Rzuty karne istnieją w piłce już od 1890 roku. Futbol cały czas się rozwija, ciągle szukamy nowych rozwiązań – może już czas na alternatywy dla konkursu jedenastek? Jeżeli Gianni Infantino będzie chciał wprowadzić to jako jeden z elementów swojego planu uzdrawiania piłkarskiego świata, to warto dostarczyć mu ciekawych oraz różnorodnych możliwości. Przedstawiamy siedem wariantów rozstrzygnięć, dzięki którym wyeliminujemy niesprawiedliwy przeżytek w postaci rzutów karnych.
1. Każdy szczęściu dopomoże, każdy dzisiaj wygrać może!
– Ludzie, ludzie, zwariowałem! Pieniążki rozdaję! – słynne słowa Franka Dolasa w trylogii Jak rozpętałem drugą wojnę światową zwiastowały jego wspaniałą grę w trzy karty. 17 marca odszedł od nas Marian Kociniak, odtwórca roli niesfornego żołnierza – byłoby miło, gdyby przynajmniej PZPN zmienił zasady karnych dla uczczenia pamięci aktora. Jego gra była prosta – najpierw zwodził naiwnych, przekładając karty powoli, później robił to coraz szybciej, a gracze nie mieli szans na trafienie właściwej. Po meczach sędzia przekłada karty, a trenerzy muszą trafić w tę właściwą, aby wygrać. Proste i skuteczne – ciekawe tylko, ile kosztowałyby szkolenia przekładania kart dla sędziów.
https://www.youtube.com/watch?v=oParCrDiHyg
2. Rzut monetą

Powrót do przeszłości – warto przecież pamiętać o historii. W 1970 roku Górnik Zabrze właśnie dzięki rzutowi monetą doszedł do finału PZP. Kapitan zabrzan, Stanisław Oślizło, po remisowym półfinale wybrał reszkę i nie pomylił się. Płakali wtedy fani Romy, ale narzekać nie mogli – w ten sam sposób wyeliminowali w 1/8 finału PSV Eindhoven. Polacy doszli do finału i wszyscy byli zadowoleni, karne nie były nikomu potrzebne. Kolejnym plusem jest fakt, że rzut monetą trwa jakieś 127 razy krócej niż żmudne strzelanie do bramki. Nuda.
3. Zapasy w kole środkowym

Karne są niesprawiedliwe dla fanów – dlaczego strzelane są tylko na jedną bramkę? Zgromadzeni po przeciwnej stronie boiska nic nie widzą, drudzy natomiast mają piłkę na wyciągnięcie ręki. Nie można tego tolerować, więc przenosimy rzecz na sam środek boiska. Jakoś to koło trzeba wykorzystać, więc można pobawić się w zapasy. Kto wypchnie rywala za linię – wygrywa. W tym uczestniczyć będą oczywiście trenerzy. Wyobrażacie sobie, jak wyglądałby taki pojedynek pomiędzy Rafą Benitezem a Garym Neville’em?















