Mariusz Rumak w minionej rundzie nie miał wielu powodów do zadowolenia. Kibice Lecha Poznań winili go za słabe wyniki „Kolejorza”. Rumak przyznaje, że sam nie do końca rozumie takiego zachowania.
Najpierw wpadka z Żalgirisem Wilno w eliminacjach Ligi Europejskiej, potem kompromitująca porażka z Miedzią Legnica w Pucharze Polski oraz wiele innych słabych meczów w wykonaniu podopiecznych Rumaka sprawiły, że kibice nie wytrzymali i głośno domagali się odejścia Rumaka. Na meczu z Górnikiem Zabrze fani krzyczeli z prośbą o zwolnienie obecnego trenera Lecha.

– Reakcja fanów spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Udało nam się odwrócić losy tego spotkania. Po słabej pierwszej połowie druga już była dobra i pokonaliśmy – jakby na to nie patrzeć – wicelidera. A jednak reakcja trybun była wciąż taka sama i wtedy pojawiły się wątpliwości: „O co w tym wszystkim chodzi?”. W taki sposób Rumak odniósł się do zachowania kibiców na łamach „Przeglądu Sportowego”.
Jednak póki co Mariusz Rumak może spać spokojnie, bowiem działacze Lecha zagwarantowali mu bezpieczne miejsce pracy w najbliższej rundzie.
– To daje mi motywację i mam zobowiązanie wobec szefów, żeby pokazać, że dłuższa praca się opłaca. To odpowiedzialność w kontekście całej polskiej piłki. Bo może w końcu odejdziemy od mitu, że trenera trzeba zmieniać co 6-8 miesięcy. To przecież jest kuriozum. Bardzo chciałbym, żeby ktoś kiedyś powiedział: „Zobaczcie, tam byli cierpliwi i teraz zbierają owoce” – zakończył Rumak.











