Chyba można powiedzieć, że początek sezonu w wykonaniu Ruchu Chorzów wygląda całkiem imponująco. Szczególnie wtedy, kiedy spojrzymy na liczbę punktów zdobytych przez „Niebieskich”. A ta, po sześciu kolejkach, wynosi dwanaście oczek, co jak na beniaminka ligi jest bardzo dobrym wynikiem. Problem pojawia się jednak, gdy spojrzymy na terminarz – tam zobaczymy, co tak naprawdę mówią te punkty. A mówią one, że klub z Chorzowa wciąż czeka na spotkanie z mocnym, ligowym rywalem. Bo dotychczas mierzył się tylko ze średniakami i słabeuszami.
Nie ma co ukrywać, Ruch Chorzów nie jest typowym beniaminkiem Fortuna 1. Ligi. To przecież klub, który w całej historii naszego futbolu jest jednym z najbardziej utytułowanych. Dość powiedzieć, że nadal – pomimo upływu lat bez gry w najwyższej lidze – zajmuje trzecie miejsce w tabeli wszech czasów ekstraklasy. I choćby z tego względu nie można go klasyfikować jak innych zespołów, które do 1. ligi awansowały. Mimo to historia na boisku nie gra, a przed Ruchem, po dobrym początku, wciąż sezon pełny wyzwań.
Nadchodzi czas weryfikacji
Tak jak pisaliśmy wyżej, zespół Ruchu do tej pory mierzył się wyłącznie z zespołami, które do tuzów ligi nie należą. Z całym szacunkiem do Chrobrego Głogów czy Puszczy Niepołomice, ale oni zaliczają się raczej do średniaków zaplecza ekstraklasy aniżeli potentatów. Nie zmienia to jednak faktu, że podopieczni Jarosława Skrobacza dobrze i skutecznie punktowali przeciwników z niższej półki. Dwanaście zdobytych punktów na osiemnaście możliwych i drugie miejsce w tabeli to wynik co najmniej dobry. Lecz nieidealny, bo prawda jest taka, że mogło być ich więcej. Chociażby gdyby nie stracona w ostatnich minutach meczu bramka z Chojniczanką, która ze stadionu przy ulicy Cichej wywiozła jeden punkt.
Ogólnie rzecz ujmując, start ligi należy uznać za pozytywny. Nietrudno więc w takich okolicznościach pomyśleć o czymś więcej niż przed sezonem. Przecież jak powszechnie wiadomo, apetyty rosną w miarę jedzenia. A w Chorzowie zaczęto szybko „pożerać” punkty. Tu trzeba jednak trochę wyhamować. Bo tak, owszem, Ruch zaczął dobrze, ale przed nim dopiero pierwszy trudny mecz, i to nie tyle z poważnym rywalem, co poważnym kandydatem do awansu – ŁKS-em. A później z następnym – Termaliką. I tak przez kilka następnych kolejek. To będą pierwsze mecze, które faktycznie pokażą, gdzie jest dzisiaj Ruch Chorzów w hierarchii pierwszoligowców.
Kilka pozytywnych aspektów
Przejdźmy rozważań do stricte boiskowych – chorzowianie na początku tego sezonu mają kilka bardzo pozytywnych elementów. Począwszy od tych drużynowych, a skończywszy na tych indywidualnych. Na wyróżnienie z pewnością zasługuje gra bloku defensywnego, który dotychczas stracił tylko cztery bramki, co jest najlepszym wynikiem w lidze (identyczny bilans mają też Wisła Kraków, Podbeskidzie, Arka i Skra). A to, czyli fakt posiadania szczelnej defensywy, jest jednym z najważniejszych elementów na zapleczu ekstraklasy. Bo jak pokazał zeszłoroczny przykład chociażby Skry Częstochowa, gdy nie traci się wielu bramek, można się spokojnie utrzymać. A to cel nadrzędny drużyny z Górnego Śląska.











