Ponad 24 tysiące kibiców na stadionie Legii miało okazję obejrzeć mecz zapowiadany na hit kolejki. Nie mogło być inaczej, skoro mierzyły się ze sobą pierwszy i trzeci zespół ekstraklasy. Problem w tym, że gospodarze faktycznie wyglądali na przyszłego mistrza Polski, goście zaś grali tak, jakby walczyli o pozostanie w lidze. Gorszej Cracovii na wiosnę jeszcze nie oglądaliśmy.
Przez pierwsze dziesięć minut spotkania legioniści stworzyli więcej okazji, niż ich dzisiejsi rywale mieli przez całe spotkanie. Mogło być już 2:0, ale, co zabrzmi dość dziwnie, wiedząc, że skończyło się 4:0, Legia była bardzo nieskuteczna, zarówno w pierwszych dziesięciu minutach, jak i w całym meczu.
Tak czy owak, krakowianie po pierwszej połowie mogli zejść z boiska. Gdyby Jacek Zieliński mógł wyłączyć prąd na stadionie, aby chociaż druga część spotkania została przełożona na inny termin, prawdopodobnie sam oddelegowałby się do tego zadania. Jego podopieczni grali dokładnie tak, jak wyglądać nie powinien zespół, który ma reprezentować Polskę w pucharach.
Bez pomysłu na grę, bez środka pola, bez skuteczności i bez liderów – w takiej formie Cracovia nie powinna nawet myśleć o Lidze Europy. W związku ze świetną dyspozycją Zagłębia Lubin, które pokonało dziś Ruch aż 4:1, krakowianie mogą spodziewać się rychłego spadku z podium. W ostatnich sześciu spotkaniach zdobyli tylko sześć punktów.
Nie popisali się Kapustka, Vestenicky i Cetnarski, którzy pod nieobecność Dąbrowskiego (bez którego gra Cracovii praktycznie nie istnieje) mieli liderować dzisiejszym gościom. Ten pierwszy ma prawdziwe powody do zmartwień. Sezon dobiega końca i nie będzie już wielu szans na zaprezentowanie formy przed Adamem Nawałką, a w takiej dyspozycji bilet do Francji może przejść młokosowi obok nosa.
Cracovia w znakomitej większości spotkań sezonu miała większe posiadanie piłki niż jej rywale, często tworzyła tez więcej okazji. Dzisiaj jednak padła ofiarą niezwykle eksperymentalnej formacji zastosowanej przez Stanisława Czerczesowa. Na papierze Legia wyszła z czterema obrońcami, na boisku wyglądało to jednak tak:












