W swoim krótkim życiu Patryk Małecki zdążył już odnieść (dosłownie) kilka sukcesów sportowych, ale dużo częściej mówi się o jego wybrykach. Jeśli się chwilę zastanowić, to w tym ostatnim aspekcie można go porównać do kilku futbolowych sław.
Małecki jak Carlos Tevez…
… czyli „obraziłem się na was i na boisko nie wyjdę, bo nie.” Argentyńczyk mniej więcej to powiedział Roberto Manciniemu w spotkaniu Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium, a „Mały” – Kazimierzowi Moskalowi przed meczem z Zagłębiem Lubin. Różnica jest taka, że „Carlito” jego obrażalskie zachowanie kosztowało już tyle, ile gracz Wisły (z całym szacunkiem) prawdopodobnie nie zarobi przez całą karierę, choć teraz raczej nie straci „marnych 30 tysięcy miesięcznie”. Poza tym ostatnio Tevez się chyba „odobraził” i być może wróci wkrótce do łask trenera, w przypadku Małeckiego na razie się na to nie zanosi, ale oczywiście Cupiał może szybko zmienić zdanie.
Małecki jak Arjen Robben…

… czyli „nie podam ręki trenerowi, bo zdjął mnie z murawy.” Holendrowi zdarzyło się to w półfinale Ligi Mistrzów z Lyonem. Schodził z boiska w glorii chwały, bo chwilę wcześniej zapewnił swojej drużynie zwycięstwo pięknym golem. Jak widać, Patryk lubi podpatrywać najlepszych, ale zapomniał chyba, że w spotkaniu ze Standardem on akurat był pierwszy w kolejce do zmiany. Poza tym Robben natychmiast przeprosił, jak widać, opanowanie wzrasta chyba wraz z umiejętnościami piłkarskimi.
Małecki jak Roy Keane…
… czyli „piknikom mówimy stanowcze NIE.” Patryk bierze też chyba przykłady z nieco dalszej przeszłości. Pod koniec XX wieku Keane stwierdził, że niektórzy „kibice” (w mniemaniu obu panów w cudzysłowie) na Old Trafford nie potrafiliby nawet przeliterować słowa „futbol”, a co dopiero go zrozumieć. Do słownika wszedł nawet zwrot „prawn sandwich brigade” (czyli takie nasze „pikniki”). Małecki postanowił pójść dalej od swojego „mentora”, nawet Irlandczyk nie wysyłał bowiem nikogo do niebieskiej części Manchesteru. Można dostrzec jeszcze jedną różnicę – na angielskich stadionach jadało się (przynajmniej wtedy) kanapki z krewetkami, a u nas – kiełbasę.
Małecki jak Jose Mourinho…
… czyli „please don’t call me arrogant, but I’m European champion and I think I’m a special one.” Może Patryk nigdy nie dał tego do zrozumienia tak wprost jak Portugalczyk, ale cały czas zachowuje się, jakby tak było. Poza tym różnica jest taka, że „Mały” nie jest mistrzem Europy (przynajmniej nie w piłkę). Jak widać, Mourinho prosi też, żeby nie nazywać go arogantem, a Małecki już nie – spróbowalibyście go tak nazwać, biada Wasza! Choć to może dlatego, że Jose nie odniósł jeszcze tak spektakularnego sukcesu jak mistrzostwo Polski.











