Ruch traci punkty w Gdańsku


25 kwietnia 2010 Ruch traci punkty w Gdańsku

W ostatnim spotkaniu 25. kolejki Ekstraklasy Lechia Gdańsk zremisowała z Ruchem Chorzów 1:1. Wynik meczu otworzył Janoszka, a bramkę wyrównującą samobójczym trafieniem zdobył Baran.


Udostępnij na Udostępnij na

Artur Sobiech zmarnował kilka dogodnych sytuacji do strzelenia bramki
Artur Sobiech zmarnował kilka dogodnych sytuacji do strzelenia bramki (fot. Dawid Sikora/igol.pl)

Początek spotkania należał do Lechii i widać było, że gospodarzom zależy na szybkim strzeleniu bramki. Już w 2. minucie Wiśniewski ruszył prawym skrzydłem i zagrał piłkę w pole karne do Dawidowskiego, lecz ten, naciskany przez Grodzickiego, nie był w stanie pokonać Pilarza. Chwilę później na strzał z około 18 metrów zdecydował się Surma, jednak uderzenie nie sprawiło kłopotów Pilarzowi, bo po drodze otarło się o obrońców Ruchu.

Kwadrans po pierwszym gwizdku sędziego goście przeprowadzili groźny atak. Janoszka dośrodkował futbolówkę do Grzyba, jego pierwszy strzał został zablokowany, a drugi poszybował nad poprzeczką. Niespełna 120 sekund później z boiska wyleciał Bajić, który zbyt lekko zagrał piłkę głową do Kapsy i musiał ratować się faulem na Sobiechu. Dodatkowo w tej sytuacji żółtym kartonikiem za dyskusje z arbitrem został ukarany Dawidowski.

W 35. minucie „Niebiescy” wykorzystali fakt, iż grają z przewagą jednego zawodnika i objęli prowadzenie w tym spotkaniu. Po centrze z rzutu rożnego piłkę głową uderzył Janoszka, Mysona wybił ją z bramki, jednak, jak się potem okazało po konsultacji sędziego głównego z liniowym, futbolówka była już za linią końcową. Zdobyta bramka zdekoncentrowała graczy Ruchu, co skrzętnie wykorzystała Lechia, szybko wyrównując wynik spotkania. Dawidowski przedarł się lewym skrzydłem boiska, zagrał piłkę na piąty metr przed bramkę, a do własnej bramki wpakował ją Baran. Do końca pierwszej odsłony gry gole już nie padły.

W przerwie szkoleniowiec przyjezdnych dokonał jednej zmiany, wprowadzając napastnika za pomocnika. Murawę opuścił Pulkowski, a na murawę wszedł Piech. Po powrocie na boisko doskonałą sytuację na zdobycie bramki zmarnował Wiśniewski, który założył siatkę jednemu defensorowi Ruchu, drugiego oszukał na zamach i fatalnie strzelił lewą nogą ponad bramką. W odpowiedzi Baran oddał uderzenie z blisko 17 metrów, jednak minimalnie przestrzelił.  

Brak jednego zawodnika w ekipie Lechii nie był zbyt widoczny. Gracze gospodarzy nie pozwalali rozwinąć skrzydeł Ruchowi. W 63. minucie po raz kolejny z dobrej strony pokazał się Wiśniewski, jednak jego strzał obronił Pilarz. Chwilę później Kapsa dwukrotnie uratował swój zespół przed utratą bramki, wygrywając najpierw pojedynek sam na sam z Janoszką, a następnie broniąc strzał z kilku metrów Sobiecha.

W kolejnej fazie spotkania Ruch osiągnął optyczną przewagę, jednak nie potrafił tego udokumentować. Jedenaście minut przed upływem regulaminowego czasu gry Sobiech miał przed sobą Kapsę, wślizgiem podrzucił piłkę do Janoszki, a ten głową nie trafił do pustej bramki. W końcówce meczu Kapsa sparował strzał Grzyba przed siebie, Sobiech dopadł do piłki i z kilku metrów trafił w bramkarza Lechii.

Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie. Tym samym Ruch zmarnował okazję na zmniejszenie strat do drugiego w tabeli Lecha Poznań, a na domiar złego chorzowianie zostali wyprzedzeni przez Legię. Lechia wciąż plasuje się na szóstym miejscu.
 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze