Czas na pierwszy od wielu miesięcy nietypowy tydzień z niemiecką Bundesligą. Piłkarze w poprzedni piątek rozpoczęli maraton z niemiecką ekstraklasą. We wtorek i środę rozegrana zostanie 27. kolejka Bundesligi.
O godzinie 20:00, we wtorkowy wieczór oczy większości fanów futbolu zza naszej zachodniej granicy będą skupione na derbowym spotkaniu Zagłębia Ruhry. Bezpośrednia konfrontacja Borussii Dortmund i Schalke 04 w tym rejonie kraju traktowana jest jak „święta wojna”. Revierderby to takie niemieckie „El Clasico”. Niestety, fanom w Polsce nie będzie dane go obejrzeć. Zdaniem jedynej stacji, mającej prawo do transmitowania niemieckiej najwyższej klasy rozgrywkowej, bardziej interesująca będzie konfrontacja… Bayernu Monachium z Herthą Berlin. Naszym zdaniem to jednak właśnie mecz BVB i podopiecznych Jensa Kellera będzie najciekawszym punktem rozkładu jazdy i z tego miejsca chcemy Was serdecznie zaprosić na relację „na żywo”, którą z tego wydarzenia poprowadzi Artur Dylewski.
Derby Zagłębia Ruhry, które odbędą się na Signal Iduna Park poprowadzi sędzia Florian Meyer, niezbyt szczęśliwy dla „Borussen”. Co prawda bilans spotkań pod jego gwizdkiem jest korzystny (18 zwycięstw, 10 remisów, 2 porażki), jednak ostatnie starcia kończyły się raczej utratą punktów. Dla przykładu możemy podać mecz sprzed kilku kolejek. Podopieczni Juergena Kloppa przegrali 0:1, tracąc kolejne oczka. Na szczęście 45-latek jest już na tyle doświadczony, że możemy liczyć na uniknięcie kontrowersji, których w hiszpańskim odpowiedniku było co niemiara. 144. spotkanie obu ekip w historii jest dopiero osiemdziesiątym czwartym starciem w Bundeslidze. W dotychczasowych meczach trzydzieści razy wygrywali gospodarze najbliższej konfrontacji. Dwadzieścia cztery razy oba składy dzieliły się oczkami, a „Die Konigsblauen” wychodzili z tarczą o raz mniej niż przegrywali. Na Westfalenstadion bilans zupełnie przemawia za gospodarzami, którzy pokonywali rywali siedmiokrotnie częściej (18 zwycięstw BVB, 12 remisów, 11 zwycięstw Schalke).
Dlaczego wtorkowe derby będą tak ważne? Rzućmy okiem na układ tabeli. Druga Borussia Dortmund ma tylko jedno oczko przewagi nad trzecim… Schalke 04! „Święta wojna” może przełożyć się nie tylko dominację w całym Zagłębiu, ale również na to, kto będzie oglądał plecy Bayernu Monachium. Przyzwyczajeni do tej roli „Borussen” w przypadku utraty punktów poczują na plecach oddech Bayeru Leverkusen, który w przypadku zwycięstwa doskoczy na cztery oczka. Biorąc pod uwagę rozchwianą formę teamu z Signal Iduna Park, wydarzyć się może wszystko.
W szczególności, że w szczytowej formie znajduje się Klaas-Jan Huntelaar, który znakomicie odnajduje się w postaci „huntera”. Sam Holender podkreślił to w jednym z wywiadów: – Chyba zawsze lepiej być myśliwym niż obiektem polowania – powiedział reprezentant „Oranje”, który dodał po chwili, że Dortmund ma więcej do przegrania niż Schalke. – Trzeba dać z siebie wszystko, inaczej nie można wygrać, ale ta koncentracja musi być właśnie odpowiednia, bez zbyt dużego ciśnienia. To ono często najbardziej przeszkadza.
Co jednak bardziej będzie przeszkadzać obu trenerom? Z pewnością nieobecni. To właśnie w cieniu meczu mistrza kraju i kontuzji odbędą się 144. Revierderby. Benedikt Hoewedes, Felipe Santana, Kyriakos Papadopoulos, Christian Fuchs, Jan Kirchhoff, Marco Hoeger, Christian Clemens, Jefferson Farfan, Dennis Aogo, Ilkay Guendogan, Neven Subotić, Sven Bender, Jakub Błaszczykowski, Marcel Schmelzer – z tych zawodników, których prawdopodobnie nie zobaczymy we wtorek, udałoby się stworzyć niemalże pełną jedenastkę, która z powodzeniem mogłaby rywalizować o prawo gry w eliminacjach Champions League. Oby tylko ta jedenastka nie popsuła nam niemieckiego „El Clasico”.
Zamiast meczu, który może zadecydować o końcowym układzie tabeli, legalnie obejrzeć będziemy mogli jedynie wtorkowe starcie przyszłego mistrza kraju, Bayernu Monachium, który na Olympiastadion zmierzy się z rewelacją rundy jesiennej i prawdopodobnie największym rozczarowaniem rewanżowej – Herthą Berlin.
Mimo nie najlepszej dyspozycji podopiecznych Josa Luhukaya, Pep Guardiola twierdzi, że wtorkowi przeciwnicy są bardzo wymagający. Ile w tym szczerości, a ile zwykłej dyplomacji? Ciężko powiedzieć. Były trener FC Barcelony podkreśla jednak, że jego piłkarze będą grać z silnym rywalem. – Jestem zaskoczony tym, co osiągnęli moi zawodnicy – osiemnaście zwycięstw z rzędu to znakomity rekord – powiedział hiszpański szkoleniowiec. Josep dodał również, że nic nie jest przesądzone. Jego zdaniem im szybciej uda im się wygrać mistrzowską paterę, tym lepiej – ciężko się z tym nie zgodzić, „FC Hollywood” będzie mogło całkowicie skupić się na rozgrywkach Champions League. Jeśli jednak chodzi o pierwsze? Jest to już drobna przesada. 17 punktów różnicy na osiem kolejek przed końcem to po prostu przewaga, której, grając nawet trzecim garniturem, przepuścić się po prostu nie da.
Nie chce się jednak wierzyć, że Bayern Guardioli odpuści walkę o rekordy nawet jeśli zapewni sobie mistrzostwo już w tej kolejce. Nie jest to niemożliwe. Przy zwycięstwie gości oraz wpadce (tj. jakiejkolwiek utracie punktów) Borussii Dortmund, FCB zapewni sobie mistrzostwo na siedem weekendów przed końcem ligi. Przyjezdni od początku sezonu zostają niepokonani – w przypadku przetrwania całego sezonu bez porażki będzie to jeden z wielu rekordów, które monachijskiemu hegemonowi może udać się pobić. Tylko czy Hertha nie będzie w stanie przeszkodzić rywalom?
Postara się o to z pewnością 76197 fanów obu drużyn, którzy zapełnią cały Stadion Olimpijski. Zgodnie z zasadą „każdy chce bić mistrza” Hertha nie ma po prostu nic do stracenia. Dziewiąta drużyna tabeli traci pięć oczek do szóstego Wolfsburga. „Wilki” zajmują ostatnią pozycję, która w tej chwili gwarantuje prawo gry w eliminacjach Ligi Europejskiej. Niestety w ostatnich dziesięciu spotkaniach gospodarze tego spotkania wygrali „aż” trzykrotnie – ostatni raz ze Stuttgartem. Walcząc o europejskie puchary nie można gubić oczek kolejno z takimi „potęgami” jak Frankfurt, Norymberga, Freiburg, H96.
Jeżeli Hercie Berlin uda się urwać jakiekolwiek punkty Bayernowi Monachium – będzie to z pewnością wielka niespodzianka. Ewentualne zwycięstwo będzie wręcz sensacją. Jedno jest pewne – Jos Luhukay nie może sobie pozwolić na zestawienie defensywnej jedenastki. Bayern wtedy zaklepie rywali i wciąż będzie niepokonany. Trener stołecznego zespołu nie ma nic do stracenia i musi postawić na ofensywę. A wiemy, że w stolicy Niemiec jest ktoś, kto jest zdolny pokonać Manuela Neuera. Pytanie tylko czy którykolwiek z nich będzie miał swój dzień i tego dokona? Przekonamy się jutro wieczorem.
Na deser zostawiliśmy sobie środową tym razem konfrontację, w której zmierzą się podopieczni Markusa Weinzierla z „Aptekarzami” z Leverkusen. FC Augsburg jest objawieniem tego sezonu. Nikt się nie spodziewał, że jakikolwiek szkoleniowiec z ekipy walczącej o utrzymanie jest w stanie „ukleić” figurkę walczącą o europejskie puchary. Ósma ekipa tabeli znakomicie uplastyczniła się do nowych założeń trenera, w które idealnie się wpisali. Szkoda tylko, że częścią tego tworu nie jest reprezentant Polski, Arkadiusz Milik.
Szanse na występ napastnika gospodarzy są bardzo znikome. 20-letni snajper mimo wielu danych mu szans nie skorzystał z niemal żadnej i w tej chwili jest nie drugim, a trzecim w kolejności kandydatem do gry w pierwszym składzie. Zdaniem Weinzierla są nimi nic nie reprezentujący Raul Marcelo Bobadilla, a także Sascha Molders. Można oczywiście debatować czy, gdyby Milik nie zrezygnowałby z gry dla Bayeru, to czy nie rozwinąłby się bardziej, biorąc pod uwagę obecne problemy „Aptekarzy”? Są to jednak zwykłe gdybania, które można włożyć między bajki – teraz Arek to piłkarz Augsburga, a rzeczywistość jest taka, że nie znajduje miejsca w pierwszym składzie, co nie jest dla niego dobrą oznaką na przyszłość.
Nawet jeśli Milikowi nie uda się wywalczyć miejsca w składzie to i tak na boisku powinniśmy obejrzeć jednego kadrowicza. Mowa o Sebastianie Boenischu, który od jakiegoś czasu przegrywał pojedynki z Guardado. Ten popełniał w niedzielnym starciu z Hoffenheim rażące błędy i prawdopodobnie to Niemiec z polskim paszportem dostanie szansę występu przeciwko Augsburgowi.
Z kimś trzeba się wreszcie przełamać – zdają się myśleć w Leverkusen. Meczów z Borussią Dortmund, która jest idealnym kandydatem do odwrócenia sytuacji o 180 stopni jeszcze przez jakiś czas nie będzie, a walka o prawo gry w eliminacjach (nie tylko w samej LM!) będzie bardzo zacięta. Cztery drużyny wciąż realnie mogą myśleć o prawie do występów w tych elitarnych rozgrywkach. Komu się uda? Z tygodnia na tydzień będziemy wiedzieli coraz więcej, jednak tak naprawdę odpowiedź na ważne pytanie – co z tym Bayerem? – poznamy już w środę.
Przypuszczalne składy:
FC Augsburg: Hitz – Vogt, Callsen-Bracker, Klavan, Ostrzolek – Baier – Hahn, Kohr, Altintop, Werner – Bobadilla
Bayer Leverkusen: Leno – Hilbert, Toprak, Spahić, Boenisch – Bender, Rolfes, Can – Sam, Kiessling, Son
Czas na pierwszy od wielu miesięcy nietypowy tydzień z niemiecką Bundesligą. Piłkarze w poprzedni piątek rozpoczęli maraton z niemiecką ekstraklasą. We wtorek i środę rozegrana zostanie 27. kolejka Bundesligi.
O godzinie 20:00, we wtorkowy wieczór oczy większości fanów futbolu zza naszej zachodniej granicy będą skupione na derbowym spotkaniu Zagłębia Ruhry. Bezpośrednia konfrontacja Borussii Dortmund i Schalke 04 w tym rejonie kraju traktowana jest jak „święta wojna”. Revierderby to takie niemieckie „El Clasico”. Niestety, fanom w Polsce nie będzie dane go obejrzeć. Zdaniem jedynej stacji, mającej prawo do transmitowania niemieckiej najwyższej klasy rozgrywkowej, bardziej interesująca będzie konfrontacja… Bayernu Monachium z Herthą Berlin. Naszym zdaniem to jednak właśnie mecz BVB i podopiecznych Jensa Kellera będzie najciekawszym punktem rozkładu jazdy i z tego miejsca chcemy Was serdecznie zaprosić na relację „na żywo”, którą z tego wydarzenia poprowadzi Artur Dylewski.
Derby Zagłębia Ruhry, które odbędą się na Signal Iduna Park poprowadzi sędzia Florian Meyer, niezbyt szczęśliwy dla „Borussen”. Co prawda bilans spotkań pod jego gwizdkiem jest korzystny (18 zwycięstw, 10 remisów, 2 porażki), jednak ostatnie starcia kończyły się raczej utratą punktów. Dla przykładu możemy podać mecz sprzed kilku kolejek. Podopieczni Juergena Kloppa przegrali 0:1, tracąc kolejne oczka. Na szczęście 45-latek jest już na tyle doświadczony, że możemy liczyć na uniknięcie kontrowersji, których w hiszpańskim odpowiedniku było co niemiara. 144. spotkanie obu ekip w historii jest dopiero osiemdziesiątym czwartym starciem w Bundeslidze. W dotychczasowych meczach trzydzieści razy wygrywali gospodarze najbliższej konfrontacji. Dwadzieścia cztery razy oba składy dzieliły się oczkami, a „Die Konigsblauen” wychodzili z tarczą o raz mniej niż przegrywali. Na Westfalenstadion bilans zupełnie przemawia za gospodarzami, którzy pokonywali rywali siedmiokrotnie częściej (18 zwycięstw BVB, 12 remisów, 11 zwycięstw Schalke).
Dlaczego wtorkowe derby będą tak ważne? Rzućmy okiem na układ tabeli. Druga Borussia Dortmund ma tylko jedno oczko przewagi nad trzecim… Schalke 04! „Święta wojna” może przełożyć się nie tylko dominację w całym Zagłębiu, ale również na to, kto będzie oglądał plecy Bayernu Monachium. Przyzwyczajeni do tej roli „Borussen” w przypadku utraty punktów poczują na plecach oddech Bayeru Leverkusen, który w przypadku zwycięstwa doskoczy na cztery oczka. Biorąc pod uwagę rozchwianą formę teamu z Signal Iduna Park, wydarzyć się może wszystko.
W szczególności, że w szczytowej formie znajduje się Klaas-Jan Huntelaar, który znakomicie odnajduje się w postaci „huntera”. Sam Holender podkreślił to w jednym z wywiadów: – Chyba zawsze lepiej być myśliwym niż obiektem polowania – powiedział reprezentant „Oranje”, który dodał po chwili, że Dortmund ma więcej do przegrania niż Schalke. – Trzeba dać z siebie wszystko, inaczej nie można wygrać, ale ta koncentracja musi być właśnie odpowiednia, bez zbyt dużego ciśnienia. To ono często najbardziej przeszkadza.
Co jednak bardziej będzie przeszkadzać obu trenerom? Z pewnością nieobecni. To właśnie w cieniu meczu mistrza kraju i kontuzji odbędą się 144. Revierderby. Benedikt Hoewedes, Felipe Santana, Kyriakos Papadopoulos, Christian Fuchs, Jan Kirchhoff, Marco Hoeger, Christian Clemens, Jefferson Farfan, Dennis Aogo, Ilkay Guendogan, Neven Subotić, Sven Bender, Jakub Błaszczykowski, Marcel Schmelzer – z tych zawodników, których prawdopodobnie nie zobaczymy we wtorek, udałoby się stworzyć niemalże pełną jedenastkę, która z powodzeniem mogłaby rywalizować o prawo gry w eliminacjach Champions League. Oby tylko ta jedenastka nie popsuła nam niemieckiego „El Clasico”.
Zamiast meczu, który może zadecydować o końcowym układzie tabeli, legalnie obejrzeć będziemy mogli jedynie wtorkowe starcie przyszłego mistrza kraju, Bayernu Monachium, który na Olympiastadion zmierzy się z rewelacją rundy jesiennej i prawdopodobnie największym rozczarowaniem rewanżowej – Herthą Berlin.
Mimo nie najlepszej dyspozycji podopiecznych Josa Luhukaya, Pep Guardiola twierdzi, że wtorkowi przeciwnicy są bardzo wymagający. Ile w tym szczerości, a ile zwykłej dyplomacji? Ciężko powiedzieć. Były trener FC Barcelony podkreśla jednak, że jego piłkarze będą grać z silnym rywalem. – Jestem zaskoczony tym, co osiągnęli moi zawodnicy – osiemnaście zwycięstw z rzędu to znakomity rekord – powiedział hiszpański szkoleniowiec. Josep dodał również, że nic nie jest przesądzone. Jego zdaniem im szybciej uda im się wygrać mistrzowską paterę, tym lepiej – ciężko się z tym nie zgodzić, „FC Hollywood” będzie mogło całkowicie skupić się na rozgrywkach Champions League. Jeśli jednak chodzi o pierwsze? Jest to już drobna przesada. 17 punktów różnicy na osiem kolejek przed końcem to po prostu przewaga, której, grając nawet trzecim garniturem, przepuścić się po prostu nie da.
Nie chce się jednak wierzyć, że Bayern Guardioli odpuści walkę o rekordy nawet jeśli zapewni sobie mistrzostwo już w tej kolejce. Nie jest to niemożliwe. Przy zwycięstwie gości oraz wpadce (tj. jakiejkolwiek utracie punktów) Borussii Dortmund, FCB zapewni sobie mistrzostwo na siedem weekendów przed końcem ligi. Przyjezdni od początku sezonu zostają niepokonani – w przypadku przetrwania całego sezonu bez porażki będzie to jeden z wielu rekordów, które monachijskiemu hegemonowi może udać się pobić. Tylko czy Hertha nie będzie w stanie przeszkodzić rywalom?
Postara się o to z pewnością 76197 fanów obu drużyn, którzy zapełnią cały Stadion Olimpijski. Zgodnie z zasadą „każdy chce bić mistrza” Hertha nie ma po prostu nic do stracenia. Dziewiąta drużyna tabeli traci pięć oczek do szóstego Wolfsburga. „Wilki” zajmują ostatnią pozycję, która w tej chwili gwarantuje prawo gry w eliminacjach Ligi Europejskiej. Niestety w ostatnich dziesięciu spotkaniach gospodarze tego spotkania wygrali „aż” trzykrotnie – ostatni raz ze Stuttgartem. Walcząc o europejskie puchary nie można gubić oczek kolejno z takimi „potęgami” jak Frankfurt, Norymberga, Freiburg, H96.
Jeżeli Hercie Berlin uda się urwać jakiekolwiek punkty Bayernowi Monachium – będzie to z pewnością wielka niespodzianka. Ewentualne zwycięstwo będzie wręcz sensacją. Jedno jest pewne – Jos Luhukay nie może sobie pozwolić na zestawienie defensywnej jedenastki. Bayern wtedy zaklepie rywali i wciąż będzie niepokonany. Trener stołecznego zespołu nie ma nic do stracenia i musi postawić na ofensywę. A wiemy, że w stolicy Niemiec jest ktoś, kto jest zdolny pokonać Manuela Neuera. Pytanie tylko czy którykolwiek z nich będzie miał swój dzień i tego dokona? Przekonamy się jutro wieczorem.
Na deser zostawiliśmy sobie środową tym razem konfrontację, w której zmierzą się podopieczni Markusa Weinzierla z „Aptekarzami” z Leverkusen. FC Augsburg jest objawieniem tego sezonu. Nikt się nie spodziewał, że jakikolwiek szkoleniowiec z ekipy walczącej o utrzymanie jest w stanie „ukleić” figurkę walczącą o europejskie puchary. Ósma ekipa tabeli znakomicie uplastyczniła się do nowych założeń trenera, w które idealnie się wpisali. Szkoda tylko, że częścią tego tworu nie jest reprezentant Polski, Arkadiusz Milik.
Szanse na występ napastnika gospodarzy są bardzo znikome. 20-letni snajper mimo wielu danych mu szans nie skorzystał z niemal żadnej i w tej chwili jest nie drugim, a trzecim w kolejności kandydatem do gry w pierwszym składzie. Zdaniem Weinzierla są nimi nic nie reprezentujący Raul Marcelo Bobadilla, a także Sascha Molders. Można oczywiście debatować czy, gdyby Milik nie zrezygnowałby z gry dla Bayeru, to czy nie rozwinąłby się bardziej, biorąc pod uwagę obecne problemy „Aptekarzy”? Są to jednak zwykłe gdybania, które można włożyć między bajki – teraz Arek to piłkarz Augsburga, a rzeczywistość jest taka, że nie znajduje miejsca w pierwszym składzie, co nie jest dla niego dobrą oznaką na przyszłość.
Nawet jeśli Milikowi nie uda się wywalczyć miejsca w składzie to i tak na boisku powinniśmy obejrzeć jednego kadrowicza. Mowa o Sebastianie Boenischu, który od jakiegoś czasu przegrywał pojedynki z Guardado. Ten popełniał w niedzielnym starciu z Hoffenheim rażące błędy i prawdopodobnie to Niemiec z polskim paszportem dostanie szansę występu przeciwko Augsburgowi.
Z kimś trzeba się wreszcie przełamać – zdają się myśleć w Leverkusen. Meczów z Borussią Dortmund, która jest idealnym kandydatem do odwrócenia sytuacji o 180 stopni jeszcze przez jakiś czas nie będzie, a walka o prawo gry w eliminacjach (nie tylko w samej LM!) będzie bardzo zacięta. Cztery drużyny wciąż realnie mogą myśleć o prawie do występów w tych elitarnych rozgrywkach. Komu się uda? Z tygodnia na tydzień będziemy wiedzieli coraz więcej, jednak tak naprawdę odpowiedź na ważne pytanie – co z tym Bayerem? – poznamy już w środę.
Przypuszczalne składy:
FC Augsburg: Hitz – Vogt, Callsen-Bracker, Klavan, Ostrzolek – Baier – Hahn, Kohr, Altintop, Werner – Bobadilla
Bayer Leverkusen: Leno – Hilbert, Toprak, Spahić, Boenisch – Bender, Rolfes, Can – Sam, Kiessling, Son