z tej dwójki mu bliżej, to raczej do byłego opiekuna Manchesteru United.
Przeżył już grę w pucharach, spadek i awans. To człowiek, który nie stroni od polityki, a jego filozoficzne podejście nie zawsze jest zrozumiałe dla wszystkich. Jednak najważniejsze, że dociera do piłkarzy. Średnia punktowa za jego okres wynosi 1,39 na mecz. Freiburg to jego pierwszy klub w karierze trenerskiej. Wcześniej przed objęciem pierwszego zespołu pracował tam z grupami młodzieżowymi.










