Ledwo skończyło się zgrupowanie reprezentacji Polski pod wodzą Adama Nawałki, a już mamy pierwsze zgrzyty na linii piłkarz –selekcjoner. Chodzi o Ludovica Obraniaka, który jeszcze za czasów Waldemara Fornalika zrezygnował z gry dla kadry.
Po dwóch meczach towarzyskich reprezentacji Polski było do przewidzenia, że temat Ludovica Obraniaka znowu znajdzie się na głównych stronach gazet. Kolejni selekcjonerzy szukają bowiem optymalnego rozwiązania na środku pomocy. Jedną z opcji jest właśnie pomocnik Girondins Bordeaux, który jednak parę miesięcy temu ogłosił: – Dopóki selekcjonerem będzie Waldemar Fornalik, nie będę już grał w tej drużynie.

Wydawało się, że sytuacja z Obraniakiem wreszcie się wyjaśni, gdy stanowisko selekcjonera objął Adam Nawałka. Jednak pomocnik nie został powołany na mecze ze Słowacją i Irlandią, a trener kadry udzielił Przeglądowi Sportowemu obszernego wywiadu, w którym wyjaśnia przyczyny swojej decyzji. – Po objęciu stanowiska selekcjonera od razu przyszła mi do głowy myśl, by zaprosić Ludovica na pierwsze zgrupowanie. W moim imieniu zadzwonił do niego Janusz Basałaj. Zapytał, czy chciałby stawić się na najbliższym zgrupowaniu. Ludovic odmówił. Powiedział, że nie jest gotowy i ma swoje sprawy.
Selekcjoner nie szczędzi słów krytyki w stosunku do Obraniaka: – Reprezentowanie Polski to ogromny honor i duma. To są sprawy fundamentalne! Każdy musi znać wartość grania dla biało-czerwonych barw. Na jego miejscu zachowałbym się inaczej, nie szukałbym żadnych wymówek, tylko spakował walizki i w dowolnej chwili stawił się na zgrupowaniu. To ogromna nobilitacja.
Nawałka nie skreśla jednak jeszcze Obraniaka: – Każdy zasługuje na jeszcze jedną szansę. Spróbuję z nim porozmawiać. Nie odbierze, to koniec tematu.
Na odpowiedź Obraniaka nie trzeba było długo czekać. Piłkarz broni się przed oskarżeniami Nawałki: – Tak, zadzwonił do mnie w tej sprawie pan Basałaj, ale powiedziałem mu, że nie ma najmniejszego problemu. Z jego słów wynikało, że już na drugi dzień musiałbym być gotowy. Miałbym więc przygotować się natychmiast, a przecież kadra to rzecz poważna. Powiedziałem, że mam w tej chwili poważne problemy rodzinne, moja żona miała za moment rodzić, 19 listopada przyszedł na świat mój syn Gabriel. Naprawdę nie miałem głowy do niczego innego, a już szczególnie do wyjazdu z Bordeaux. Gdyby jednak pan Basałaj zadzwonił kilka dni wcześniej podszedłbym do tematu zupełnie inaczej. Miałbym czas, aby się do kadry przygotować.
Jak było naprawdę? Tego nikt nie wie. Należy mieć nadzieję, że obaj panowie dogadają się przed kolejnym zgrupowaniem reprezentacji Polski i być może w przyszłym roku zobaczymy Ludovica Obraniaka z powrotem w biało-czerwonych barwach.











