Marek Saganowski powrócił po latach gry za granicą do Łódzkiego Klubu Sportowego. Po pierwszym meczu nie może mieć jednak powodów do zadowolenia. Jego drużyna uległa „Kolejorzowi” 5:0.
„Sagan” był rozczarowany po porażce łódzkiego zespołu. Jest świadomy, że jego drużyna nie ustrzegła się błędów, ale ma nadzieję, że jak najszybciej zostaną one zniwelowane:
– Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy beniaminkiem, ale mamy na tyle doświadczoną drużynę, że taki wynik nie powinien się zdarzyć. Zdarzył się, trzeba się uderzyć w piersi. Zagraliśmy przede wszystkim ostatnie 60 minut słabo, popełniliśmy dużo błędów i z tego trzeba wyciągnąć wnioski.
Zapytany o to, czy zawodnicy ŁKS-u odstawali pod względem przygotowania motorycznego i fizycznego od rywali z Poznania, odparł:
– Jeśli się biega za piłką, to traci się siły, myślę, że na początku, gdy graliśmy piłką, to Lech był bardzo zmęczony. Może to inaczej by wyglądało, gdyby ten mecz tak trwał przez 90 minut. Mogliśmy przegrać 1:0, 2:0, ale nie aż tak wysoko. Później wszystko zostało rzucone na jedną szalę, chcieliśmy wyrównać i dostawaliśmy piękne bramki.
I choć tak wysoka porażka boli, to Saganowski ma nadzieję, że teraz może być już tylko lepiej.
– Zimny prysznic, dużo bólu, ale może lepiej przegrać raz 5:0 niż pięć razy po 1:0 – tak swoją wypowiedź podsumował napastnik ŁKS-u.










