Dlaczego Marco Reus nie powinien odchodzić do Bayernu Monachium? Jak nie niszczyć do reszty Bundesligi i dlaczego Borussia Dortmund jest w kryzysie? Na te i inne pytania odpowiedział nam Rafał Sak, komentator Eurosportu pasjonujący się niemiecką ligą.
Czy Borussia Dortmund rzeczywiście jest w kryzysie?
Odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudna. Z jednej strony jest Liga Mistrzów i bezbłędna gra w tych rozgrywkach, z drugiej, BVB w Bundeslidze, gdzie gra w meczu z Bayernem tak naprawdę nie była taka zła. To potwierdziło, że dortmundczycy cały czas potrafią zagrać momentami tak jak jedna z najlepszych drużyn w Europie. Wiemy jednak, że to jest już pięć porażek z rzędu w lidze. Przedostatnie miejsce w tabeli pokazuje, że tego nie da się nazwać inaczej niż kryzysem. Dołek byłby, gdyby to była jedna, dwie wpadki. W tej chwili zastanawiamy się, kiedy Borussia się przełamie. W tym kryzysie podopieczni Kloppa tkwią od niemal pierwszej kolejki, już wtedy zaczęli nieregularnie punktować. Widoków na wygrzebanie się z dna nie dostrzegam – ostatnio Bayern, teraz imienniczka z Moenchengladbach. Źle to wygląda. I kadra, i zawodnicy, którzy wracają po urazach, i umiejętności indywidualne – to wszystko predysponuje ekipę z Signal Iduna Park do gry o, najmniej, Ligę Europy, jeśli nie Ligę Mistrzów. Natomiast ciągle czegoś brakuje. Pojawiają się błędy, nieuwaga, niechlujstwo, źle dograna piłka. W ostatnim meczu były niewykorzystane sytuacje bramkowe – to wszystko powoduje potem brak pewności siebie i nie najlepszą w ostateczności postawę na boisku.
Co sprawia, że Borussia gra tak dobrze w Lidze Mistrzów i tak fatalnie w Bundeslidze? Trudno mówić o braku motywacji w przypadku takich profesjonalistów.
Rzeczywiście niełatwo zrzucić winę na motywację. Pamiętam sezon sprzed trzech lat w Lidze Mistrzów. Wtedy dortmundczycy grali zupełnie odwrotnie – tragicznie w Champions League i znakomicie w Bundeslidze. Można to było tłumaczyć pierwszym sezonem na tym poziomie, brakło im doświadczenia. Myślę, że te kolejne niepowodzenia napędzają brak wiary we własne umiejętności. W europejskich rozgrywkach wygrali mecz za meczem, teraz grają na luzie, wszystko się układa. W krajowych zawodach, po jednym czy drugim meczu brakuje pewności. Kiedyś widzieliśmy drużynę, w której widać było, że zaraz strzeli bramkę, że się odbije. Teraz jest z tym problem.
Kolejna sprawa – jest straszna rotacja. Jedni zawodnicy łapią drobne urazy, inni wracają po dłuższych kontuzjach, nowi przychodzą dopiero do drużyny. Brakuje tego jednego, stabilnego układu. Klopp nie może znaleźć optymalnej jedenastki. Ramos i Immobile w tej chwili się nie sprawdzają, nie ma innych rozwiązań. Do tej pory gra była oparta na Robercie Lewandowskim – na długich piłkach do niego, on przytrzymywał futbolówkę. Teraz musiało się to zmienić i jak na razie to nie funkcjonuje jak należy. Jak mówię – pewna formuła mogła się już wyczerpać. Były trener Mainz musi znaleźć coś nowego, rywale wiedzą, jak gra Borussia, jaka jest filozofia tej gry. Gdy BVB przestała zdobywać punkty seriami, przeciwnicy przestali się jej bać – nikt się przed nimi nią kładzie, wiedząc, że „Żółto-czarni” są do pokonania.
Ani Ciro Immobile, ani Adrian Ramos, ani Dong-Won Ji do tej pory nie są w stanie zapełnić luki po Robercie Lewandowskim. Myśli Pan, że to był duży błąd włodarzy, że napastnicy zostali sprowadzeni niemal na ostatnią chwilę? W wyniku w tej chwili na szpicy musi grać Pierre-Emerick Aubameyang.
To był błąd. Warto byłoby sprawdzić i mieć kogoś obok Roberta Lewandowskiego, ewentualnie przenieść na niego część oczekiwań, by już wtedy wdrażał się do tego systemu. Z drugiej strony nie dziwię się teraz Kloppowi, że stara się spróbować czegoś nowego. Po części system z „Lewym” został rozszyfrowany. Nie chciał przekładać go w skali jeden do jednego na ten sezon. Jednak w rzeczywistości dopiero w drugim roku będziemy mogli oceniać jakość transferów. Pierwszy jest okresem wdrożenia, wejścia do drużyny – poznaje się filozofię gry, kolegów. Najlepszym przykładem jest właśnie Polak, który był wyśmiewany za marnowanie tych sytuacji i był rezerwowym Barriosa. Ani Włoch, ani Kolumbijczyk nie zajęli na razie miejsca „Lewego” pod względem liczby strzelonych bramek, wykreowanych sytuacji. Po drugie zwróciłbym uwagę, że za plecami napastników cały czas coś się zmienia – tylko Aubameyang od początku sezonu gra przez pełne 90 minut. Ale Gabończyk występuje na różnych pozycjach. Natomiast Reus, Mchitarjan i Kagawa albo ze względu na kontuzje, albo mniejsze urazy, Japończyk przyszedł w trakcie sezonu, też nie mogli zgrywać się cały czas. Przede wszystkim w tym upatrywałbym kłopotów BVB i ich zaadaptowaniem się napastników w drużynie. Może to wypali, kiedy ruszy cała drużyna.
W meczu z Bayernem Monachium nie wyszedł Mats Hummels z powodu urazu. Jak oceniłby Pan postawę defensywy w drugiej połowie? Czy Ginter jest dużo gorszym zawodnikiem od Suboticia, że nie dostał jeszcze poważnej szansy? A może Borussii nie stać teraz na takie rozwiązanie?
Subotić zagrał fatalnie – to nie ulega żadnej wątpliwości. Z pierwszego gola bym go rozgrzeszył, próbował przeciąć podanie do Robbena. Pech chciał, że piłka spadła idealnie pod nogi Lewandowskiego. Przy drugim trafieniu dał się z łatwością wyprzedzić Ribery’emu. To jest znakomity przykład na degrengoladę Borussii Dortmund. To nie jest ten Serb sprzed kontuzji, kiedy był pewnym punktem drużyny. Wtedy Subotić nie dałby się tak łatwo ograć, nie popełniłby tak głupiego błędu. Czy Ginter jest dużo gorszy? Trzeba spróbować tego rozwiązania, bo Neven nie wykorzystał jeszcze swojej szansy. Na ten moment optymalną dwójką defensorów jest para Hummels-Sokratis. Z drugiej strony Mats nie wypadł na jakiś długi czas – nie zagra z Moenchengladbach, nie zagra w Lidze Mistrzów, potem jest przerwa reprezentacyjna. A po niej powinien wrócić.
W gruncie rzeczy ta obrona jest bardzo dziurawa. Nawet Łukasz Piszczek nie jest w takiej formie, do jakiej nas przyzwyczaił. Z drugiej strony Durm spisuje się fatalnie, Schmelzer nie jest lepszy. W indywidualnych błędach tkwi problem BVB. Na spotkanie z Galatasaray, moim zdaniem, Klopp powinien próbować mimo wszystko Gintera z Grekiem. A Serb powinien sobie trochę odpocząć. Widzieliśmy, że nie najlepiej jeszcze czyta grę, więc niech wraca powolutku do formy. Jest jeszcze mały problem z stoperem reprezentacji Niemiec. Hummels to nie tylko pewność w defensywie, choć ten sezon nie jest jeszcze dla niego najlepszy. To przede wszystkim rozegranie piłki od tyłu. Było widać, że tego bardzo brakuje. Spotęgowało to zejście głównego kreatora, Shinjiego Kagawy, który utrzymywał się przy piłce. Kiedy tych dwóch zabrakło, Bayern cały czas grał na połowie Borussii, a Dortmund długimi piłkami starał się przenieść ciężar na drugą stronę.
Przed Borussią Dortmund mecz z Galatasaray. Czy morale drużyny nie spadły tak bardzo, że zagra dużo gorzej niż do tej pory w Lidze Mistrzów?
Może być z tym problem – dla Kloppa będzie to duże wyzwanie psychologiczne, by zmotywować tych zawodników. W Champions League mają komfortową sytuację – wygrali wszystkie trzy mecze, mają dziewięć punktów. Nawet jeśli to najbliższe spotkanie im nie pójdzie, to też tę stratę będzie można nadrobić. Dla nich w tym momencie najważniejsza jest Bundesliga. Wchodząc tak trochę w głowę Kloppa, myślałbym, że to zwycięstwo doda im pewności siebie przed spotkaniem z imienniczką. Jest to dla nich tragiczny okres na przełamanie w niemieckiej ekstraklasie. Chłopcy Luciena Favre’a osiągnęli w tej chwili bardzo wysoką formę. Wracając jednak do meczu z drużyną ze Stambułu. Trudno mi przewidywać grę BVB. W LM jakoś im szło, nie grają tu z dużym obciążeniem psychicznym. Powinni zrobić wszystko, by znowu pokazać, że potrafią wygrywać, złapać pewność na kolejne spotkania. Wydaje mi się, że sztab trenerski będzie ciężko pracował nad tym wszystkim. Na grzebanie Borussii jest jeszcze dużo za wcześnie. Moja diagnoza jest taka, że morale rzeczywiście spadły, jednak Klopp i jego współpracownicy wiedzą, że mają nad czym pracować.
Pojawiają się już pierwsze głosy, że Bundesliga jest już rozstrzygnięta. Bayern nie da się już dogonić, nikt „Bawarczyków” nie chce gonić. Czy zgadza się Pan z tym, że trofeum po raz kolejny powędruje już do Monachium?
Już dwie kolejki temu uważałem, że walka jest rozstrzygnięta. Bayern jest zbyt dobrze zbudowany, by móc pokazać jakiekolwiek chwile słabości do momentu zdobycia mistrzostwa Niemiec. Guardiola wie, w jaki sposób prowadzić tę drużynę. „Bawarczycy” najwyższą formę mają dopiero osiągnąć. Ponadto pokazują, że nawet w słabszych momentach potrafią przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Te indywidualności przeważają – pokazał to chociażby mecz z Borussią Moenchengladbach. „Źrebaki” nie były w stanie pokonać znakomitego wtedy Manuela Neuera w bramce. W najtrudniejszych momentach jest ktoś, kto to wszystko udźwignie na swoich barkach. Pytanie nie brzmi „czy”, ale „kiedy” Bayern podniesie w górę mistrzowską paterę. Ciekawszą kwestią dla fanów niemieckiej ligi jest to, kto będzie drugi, trzeci. Czy BVB się odrodzi, czy dogoni rywali i powalczy o Ligę Mistrzów? Podopieczni Guardioli wybili się na poziom wyżej od reszty stawki i pojedyncze drużyny są w stanie im zagrozić, ale na przestrzeni całego sezonu absolutnie nie!
„Die Fohlen” rzeczywiście prezentują się bardzo dobrze. Przed przejęciem przez Luciena Favre’a mieli spaść z ligi z hukiem, on automatycznie zrobił z nich drużynę walczącą o europejskie puchary. Myśli Pan, że jest to ekipa, która może spokojnie powalczyć o Champions League i jak równy z równym grać w niej?
Oni są już czarnym koniem, ale tylko w Bundeslidze. W elitarnych rozgrywkach na pewno mieliby dużo większe problemy i nie byliby jeszcze w stanie grać na równym poziomie. Przede wszystkim brakuje im stabilizacji formy. Przypomnę, że za Szwajcara co sezon są w najlepszej ósemce, w pierwszym sezonie grali tam Dante, Neustadter i Reus. Oni odeszli, przyszli kolejni młodzi. Favre znowu sklecił z tego ekipę, która była w pierwszej połowie tabeli. Kolejne transfery – odeszli ter Stegen, Arango – przybyli mniej doświadczeni i oni znowu grają na wysokim poziomie. On potrafi z nich wyciskać wszystko, co najlepsze. Ta kompozycja jest znakomita – Kruse, Kramer, który staje się dowódcą tej ekipy. To wskazuje na to, że warto na nich patrzeć i ich podziwiać. Kolejny przykład? Andre Hahn, który już w Augsburgu grał dobrze. W Borussii pokazuje, że na wyższym poziomie też daje sobie radę. Pamiętam jednak poprzedni sezon. Po rundzie jesiennej byli bardzo wysoko, a po przerwie wiodło im się słabiej. Myślę, że w Moenchengladbach mają wciąż za mało pieniędzy, by grać z tymi najlepszymi. Nie stać ich, by co sezon grali ci sami zawodnicy. Jeśli uda się utrzymać podstawę drużyny, to czemu nie mogliby powalczyć w Lidze Mistrzów o chociażby trzecie miejsce w grupie? Choć pewnie i tak płaciliby frycowe… Ale dla mnie to nie jest zaskoczenie, to miła niespodzianka. Nie spodziewałem się, że będą grali aż tak dobrze. Podobają mi się.
Temat Reusa w Bayernie musi być Panu znany. Czy to bardziej zaszkodzi Bundeslidze i hegemonom? Po odejściu Marco do Monachium „Gwiazda Południa” będzie kompletnie niezagrożona.
Miałem wrażenie, że to zaszkodzi lidze już, gdy Lewandowski ogłosił, że odchodzi do Monachium. Wcześniej był już Mario Goetze, potem Polak. Jeśli trzeci z najlepszych zawodników Borussii Dortmund odejdzie do mistrza kraju, to rzeczywiście zrobi się to liga jednego zespołu już zupełnie. Przed sezonem żadne dyskusje tak naprawdę nie będą potrzebne. Zbędne będą pytania, czy BVB zagrozi Bayernowi. Wiedzieć będziemy, że to będzie tylko gra o drugie miejsce. Nie chcę, by Reus odchodził do Monachium. Po pierwsze, żeby ta rywalizacja była emocjonująca o pierwsze, a nie kolejne miejsca. Po drugie, w poprzednich rozgrywkach widzieliśmy, że brak przeciwników wcale podopiecznym Guardioli nie jest na rękę.
Po zdobyciu mistrzostwa rozprężyli się i moim zdaniem efektem były te dwa ostatnie, stosunkowo słabe miesiące w wykonaniu mistrza Niemiec. Oczywiście względnie słabe – gorzej zaczęli grać w Bundeslidze, odpadli w półfinale Ligi Mistrzów. Kolejna sprawa – nie wiem, czy to będzie dobre dla Reusa. Marco dyktuje tu warunki, potrafi zabłysnąć, znajduje się wśród dwóch-trzech najlepszych graczy ligi, robi różnicę. A w Bayernie jest takich jak on kilkunastu. Będzie musiał się wpasować między Robbena, Ribery’ego, Goetzego, Muellera. Jest Lewandowski. Pytanie, czy będzie miał taki wpływ na grę swojego klubu jak w Dortmundzie. Mimo wszystko rozumiem go. Nawet gdyby pieniądze były zbliżone do tych oferowanych przez Bayern, to pozostaje kwestia trofeów. Po to się jest piłkarzem, po to się trenuje od małego, by zdobywać puchary. Nie tylko w kraju, ale i w Europie. „Bawarczycy” to gwarantują.
Oczywiście może poszukać szczęścia za granicą, chociażby w klubach angielskich, o czym pisano dość głośno momentami. Podobnie jak w przypadku Lewandowskiego, to jest jego kraj, jego liga, jego język, a aklimatyzacja w innych ligach czasami nie przebiega jak trzeba. Podsumowując – nie chcę, by Reus odchodził z Dortmundu ze względu na emocje, które towarzyszyłyby lidze. Już jest problem z dogonieniem Bayernu, a wtedy byłby kompletnie niedościgniony.
Dlaczego Marco Reus nie powinien odchodzić do Bayernu Monachium? Jak nie niszczyć do reszty Bundesligi i dlaczego Borussia Dortmund jest w kryzysie? Na te i inne pytania odpowiedział nam Rafał Sak, komentator Eurosportu pasjonujący się niemiecką ligą.
Czy Borussia Dortmund rzeczywiście jest w kryzysie?
Odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudna. Z jednej strony jest Liga Mistrzów i bezbłędna gra w tych rozgrywkach, z drugiej, BVB w Bundeslidze, gdzie gra w meczu z Bayernem tak naprawdę nie była taka zła. To potwierdziło, że dortmundczycy cały czas potrafią zagrać momentami tak jak jedna z najlepszych drużyn w Europie. Wiemy jednak, że to jest już pięć porażek z rzędu w lidze. Przedostatnie miejsce w tabeli pokazuje, że tego nie da się nazwać inaczej niż kryzysem. Dołek byłby, gdyby to była jedna, dwie wpadki. W tej chwili zastanawiamy się, kiedy Borussia się przełamie. W tym kryzysie podopieczni Kloppa tkwią od niemal pierwszej kolejki, już wtedy zaczęli nieregularnie punktować. Widoków na wygrzebanie się z dna nie dostrzegam – ostatnio Bayern, teraz imienniczka z Moenchengladbach. Źle to wygląda. I kadra, i zawodnicy, którzy wracają po urazach, i umiejętności indywidualne – to wszystko predysponuje ekipę z Signal Iduna Park do gry o, najmniej, Ligę Europy, jeśli nie Ligę Mistrzów. Natomiast ciągle czegoś brakuje. Pojawiają się błędy, nieuwaga, niechlujstwo, źle dograna piłka. W ostatnim meczu były niewykorzystane sytuacje bramkowe – to wszystko powoduje potem brak pewności siebie i nie najlepszą w ostateczności postawę na boisku.
Co sprawia, że Borussia gra tak dobrze w Lidze Mistrzów i tak fatalnie w Bundeslidze? Trudno mówić o braku motywacji w przypadku takich profesjonalistów.
Rzeczywiście niełatwo zrzucić winę na motywację. Pamiętam sezon sprzed trzech lat w Lidze Mistrzów. Wtedy dortmundczycy grali zupełnie odwrotnie – tragicznie w Champions League i znakomicie w Bundeslidze. Można to było tłumaczyć pierwszym sezonem na tym poziomie, brakło im doświadczenia. Myślę, że te kolejne niepowodzenia napędzają brak wiary we własne umiejętności. W europejskich rozgrywkach wygrali mecz za meczem, teraz grają na luzie, wszystko się układa. W krajowych zawodach, po jednym czy drugim meczu brakuje pewności. Kiedyś widzieliśmy drużynę, w której widać było, że zaraz strzeli bramkę, że się odbije. Teraz jest z tym problem.
Kolejna sprawa – jest straszna rotacja. Jedni zawodnicy łapią drobne urazy, inni wracają po dłuższych kontuzjach, nowi przychodzą dopiero do drużyny. Brakuje tego jednego, stabilnego układu. Klopp nie może znaleźć optymalnej jedenastki. Ramos i Immobile w tej chwili się nie sprawdzają, nie ma innych rozwiązań. Do tej pory gra była oparta na Robercie Lewandowskim – na długich piłkach do niego, on przytrzymywał futbolówkę. Teraz musiało się to zmienić i jak na razie to nie funkcjonuje jak należy. Jak mówię – pewna formuła mogła się już wyczerpać. Były trener Mainz musi znaleźć coś nowego, rywale wiedzą, jak gra Borussia, jaka jest filozofia tej gry. Gdy BVB przestała zdobywać punkty seriami, przeciwnicy przestali się jej bać – nikt się przed nimi nią kładzie, wiedząc, że „Żółto-czarni” są do pokonania.
Ani Ciro Immobile, ani Adrian Ramos, ani Dong-Won Ji do tej pory nie są w stanie zapełnić luki po Robercie Lewandowskim. Myśli Pan, że to był duży błąd włodarzy, że napastnicy zostali sprowadzeni niemal na ostatnią chwilę? W wyniku w tej chwili na szpicy musi grać Pierre-Emerick Aubameyang.
To był błąd. Warto byłoby sprawdzić i mieć kogoś obok Roberta Lewandowskiego, ewentualnie przenieść na niego część oczekiwań, by już wtedy wdrażał się do tego systemu. Z drugiej strony nie dziwię się teraz Kloppowi, że stara się spróbować czegoś nowego. Po części system z „Lewym” został rozszyfrowany. Nie chciał przekładać go w skali jeden do jednego na ten sezon. Jednak w rzeczywistości dopiero w drugim roku będziemy mogli oceniać jakość transferów. Pierwszy jest okresem wdrożenia, wejścia do drużyny – poznaje się filozofię gry, kolegów. Najlepszym przykładem jest właśnie Polak, który był wyśmiewany za marnowanie tych sytuacji i był rezerwowym Barriosa. Ani Włoch, ani Kolumbijczyk nie zajęli na razie miejsca „Lewego” pod względem liczby strzelonych bramek, wykreowanych sytuacji. Po drugie zwróciłbym uwagę, że za plecami napastników cały czas coś się zmienia – tylko Aubameyang od początku sezonu gra przez pełne 90 minut. Ale Gabończyk występuje na różnych pozycjach. Natomiast Reus, Mchitarjan i Kagawa albo ze względu na kontuzje, albo mniejsze urazy, Japończyk przyszedł w trakcie sezonu, też nie mogli zgrywać się cały czas. Przede wszystkim w tym upatrywałbym kłopotów BVB i ich zaadaptowaniem się napastników w drużynie. Może to wypali, kiedy ruszy cała drużyna.
W meczu z Bayernem Monachium nie wyszedł Mats Hummels z powodu urazu. Jak oceniłby Pan postawę defensywy w drugiej połowie? Czy Ginter jest dużo gorszym zawodnikiem od Suboticia, że nie dostał jeszcze poważnej szansy? A może Borussii nie stać teraz na takie rozwiązanie?
Subotić zagrał fatalnie – to nie ulega żadnej wątpliwości. Z pierwszego gola bym go rozgrzeszył, próbował przeciąć podanie do Robbena. Pech chciał, że piłka spadła idealnie pod nogi Lewandowskiego. Przy drugim trafieniu dał się z łatwością wyprzedzić Ribery’emu. To jest znakomity przykład na degrengoladę Borussii Dortmund. To nie jest ten Serb sprzed kontuzji, kiedy był pewnym punktem drużyny. Wtedy Subotić nie dałby się tak łatwo ograć, nie popełniłby tak głupiego błędu. Czy Ginter jest dużo gorszy? Trzeba spróbować tego rozwiązania, bo Neven nie wykorzystał jeszcze swojej szansy. Na ten moment optymalną dwójką defensorów jest para Hummels-Sokratis. Z drugiej strony Mats nie wypadł na jakiś długi czas – nie zagra z Moenchengladbach, nie zagra w Lidze Mistrzów, potem jest przerwa reprezentacyjna. A po niej powinien wrócić.
W gruncie rzeczy ta obrona jest bardzo dziurawa. Nawet Łukasz Piszczek nie jest w takiej formie, do jakiej nas przyzwyczaił. Z drugiej strony Durm spisuje się fatalnie, Schmelzer nie jest lepszy. W indywidualnych błędach tkwi problem BVB. Na spotkanie z Galatasaray, moim zdaniem, Klopp powinien próbować mimo wszystko Gintera z Grekiem. A Serb powinien sobie trochę odpocząć. Widzieliśmy, że nie najlepiej jeszcze czyta grę, więc niech wraca powolutku do formy. Jest jeszcze mały problem z stoperem reprezentacji Niemiec. Hummels to nie tylko pewność w defensywie, choć ten sezon nie jest jeszcze dla niego najlepszy. To przede wszystkim rozegranie piłki od tyłu. Było widać, że tego bardzo brakuje. Spotęgowało to zejście głównego kreatora, Shinjiego Kagawy, który utrzymywał się przy piłce. Kiedy tych dwóch zabrakło, Bayern cały czas grał na połowie Borussii, a Dortmund długimi piłkami starał się przenieść ciężar na drugą stronę.
Przed Borussią Dortmund mecz z Galatasaray. Czy morale drużyny nie spadły tak bardzo, że zagra dużo gorzej niż do tej pory w Lidze Mistrzów?
Może być z tym problem – dla Kloppa będzie to duże wyzwanie psychologiczne, by zmotywować tych zawodników. W Champions League mają komfortową sytuację – wygrali wszystkie trzy mecze, mają dziewięć punktów. Nawet jeśli to najbliższe spotkanie im nie pójdzie, to też tę stratę będzie można nadrobić. Dla nich w tym momencie najważniejsza jest Bundesliga. Wchodząc tak trochę w głowę Kloppa, myślałbym, że to zwycięstwo doda im pewności siebie przed spotkaniem z imienniczką. Jest to dla nich tragiczny okres na przełamanie w niemieckiej ekstraklasie. Chłopcy Luciena Favre’a osiągnęli w tej chwili bardzo wysoką formę. Wracając jednak do meczu z drużyną ze Stambułu. Trudno mi przewidywać grę BVB. W LM jakoś im szło, nie grają tu z dużym obciążeniem psychicznym. Powinni zrobić wszystko, by znowu pokazać, że potrafią wygrywać, złapać pewność na kolejne spotkania. Wydaje mi się, że sztab trenerski będzie ciężko pracował nad tym wszystkim. Na grzebanie Borussii jest jeszcze dużo za wcześnie. Moja diagnoza jest taka, że morale rzeczywiście spadły, jednak Klopp i jego współpracownicy wiedzą, że mają nad czym pracować.
Pojawiają się już pierwsze głosy, że Bundesliga jest już rozstrzygnięta. Bayern nie da się już dogonić, nikt „Bawarczyków” nie chce gonić. Czy zgadza się Pan z tym, że trofeum po raz kolejny powędruje już do Monachium?
Już dwie kolejki temu uważałem, że walka jest rozstrzygnięta. Bayern jest zbyt dobrze zbudowany, by móc pokazać jakiekolwiek chwile słabości do momentu zdobycia mistrzostwa Niemiec. Guardiola wie, w jaki sposób prowadzić tę drużynę. „Bawarczycy” najwyższą formę mają dopiero osiągnąć. Ponadto pokazują, że nawet w słabszych momentach potrafią przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Te indywidualności przeważają – pokazał to chociażby mecz z Borussią Moenchengladbach. „Źrebaki” nie były w stanie pokonać znakomitego wtedy Manuela Neuera w bramce. W najtrudniejszych momentach jest ktoś, kto to wszystko udźwignie na swoich barkach. Pytanie nie brzmi „czy”, ale „kiedy” Bayern podniesie w górę mistrzowską paterę. Ciekawszą kwestią dla fanów niemieckiej ligi jest to, kto będzie drugi, trzeci. Czy BVB się odrodzi, czy dogoni rywali i powalczy o Ligę Mistrzów? Podopieczni Guardioli wybili się na poziom wyżej od reszty stawki i pojedyncze drużyny są w stanie im zagrozić, ale na przestrzeni całego sezonu absolutnie nie!
„Die Fohlen” rzeczywiście prezentują się bardzo dobrze. Przed przejęciem przez Luciena Favre’a mieli spaść z ligi z hukiem, on automatycznie zrobił z nich drużynę walczącą o europejskie puchary. Myśli Pan, że jest to ekipa, która może spokojnie powalczyć o Champions League i jak równy z równym grać w niej?
Oni są już czarnym koniem, ale tylko w Bundeslidze. W elitarnych rozgrywkach na pewno mieliby dużo większe problemy i nie byliby jeszcze w stanie grać na równym poziomie. Przede wszystkim brakuje im stabilizacji formy. Przypomnę, że za Szwajcara co sezon są w najlepszej ósemce, w pierwszym sezonie grali tam Dante, Neustadter i Reus. Oni odeszli, przyszli kolejni młodzi. Favre znowu sklecił z tego ekipę, która była w pierwszej połowie tabeli. Kolejne transfery – odeszli ter Stegen, Arango – przybyli mniej doświadczeni i oni znowu grają na wysokim poziomie. On potrafi z nich wyciskać wszystko, co najlepsze. Ta kompozycja jest znakomita – Kruse, Kramer, który staje się dowódcą tej ekipy. To wskazuje na to, że warto na nich patrzeć i ich podziwiać. Kolejny przykład? Andre Hahn, który już w Augsburgu grał dobrze. W Borussii pokazuje, że na wyższym poziomie też daje sobie radę. Pamiętam jednak poprzedni sezon. Po rundzie jesiennej byli bardzo wysoko, a po przerwie wiodło im się słabiej. Myślę, że w Moenchengladbach mają wciąż za mało pieniędzy, by grać z tymi najlepszymi. Nie stać ich, by co sezon grali ci sami zawodnicy. Jeśli uda się utrzymać podstawę drużyny, to czemu nie mogliby powalczyć w Lidze Mistrzów o chociażby trzecie miejsce w grupie? Choć pewnie i tak płaciliby frycowe… Ale dla mnie to nie jest zaskoczenie, to miła niespodzianka. Nie spodziewałem się, że będą grali aż tak dobrze. Podobają mi się.
Temat Reusa w Bayernie musi być Panu znany. Czy to bardziej zaszkodzi Bundeslidze i hegemonom? Po odejściu Marco do Monachium „Gwiazda Południa” będzie kompletnie niezagrożona.
Miałem wrażenie, że to zaszkodzi lidze już, gdy Lewandowski ogłosił, że odchodzi do Monachium. Wcześniej był już Mario Goetze, potem Polak. Jeśli trzeci z najlepszych zawodników Borussii Dortmund odejdzie do mistrza kraju, to rzeczywiście zrobi się to liga jednego zespołu już zupełnie. Przed sezonem żadne dyskusje tak naprawdę nie będą potrzebne. Zbędne będą pytania, czy BVB zagrozi Bayernowi. Wiedzieć będziemy, że to będzie tylko gra o drugie miejsce. Nie chcę, by Reus odchodził do Monachium. Po pierwsze, żeby ta rywalizacja była emocjonująca o pierwsze, a nie kolejne miejsca. Po drugie, w poprzednich rozgrywkach widzieliśmy, że brak przeciwników wcale podopiecznym Guardioli nie jest na rękę.
Po zdobyciu mistrzostwa rozprężyli się i moim zdaniem efektem były te dwa ostatnie, stosunkowo słabe miesiące w wykonaniu mistrza Niemiec. Oczywiście względnie słabe – gorzej zaczęli grać w Bundeslidze, odpadli w półfinale Ligi Mistrzów. Kolejna sprawa – nie wiem, czy to będzie dobre dla Reusa. Marco dyktuje tu warunki, potrafi zabłysnąć, znajduje się wśród dwóch-trzech najlepszych graczy ligi, robi różnicę. A w Bayernie jest takich jak on kilkunastu. Będzie musiał się wpasować między Robbena, Ribery’ego, Goetzego, Muellera. Jest Lewandowski. Pytanie, czy będzie miał taki wpływ na grę swojego klubu jak w Dortmundzie. Mimo wszystko rozumiem go. Nawet gdyby pieniądze były zbliżone do tych oferowanych przez Bayern, to pozostaje kwestia trofeów. Po to się jest piłkarzem, po to się trenuje od małego, by zdobywać puchary. Nie tylko w kraju, ale i w Europie. „Bawarczycy” to gwarantują.
Oczywiście może poszukać szczęścia za granicą, chociażby w klubach angielskich, o czym pisano dość głośno momentami. Podobnie jak w przypadku Lewandowskiego, to jest jego kraj, jego liga, jego język, a aklimatyzacja w innych ligach czasami nie przebiega jak trzeba. Podsumowując – nie chcę, by Reus odchodził z Dortmundu ze względu na emocje, które towarzyszyłyby lidze. Już jest problem z dogonieniem Bayernu, a wtedy byłby kompletnie niedościgniony.