Po naprawdę dobrym występie w meczu z reprezentacją Anglii naszych kadrowiczów czeka kolejny bardzo trudny sprawdzian. Tym razem towarzysko zmierzymy się z Urugwajczykami, czwartą drużyną świata i mistrzem Ameryki Południowej. Serdecznie zapraszamy więc do zapoznania się z kolejnym tekstem z cyklu „Rozpracowujemy rywali Polaków”.
„Urusów” nikomu za bardzo przedstawiać nie trzeba. Należy jednak dłużej się skupić na obecnej formie zespołu prowadzonego przez Oscara Tabareza. Pozostawia bowiem ona wiele do życzenia, co budzi ogromne zdziwienie – zdziwienie w pełni uzasadnione. Jeśli przyjrzymy się kadrze, którą dysponuje wspomniany Tabarez, nie uwierzymy, że ta reprezentacja nie była w stanie wygrać pięciu swoich ostatnich pojedynków. Co gorsza, cztery z nich były spotkaniami kwalifikacyjnymi do mistrzostw świata w 2014 roku. Czy ktoś wyobraża sobie, żeby czwarta drużyna świata miała nie grać na mundialu w Brazylii?

Na razie Urugwajczycy zajmują piąte miejsce w grupie kwalifikacyjnej, które uprawnia ich do gry w interkontynentalnych play-offach. Nikomu nie trzeba oczywiście mówić, że nie jest to cel, który nasz najbliższy rywal chciał osiągnąć. Najbardziej zaskakujące jest to, jak licha jest defensywa „La Celeste”. Niemal równo przed miesiącem dała wbić sobie cztery gole w starciu z Boliwią. Jeszcze wcześniej trzy trafienia przeciwko „Urusom” zaliczyli Argentyńczycy, a kolejne cztery wbili im Kolumbijczycy – i to wszystko w pojedynkach rangi kwalifikacji do mistrzostw świata! Oczywiste więc staje się, że „Orły Fornalika” powinny pójść w środę na całość i zagrać najbardziej ofensywnie, jak tylko potrafią (w granicach rozsądku rzecz jasna. O defensywie lepiej nie zapominajmy).
Zaczynamy więc od pozycji bramkarza, przy której pojawia się nazwisko Fernando Muslery. Golkiper znany, kojarzony z gry dla Lazio Rzym, obecnie przebywający w Galatasarayu Stambuł. Już sam ten fakt o czymś świadczy. 26-latek kilka lat temu był na ustach wielu ekspertów, którzy uważali go za jednego z najbardziej obiecujących piłkarzy między słupkami. Wydaje się, że przeprowadzka do Galatasarayu była krokiem wstecz. Nie umniejszamy niczego tureckiemu klubowi, ale wystarczy spojrzeć na osiągane przez niego wyniki i konkurencyjność tureckiej Super Ligi. Czy ktoś wyobraża sobie, żeby w Anglii, Hiszpanii, Niemczech czy we Włoszech liderem była drużyna, która po jedenastu kolejkach ma na koncie aż cztery remisy i jedną porażkę? Mniejsza jednak o to. Sęk w tym, że Muslera nie jest już dobrze rokującym bramkarzem, ale zawodnikiem, który swój szczyt chyba osiągnął. Napastnik klasy Roberta Lewandowskiego nie z takimi specjalistami już sobie radził – wszak niedawno pokonał samego Ikera Casillasa.











