Podobnie jak w przypadku naszego pierwszego grupowego rywala w eliminacjach do brazylijskiego mundialu również i drugi – reprezentacja Mołdawii – jest zespołem stosunkowo młodym. Teoretycznie powinniśmy sobie z nim poradzić bez większych problemów, ale wszyscy wiemy, że nasza obecna reprezentacja potrafi zaskoczyć, niekoniecznie pozytywnie. Prezentujemy kolejny tekst z cyklu „Rozpracowujemy rywali Polaków”.
Reprezentacja Mołdawii powstała w 1991 roku, czyli po rozpadzie Związku Radzieckiego. Jej historia jest nie tylko krótka, ale i uboga. Do największych sukcesów tejże drużyny zaliczają się jedynie pojedyncze spotkania, w których potrafiła urwać punkty wyżej notowanym rywalom. Nigdy w swojej historii nie wystąpiła na turnieju rangi międzynarodowej. W eliminacjach do mistrzostw świata i Europy zawsze zajmowała jedne z ostatnich miejsc w swoich grupach. Również i w trwających meczach kwalifikacyjnych skazywana jest na pożarcie przez innych rywali, co pokazał już mecz z Anglią. My, jako naród niezwykle pamiętliwy i szczycący się swoją piłkarską historią (bo tylko to nam na razie zostało), ciągle wspominamy mecz na Wembley, w którym zremisowaliśmy z synami Albionu 1:1 i zapewniliśmy sobie udział w mistrzostwach świata w 1974 roku. Anglicy kilka dni temu rozbili Mołdawię 5:0, więc i drużyna Waldemara Fornalika będzie mierzyła w wysokie zwycięstwo, po którym hurraoptymiści wpadną w szał i stwierdzą, że nasz zespół już dojrzał i będzie bić się o awans. Z całym szacunkiem dla drużyny Mołdawii, to po prostu jest ekipa, której jesteśmy zobligowani wpakować kilka bramek.

W eliminacjach do Euro 2012 Mołdawia zajęła przedostatnie miejsce w swojej grupie, wyprzedzając tylko San Marino. Nie była jednak w stanie nawiązać walki z Finami, Węgrami, Szwedami i Holendrami. Oprócz dwóch zwycięstw z San Marino zdołała skromnie pokonać przed własną publicznością jedynie Finlandię. W dziesięciu meczach zdobyła dwanaście bramek, z czego połowę wzięli na swoje konto właśnie gracze San Marino. Teoretycznie łatwiejsze zadanie Mołdawianie mieli w kwalifikacjach do mistrzostw świata w 2010 roku. Szwajcaria, Grecja, Łotwa, Izrael i Luksemburg to drużyny, które nie dały jednak naszym najbliższym rywalom żadnych szans. Mołdawia zgromadziła na swoim koncie tylko trzy punkty, dzięki trzem remisom. Dwukrotny bezbramkowy podział punktów z Luksemburgiem nie jest jednak powodem do chluby. Trzeci punkt Mołdawianie zdobyli, remisując u siebie 1:1 z Grecją i zdobywając bramkę dopiero w 90. minucie pojedynku.
Po wspomnianym meczu z reprezentacją Anglii trudno powiedzieć cokolwiek o tym, jak obecnie prezentuje się drużyna Mołdawii. Podopieczni Gavrila Balinta przez całe spotkanie tylko i wyłącznie się bronili. Pomimo tak wysokiego wyniku trzeba jednak zaryzykować stwierdzenie, że formacja obronna jest najsilniejszą formacją tego zespołu – w każdym razie na pewno najbardziej waleczną. Mołdawianie próbowali stawiać opór Anglikom, ale różnica klas była aż nadto widoczna. Jeśli chodzi zaś o ofensywę, to atakujący Mołdawii nie mieli zbyt wielkiego pola manewru, a kiedy już mogli zawiązać jakąś akcję, to w ich poczynania wkradał się olbrzymi niepokój. Jedyną wartą odnotowania sytuację, w której mołdawski napastnik znalazł się sam na sam z Joe Hartem, sprokurowali sami wyspiarze, popełniając błąd w obronie. Golkiper Manchesteru City i tak nie musiał wówczas wyciągać piłki z siatki. Drużyny pokroju Mołdawii opierają się przede wszystkim na ambicji. Zawodnikom bez wątpienia brakuje umiejętności, ale liczy się sam fakt reprezentowania własnego kraju. Nie można jednak powiedzieć, że ich styl gry opiera się na grze defensywnej. To wynika z tego, że zawodnicy nie są po prostu w stanie robić niczego innego, jak tylko bronić własnej bramki. Wyjątkami są oczywiście spotkania z równie słabszymi zespołami. Reprezentacji Polski nie możemy umieścić w tym gronie, choćby ze względu na to, jaką dysponuje ona kadrą.












