„Doszliśmy do ściany. Ten zespół potrzebuje zmian. Albo nowych piłkarzy, albo nowego trenera”. Tak po meczu mówił Mariusz Rumak. Czy tym samym nie strzelił samobója?Wychodzi na to, że Rumak nie jest w stanie temu zespołowi już nic dać. A w takim razie jego praca nie ma żadnego sensu. Choć z drugiej strony trzeba mu oddać, że piłkarze wcale swoją postawą na boisku nie dają wiary w to, że cokolwiek w Bydgoszczy ma sens. Może rzeczywiście trzeba zrobić wielkie wietrzenie? Patrzenie na to, co wyprawiał dziś Carlos, w poprzednim sezonie jeden z najlepszych skrzydłowych ligi, przyprawiało o ból zębów. Goulon też zaliczył więcej irytujących strat niż dobrych podań. I tak można bez końca. Jedyne, co może cieszyć, to dobra postawa Sandomierskiego, który udowadnia, że jeszcze nie powinniśmy spisywać go na straty. Gdyby nie jego interwencje i kilka świetnych przechwytów Ziajki, Śląsk już o wiele wcześniej trafiłby do siatki.
A goście też nie zachwycili. Właściwie gdzieś do 60. minuty mecz był wyrównany i mógł zakończyć się dosłownie każdym rezultatem. Wtedy jednak podopieczni Pawłowskiego wrzucili drugi bieg, Mila zrobił akcję bramkową i było po meczu. Po spotkaniu trener Śląska zwracał uwagę, że wygrał zespół grający w piłkę, a nie kości. Rzeczywiście, wrocławianie pokazali wyższą kulturę piłkarską, co podkreślał również Rumak. Choć najgroźniej, nie licząc bramki, było po błędach rywali: swojego bramkarza omal nie pokonał Ziajka, a kilka minut później Sandomierski „przyneuerował”, czego nie wykorzystał Flavio.
Osobny akapit należy się sędziemu Borskiemu, który kompletnie nie panował nad meczem i podjął mnóstwo złych decyzji, krzywdząc obie strony. Pokazał aż dwanaście żółtych kartek, a swoimi osądami doprowadził do białej gorączki piłkarzy i sztab Zawiszy. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że równie dobrze w tych sytuacjach (domniemane faule piłkarzy Rumaka) mógł nie używać gwizdka. Ostatecznie za protesty żółtą kartkę zobaczyli Strąk i Masłowski, a ten drugi w konsekwencji wyleciał z boiska. Po meczu gospodarze niemal rzucili się na sędziego i przez chwilę było naprawdę gorąco.
Dla obu zespołów nadchodzi bardzo ważny okres. Zimą prawdopodobnie rozstrzygną się losy Mili. Podobno oferta z Lechii na razie jest śmieszna. Natomiast Zawisza będzie miał kilkanaście tygodni na zawrócenie z drogi do pierwszej ligi. Ale na to potrzebny byłby cud na miarę Podbeskidzia. A Rumak zdecydowanie nie jest trenerem od cudów.











