Dobiegła końca historia z udziałem Wayne’a Rooneya i jego odejścia z Manchesteru United. Piłkarz podpisał dziś nowy, 5-letni kontrakt.
Porozumienie między klubem i piłkarzem zostało poprzedzone kilkudniowym dialogiem w prasie między dwiema stronami. Oficjalnym powodem, dla którego angielski napastnik nie zamierzał podpisać nowego kontraktu, był brak pewności, że klub w przyszłości będzie w stanie osiągać kolejne sukcesy. Niemal natychmiast w kolejce po Rooneya ustawili się działacze m.in. Manchesteru City, Chelsea i Realu.

Jednak ostatecznie była to tylko zasłona dymna przed podpisaniem kolejnego kontraktu. Jak powiedział dziś po podpisaniu umowy sir Alex Ferguson: – To był trudny tydzień. Powiedziałem chłopcu [Rooneyowi – przyp. red.], że drzwi są zawsze otwarte i jestem zadowolony, że Wayne zgodził się zostać.
Starał się także wytłumaczyć zachowanie piłkarza: – Czasami, kiedy jesteś w klubie, może być dla ciebie trudne do zrozumienia, jak wielki on jest i żeby to zrozumieć, potrzeba ci czegoś takiego, jak wydarzenia ostatnich kilku dni.
Sam piłkarz wypowiadał się w podobnym tonie: – Jestem zadowolony z podpisania kolejnej umowy z United. Przez ostatnich kilka dni rozmawiałem z managerem i właścicielami i przekonali mnie oni, że to jest miejsce, do którego należę. To geniusz trenera oraz jego wiara i wsparcie przekonały mnie do pozostania.
Sprawa odejścia piłkarza stała się na tyle poważna, że wczoraj pod jego dom przyszła ok. 40-osobowa grupa członków „Men in Black”, organizacji kibiców wspierających „Czerwone Diabły”. Próbowali oni poznać prawdziwe powody odejścia Wayne’a oraz przekonać go, że odejście, zwłaszcza do derbowego rywala, będzie najgorszym rozwiązaniem.
Jeśli Rooney zdecyduje się wypełnić nowy kontrakt do końca, będzie to oznaczało, iż jego pobyt na Old Trafford potrwa jedenaście lat i niemal na pewno stanie się wtedy najdłużej grającym piłkarzem w United, gdyż do tego czasu na piłkarską emeryturę na pewno przejdą m.in. Ryan Giggs i Paul Scholes.











