Remis Polonii Warszawa z Górnikiem Zabrze był jedną z niespodzianek minionej kolejki Ekstraklasy. Z takiego wyniku niezadowolony był również nowy zawodnik gospodarzy, Maciej Sadlok.
Jak Pan ocenia swój debiut ligowy w Polonii Warszawa?
Nie za dobrze, bo nie wygraliśmy. Zdobycie trzech punktów było dla nas priorytetem. Taka jest piłka. Górnik zdecydowanie się bronił, a my niby prowadziliśmy grę, ale na dobrą sprawę nic dobrego z tego nie wynikało.
Górnik w końcówce też trochę postraszył. Mimo wszystko to Wy byliście stroną przeważającą.

Byliśmy na pewno skoncentrowani z tyłu, bo w końcówce jedna czy dwie dłuższe piłki mogły nas zaskoczyć. Niby nie mieliśmy roboty, ale musieliśmy być w stu procentach skoncentrowani. Szkoda, że nic nie wpadło. Był jeden ciekawy strzał Janusza Gancarczyka i trochę brakło, aby „Ebi” dobił.
Czego zabrakło prócz celności strzałów?
Przede wszystkim tego, bo to jest klucz do wygranej. Żeby strzelić gola, trzeba uderzać po bramce. Strzał Janka pokazał, że tylko tak można zdobyć gola, bo przez wrzucanie piłki w pole karne, gdzie było multum ludzi Górnika, byłoby naprawdę trudno.
To nie była jeszcze holenderska Polonia?
Myślę, że musimy jeszcze chwilkę na to poczekać i mam nadzieję, że efekty naszej pracy przyjdą. Jako drużyna będziemy się powoli rozkręcać.
Trudno było bez Adriana Mierzejewskiego?
Jest podstawowym zawodnikiem, który kreuje naszą grę i odczuwalny był jego brak, ale nie możemy się nim usprawiedliwiać. Gramy na poziomie Ekstraklasy, kadra musi być wyrównana i ten, kto wchodzi, musi wnosić jak nie tyle samo, to więcej.
Przed meczem derbowym kibice Was mocno mobilizowali.
Nie miałem przyjemności grać w warszawskich derbach, ale też swoje na Śląsku przeżywałem. Myślę, że zawodników nie trzeba jakoś specjalnie mobilizować na takie mecze, bo sama ta otoczka i atmosfera, która wokół tego się wytwarza, powoduje u człowieka chęć walki.
W rozmowie uczestniczył Piotr Wojciechowski











