W 22. kolejce polskiej Ekstraklasy doszło do ciekawego starcia. Przy ulicy Traugutta w Gdańsku Lechia podejmowała warszawską Legię. Podopieczni Tomasza Kafarskiego już po 10 minutach gry prowadzili 2:0, lecz w ostatecznym rozrachunku ulegli 2:3. Jak ważne było to zwycięstwo dla Legii, mówił w wywiadzie pomocnik stołecznej drużyny, Maciej Rybus.
Tracicie błyskawicznie bramkę, większość piłkarzy nie zdążyła dotknąć futbolówki, a Jan Mucha już musiał ją wyciągać z siatki. Było to spowodowane brakiem koncentracji w pierwszych sekundach czy Lechia faktycznie wzorowo rozegrała tę bramkową akcję?

Nie sądzę. Wydaje mi się, że tam było spóźnienie, chyba Kuby Rzeźniczaka, po prawej stronie i gdyby przeciął podanie, to bramki na pewno by nie było. Niepotrzebnie robił wślizg, potem dobre dośrodkowanie Lechii i gol. Później równie szybko straciliśmy drugą bramkę i byliśmy w lekkim szoku, ale dobrze, że odpowiedzieliśmy do przerwy kontaktowym trafieniem, bo to pozwoliło nam uwierzyć, że można tutaj wywieźć trzy punkty.
Grałeś na jednej stronie z Tomaszem Kiełbowiczem. Widać było, że świetnie się uzupełnialiście – raz on wybiegał Tobie za plecy, raz Ty dobrze pokazywałeś mu się na wolnej pozycji, obaj też trafiliście do siatki rywala. Można więc powiedzieć, że lewa strona Legii była w tym meczu nie do przejścia.
Cieszą takie słowa pochwały, aczkolwiek na pewno możemy grać lepiej. Cieszymy się przede wszystkim, że przed meczem z Lechem, bardzo ważnym dla nas, zagraliśmy takie dobre spotkanie i zdołaliśmy odrobić straty, bo nie przypominam sobie, żebym grał w takim meczu, gdzie przegrywaliśmy 2:0 i udało nam się wygrać 3:2.
Po druzgocących dziesięciu minutach chyba nic nie zapowiadało, że z Gdańska wywieziecie choćby jeden punkt, a tym bardziej trzy?
Na pewno Lechia po tych dwóch bramkach dostała skrzydeł, dodatkowo fantastycznie spisali się kibice. Cały mecz dopingowali, także niewątpliwie ciężko było, aczkolwiek lubimy grać, gdy jest pełny stadion i dobra atmosfera, bo właśnie w piłkę nożną powinno się grać przy pełnych trybunach.
Mówi się, że grając przeciwko faworytowi, którym niewątpliwie byliście, paradoksalnie nie warto strzelać goli już na początku meczu, bowiem można wzbudzić dużo większą złość sportową u rywala. Wy właśnie prawidłowo zareagowaliście na trafienia Lechii i pokazaliście w ten sposób charakter.












