W „La Seleccion” hierarchia snajperów została ustalona mniej więcej dwa lata temu i od tego czasu się nie zmienia, mimo że zmienić się powinna. Jeśli Del Bosque nie pójdzie po rozum do głowy, to na Euro będzie miał spory problem.
Hiszpania, mimo że stylem gry zdecydowanie przypomina Barcelonę, ustawieniem znacznie bliższa jest Realowi. Del Bosque, tak jak Mourinho, stawia na klasyczne hiszpańskie doble pivote. Del Bosque, tak jak Mourinho, na murawę deleguje zawsze tylko jednego nominalnego napastnika. Biorąc pod uwagę bogactwo doskonałych pomocników, nie ma co się „Sfinksowi” dziwić, robi to, co robić musi. Niestety, robi to źle. Stawia na Villę.

A Villa obecnie jest bez formy. Jego brak formy, obawiam się, nie jest brakiem formy będącym częścią sekwencji wzlotów i upadków. To jest sprawa poważniejsza. To jest coraz bardziej stroma równia pochyła, z której Asturyjczyk już nie ucieknie. Teraz pozostał mu tylko marsz w kierunku końca kariery. Jeszcze kilka doskonałych meczów rozegra, pewnie strzeli kilkanaście goli, ale pozostanie tylko cieniem tego „El Guaje”, który przez kilka sezonów niemal w pojedynkę ciągnął Valencię w górę tabeli. Moim zdaniem – nie musicie się z tym zgadzać – Hiszpanowi bardzo zaszkodziła przeprowadzka do Barcelony. Wcześniej zawsze był on gwiazdą pierwszej wielkości, był punktem centralnym, był adresatem podań, był bohaterem i wybawicielem. W Katalonii stoi w drugim szeregu. Nie jest już bogiem – jest dodatkiem do boskiego kolektywu, który wygrywa wszystko i wszędzie. Villa potrzebuje uwagi, w ekipie „Los Ches” każda piłka szła do niego, potrzebuje przeświadczenia, że jest liderem. Barcelona nie daje mu takiej pewności, Asturyjczyk zapada się w sobie, powoli traci wszystkie atuty, balansując na granicy pierwszego składu i ławki rezerwowych. Najgorsze jest to, że on tak właściwie z nikim nie rywalizuje. On po prostu traci pozycję. Genialne tridente MVP, które wychwalano pod niebiosa w poprzednim sezonie, się rozpadło. Pedro walczy z kontuzjami, Villa walczy o ostatnie skrawki wspaniałej kariery.
I to jest wielki, wielki problem dla reprezentacji Hiszpanii, która ciągle Asturyjczykowi bezgranicznie ufa, widząc w nim zbawiciela i ostoję ofensywy. W kadrze Villa jest ważniejszy, jest doceniany – przeceniany nawet – ale kadra to tylko tydzień raz na dwa miesiące. Tam nie zbuduje się formy, tam można formę wypracowaną w klubie wykorzystać. Hiszpania z bezzębnym „El Guaje” cierpi na totalną niemoc strzelecką. Kibice patrzą na nieporadnego napastnika i modlą się o zdjęcie go z boiska. Del Bosque, jakby czytając w ich myślach, odsyła Davida na ławkę i wpuszcza… Fernando Torresa. Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Nawet nie na kijek, na źdźbło trawy. Powiem wprost – „El Nino” na Euro nie powinien jechać. Z taką formą nie przyda się absolutnie do niczego.












