Fot. Najbardziej nieskuteczny zawodnik na boisku był prawdziwym bohaterem spotkania. Jeżeli Robin van Persie w pełni wykorzysta swój talent, będzie należał do najlepszych snajperów w Europie.
Niecały tydzień temu wystartowała jedna z najlepszych lig świata. Po pierwszej kolejce na szczycie stawki znaleźli się obrońcy tytułu, zawodnicy Chelsea Londyn. Każda z drużyn wie już trochę więcej o swoim rywalu. Czy kluby wyciągną zatem wnioski z gry przeciwnika? Odpowiedź już w poniedziałek, w ostatnim spotkaniu kolejki Manchester City podejmie bowiem Liverpool.
Arsenal – Blackpool
Kolejna seria spotkań rozpocznie się w sobotnie popołudnie o godzinie 16. Między innymi o tej porze na Emirates Stadium gospodarze będą walczyć o triumf z beniaminkiem z Blackpool. Podopieczni Iana Hollowaya uchodzą za rewelację pierwszej kolejki, nie każdemu bowiem udaje się sztuka wysokiego pokonania rywala już na samym początku ligi. Warto w tym momencie wspomnieć, że owy klub po raz pierwszy w swej historii gra w rozgrywkach Premier League. W sobotę wyjaśni się, czy Blackpool rzeczywiście jest mocne i może walczyć o cele wznioślejsze, niż utrzymanie w lidze.
Czy Van Persie zagra z Blackpool? (fot. skysports.com)
Arsenal meczem z Liverpoolem spotęgował swoje kłopoty w defensywie. Wprawdzie nie w tak haniebny sposób jak Joe Cole, ale jednak – po ujrzeniu czerwonej kartki boisko musiał opuścić Laurent Koscielny. Arsene Wenger, po tym jak nie przedłużył kontraktów z Silvestrem, Campbellem oraz Gallasem, rozgląda się za obrońcami. Ten, który podczas tegorocznego lata wzmocnił defensywę, już wypadł ze stawki. Prawdopodobne jest zatem, że obok Vermaelena zagra Song. Z pewnością nie wystąpi też Samir Nasri, który ostatnio odniósł kontuzję kolana.
Opiekun „Seasiders” słynie z tego, że częstokroć wyraża swoje myśli w sposób bezpośredni. Holloway ma nadzieję, że na Emirates jego zawodnicy się nie speszą, gdyż przed takim tłumem kibiców „Kanonierów” może być o to łatwo. W dodatku podopieczni Wengera na swoim stadionie po prostu są mocni. Wygląda więc na to, że sielanka Blackpool nie będzie trwała zbyt długo, tym bardziej, że do pierwszej jedenastki mogą powrócić Robin van Persie oraz Cesc Fabregas. A może jednak znów im się poszczęści, defensywa rywala popełni jakiś błąd, a oni to wykorzystają tak, jak w spotkaniu z Wigan?
West Ham United – Bolton Wanderers
Debiutu w barwach „The Hammers” może się wreszcie doczekać Frederic Piquionne. Na boisku kibice nie zobaczą być może Hitzlspergera, który ma mały problem z udem. W drużynie Boltonu kontuzjowany nie jest nikt z wyjątkiem Gavina McCanna, którego kontuzja nie należy do dających się szybko wyleczyć.
Avrama Granta nie zaliczył udanego debiutu, jego podopieczni ulegli bowiem Aston Villi 0:3. Oddali oni tylko jeden strzał na bramkę przeciwnika, a w dodatku zdarzały im się fatalne błędy w defensywie, a tylko taki może być skutek nerwowej i niepoukładanej gry. Tymczasem Bolton ma szansę na szóste zwycięstwo z rzędu ze wspomnianym rywalem. Świadomy klasy przeciwnika jest jednak Owen Coyle, menadżer „The Trotters”, dlatego zapowiedział, że jego zespół ma dać z siebie wszystko.
Everton nie chce powtórzyć początku zeszłego sezonu (fot. Skysports.com)
W drużynie Birmingham być może po raz pierwszy w wyjściowej jedenastce wybiegnie ściągnięty w bieżącym okienku transferowym Nikola Zigić. Do debiutu w drużynie „Big Sama” szykuje się natomiast wypożyczony Matt Derbyshire. Wszystko wskazuje jednak na to, że wykurować się z urazu pachwiny nie zdoła David Dunn.
W ostatnim spotkaniu podopieczni Allardyce’a mieli dużo szczęścia. Gdyby nie fatalny błąd Tima Howarda nie wiadomo, czy spotkanie zakończyłoby się ich triumfem. „Wędrowcom” na pewno jednak nie pomaga całe zamieszanie związane z potencjalnym przejęciem klubu przez nowego właściciela. Zainteresowany biznesmen stwierdził, że na transfery przeznaczyłby nawet sto milionów funtów, a ściągnąłby choćby Davida Beckhama. Sam Allardyce nie spodziewa się jednak, by w bieżącym okienku transferowym sięgnął jeszcze po jakiegoś zawodnika.
Ciekawostką jest to, że spotkanie poprowadzi sędzia Michael Oliver i ustanowi on nowy rekord. Będzie to bowiem najmłodszy arbiter (25 lat) w historii Premier League, który poprowadzi mecz ligowy.
Everton – Wolverhampton
W zeszłym sezonie podopieczni Davida Moyesa zanotowali fatalny początek sezonu, już w pierwszej kolejce bowiem zostali wysoko pokonani przez Arsenal. Jeżeli chcą walczyć o co najmniej Ligę Europejską, to podobna sytuacja nie może się powtórzyć. W tym roku początek znów nie okazał się być sprzyjający (vide: błąd Howarda). Zawodnicy liczą zatem na to, że teraz wykorzystają przewagę własnego boiska. Na Goodison Park w poprzednim sezonie „The Tofees” przegrali tylko trzy razy. Będą musieli jednak poradzić sobie bez kontuzjowanego kapitana, Phila Nevilla.
„Wolves” na inaugurację swój mecz wygrali i to w dobrym stylu. Bramki strzelone Stoke okazały się być ładne i niecodzienne. David Jones chociażby w niekonwencjonalny sposób przelobował mur i zanim piłka wpadła do bramki, odbiła się jeszcze od poprzeczki. Teraz przyszedł czas na mecz na wyjeździe, czyli aspekt, nad którym podopieczni McCarthy’ego muszą pracować. Czy i tu gole padną po niecodziennych zagraniach? Szkoleniowiec może się również martwić o poszczególnych piłkarzy, gdyż niepewny jest występ między innymi Fletchera i Van Damne’a.
Tottenham – Stoke City
Czy Hughes znajdzie sposób na sir Aleksa? (fot. skysports.com)
„Spurs” w zeszłym sezonie do końca walczyli o grę w prestiżowej Lidze Mistrzów. Dopięli swego, ale są bliscy przedwczesnego zakończenia swej przygody z Europą. Drużyna „Young Boys” zaskoczyła i pokonała podopiecznych Redknappa 3:2, w pewnym momencie prowadząc nawet 3:0. W najbliższych dniach Anglik zapewne inaczej podejdzie do całej sytuacji, gdyż priorytetem w takim momencie wydaje się być faza grupowa Champions League.
W ostatnim meczu w barwach Stoke zadebiutował Kenwyne Jones. Boisko opuścił on jednak po niecałym kwadransie, na skutek kontuzji. Wydawało się, że przed nim wiele tygodni pauzowania. Ostatecznie badania wykazały, że nie jest tak źle, jak zakładano, aczkolwiek występ napastnika jest co najmniej bardzo wątpliwy, a w dodatku ryzykowny.
Ogromne problemy w ofensywie ma Tottenham. Kontuzjowani są bowiem Defoe, Dos Santos, Keane oraz Pawliuczenko. Rezultat? Jedynym sprawnym napastnikiem jest w tym momencie Peter Crouch. Różnie może też być z linią pomocy, gdyż urazy leczą Modrić, Bentley oraz O’Hara.
West Bromwich Albion – Sunderland
Szansę na otrząśnięcie się po bolesnej porażce ma West Bromwich, które w pierwszej kolejce zebrało baty od Chelsea. „The Baggies” nie mają łatwego terminarza, ponieważ niedługo zmierzą się na wyjeździe z Liverpoolem, Arsenalem oraz Manchesterem United. Zwycięstwo z podopiecznymi Steva Bruce’a może dodać im pewności siebie.
Czy Carroll pokona bramkarza Villi? (fot. skysports.com)
Na inaugurację „Czarne Koty” zremisowały praktycznie wygrany mecz, gdyż bramki dla Birmingham padły dopiero w ostatnim kwadransie regulaminowego czasu gry. Nie spotkało to się z uznaniem ich szkoleniowca, który jest z kolei świadomy tego, że ich rywal zechce sobie osłodzić gorycz poprzedniej porażki. Oba zespoły mają zatem coś do udowodnienia, a to zwiastuje emocjonujące widowisko.
Wigan – Chelsea
Obrońcy tytułu rozgromili na swoim stadionie West Bromwich Albion. Teraz przyjdzie im się zmierzyć na wyjeździe z Wigan. Ale czy podopieczni Roberto Martineza naprawdę są tacy dobrzy na swoim własnym stadionie? Kolejkę temu cztery błędy defensywy zakończyły się czterema bramkami dla gości. Zawodnicy Chelsea posiadają takie umiejętności, że nie muszą czyhać na błędy rywala, a sami konstruują akcje i nie pozostawiają złudzeń, kto jest lepszy. Jeżeli piłkarze Wigan mają zamiar się odbić i walczyć o środek tabeli, to chyba wybrali zły moment.
Wielu oczekiwało debiutu Ramiresa. Będą jednak musieli jeszcze trochę poczekać. Chociaż Brazylijczyk trenuje już razem z resztą składu, nie weźmie udziału w tym wyjazdowym spotkaniu. Drobne urazy wyleczyli Lampard i Drogba, zatem wątpliwe jest to, że wystąpią w meczu z Wigan. W drużynie Roberto Marineza zabraknie kontuzjowanych Caldwella (i w dodatku zawieszonego) oraz Mosesa.
Warto w tym momencie przypomnieć coś jeszcze. Mianowicie finisz z zeszłego sezonu. Podopieczni Carlo Ancelottiego pewni tytułu mogli być dopiero po pewnym pokonaniu „The Latics” 8:0. Czy zawodnicy Wigan tym razem podejdą do spotkania z większą pewnością siebie? No i czy wreszcie Martinez tak ustawi defensywę, że ta nie będzie popełniała tak karygodnych błędów jak w spotkaniu z Blackpool?
Newcastle – Aston Villa
Czy Rooney wróci do dawnej formy? (fot. skysports.com)
Obie drużyny swoje pierwsze spotkanie ligowe zakończyły różnicą trzech bramek. Jednak z takiego osiągnięcia cieszy się tylko Aston Villa, Newcastle zebrało bowiem baty na wyjeździe od wicemistrza Anglii. Pytanie brzmi zatem, czy podopieczni Chrisa Hughtona podniosą się po bolesnej porażce i na swoim stadionie, przy gromkim dopingu swoich kibiców, zdołają zwyciężyć tych, którzy pokonali West Ham United.
Wśród podopiecznych tymczasowego szkoleniowca „The Villans”, Kevina MacDonalda, doszło do zmian personalnych. Zakończyła się gama spekulacji transferowych i do Manchesteru City odszedł James Milner, który notabene już wcześniej pożegnał się z kibicami, gdy został zmieniony podczas ostatniego meczu. Aston Villa jednak zyskała, gdyż w siedzibie klubu zameldował się Stephen Ireland, który nie znalazł miejsca w kadrze Roberto Manciniego. Ruch transferowy wywołał sporo kontrowersji, „The Citizens” za ściągnięcie Milnera musieli bowiem sporo dopłacić, a wielu doszukuje się ogromnego potencjału właśnie w Irelandzie. Bardzo możliwe jest zatem, że w meczu z „The Magpies” utalentowany pomocnik zadebiutuje.
Na boisko być może wrócą ci, którzy nie zagrali z United, między innymi Danny Guthrie oraz Peter Lovenkrands. Na swój debiut wciąż jednak poczeka Sol Campbell. Z kolei w drużynie „The Villans” przejściowe kłopoty z kolanem ma John Carew, lecz wygląda na to, że dostanie szansę na występ. Inaczej ma się sprawa z Agbonlahorem, który ma kłopotu ze ścięgnem. To, czy zagra, jest jednak wciąż otwartą sprawą.
Znaki zapytania można jednak postawić nie tylko przy zawodnikach. Jeden z nich widnieje przy stanowisku menadżera Aston Villi. Wciąż nie wiadomo, czy MacDonald zdecyduje się podpisać umowę na dłuższy okres, jeżeli nadeszłaby taka oferta ze strony włodarzy klubu. Randy Lerner zapewnił jednak, że wiele będzie zależeć od tego, jak będzie się w tym czuł aktualny opiekun drużyny. Nowy trener wprowadził też znaczną rotację w składzie, czyli coś, czego według kibiców brakowało za czasów Martina O’Neilla. Jednak zawodnicy szóstej siły Anglii przyjadą na St. James Park, czyli istną twierdzę Newcastle United. Gdy podopieczni Chrisa Hughtona grali w Championship, nie przegrali tam żadnego meczu. Zresztą nawet ich ostatnie cztery mecze rozegrane z Villą na tym stadionie nie skończyły się dla nich porażką.
Manchester United – Fulham Londyn
Hart prawdopodobnie będzie podstawowym bramkarzem City (fot. skysports.com)
Sir Alex Ferguson po raz kolejny będzie się mierzył ze swoim byłym podopiecznym. Mark Hughes, aktualny szkoleniowiec Fulham, wcześniej prowadził między innymi Manchester City i Blackburn Rovers. Powodzenie Walijczyka zależy od tego, kto stanie pomiędzy słupkami. Nie wiadomo wszak, czy Mark Schwarzer zdoła do końca wyleczyć kontuzję. Pozytywną dla niego wiadomością może być jednak to, że w poprzednim meczu dobrze spisywał się Stockdale.
Wiadomo, że w meczu nie zagra trzech zawodników United, mianowicie Anderson, Ferdinand oraz Hargreaves. Ciekawą sprawą jest to, że gdy podopieczni Fergusona bez Rooneya grali w zeszłym sezonie na Craven Cottage, sromotnie przegrali 0:3. Popularny „Roo” w meczu prawdopodobnie zagra, jednak nie jest on w swojej najlepszej formie. Nie zdołał pokonać bramkarza rywali od trzynastu meczów w reprezentacji i w klubie. Czy będzie w stanie przerwać swoją fatalną passę? Coś do udowodnienia ma też Mark Hughes. Gdy prowadził Manchester City, w zeszłym sezonie nie zdołał ani razu pokonać rywala zza miedzy i chociaż nawet wygrał na City of Manchester Stadium 2:1 w ramach pierwszego półfinału Carling Cup, rywal nie pozostawił złudzeń na Old Trafford i to oni zagrali w finale Pucharu Ligi.
Manchester City – Liverpool
Zawodnicy Manchesteru City wreszcie zagrają na swoim stadionie. W poprzedniej kolejce na White Hart Lane do kategorii „na plus” można zaliczyć tylko Joe Harta, który prawdopodobnie wygryzł ze składu Shaya Givena. Wciąż nie jest zatem jasne, czy Irlandczyk nie zechce opuścić klubu – w końcu nie raz podkreślał, że dla niego liczy się regularna gra. Poza tym w drużynie Roberto Manciniego dało się zauważyć brak zgrania. Włoch przeprowadził tego lata sporo transferów, lecz tylko James Milner jest zawodnikiem, który w zeszłym sezonie grał na boiskach Premier League. Anglik w dodatku szykuje się do debiutu.
„Obywatele” muszą zatem popracować nad skutecznością w obronie i ograniczyć natarcia przeciwnika, gdyż bez tego w Premiership łatwo o zgubę. W Lidze Europejskiej, w meczu z Timisoarą, gola w debiucie zdobył Mario Balotelli. Może to zwiastować poprawę ofensywy u uczestników tych prestiżowych rozgrywek. Były gracz Interu Mediolan sprawia wrażenie zawodnika idealnie nadającego się na ligę angielską. Pytanie tylko, czy Mancini zdoła tak ukierunkować swojego podopiecznego, by ten koncentrował się przede wszystkim na wykonywanej pracy.
Problemem może być to, że nie wiadomo, czy Balotelli w meczu z Liverpoolem zagra, gdyż podczas debiutu doznał lekkiej kontuzji kolana. Poza tym na pewno nie wystąpią Boateng oraz Kolarov, a także Bridge. Na boisko prawdopodobnie też nie wybiegnie Daniel Agger, a z pewnością Joe Cole, który w poprzednim meczu na skutek czerwonej kartki do szatni zszedł jeszcze przed przerwą.
Szykują się zatem kolejne trzy dni pełne emocji. Czy któraś z drużyn sprawi niespodziankę? Czy Manchester City zagra lepiej niż z Tottenhamem? Czy Chelsea potwierdzi swoją klasę? A może po raz kolejny United udowodni, że co sezon liczy się w walce o mistrzostwo?