Jeżeli mielibyśmy szukać w Europie jednej z najbardziej tajemniczych dla kibica reprezentacji Polski kadr, wybór powinien paść na Słowenię. Ze Słoweńcami graliśmy do tej pory pięciokrotnie, a ostatni raz we wrześniu 2009 roku. W poniedziałek reprezentacja Słowenii przetestuje nasze możliwości po ponad siedmioletniej przerwie. Kogo powinniśmy się bać i na kogo warto zwrócić uwagę? Zobaczmy.
Zanim jednak przejdziemy do najciekawszych ogniw naszych poniedziałkowych rywali, warto powiedzieć, że wielu z tych, którzy byliby potencjalnym zagrożeniem i bardzo mocnym punktem zespołu z tego górzystego kraju, we Wrocławiu nie zagra. A to dlatego że kontuzjowani są m.in. Jan Oblak, Bostjan Cesar, Kevin Kampl czy Bojan Jokić. Jednym słowem: spory handicap dla naszej kadry.
Vid Belec
Kilka miesięcy temu karierę w kadrze zakończył Samir Handanović. Nie była to jakaś bardzo hiobowa i smutna wiadomość dla uczestnika mundialu z 2010 roku, ponieważ na tej pozycji Słowenia ma bardzo mocne nazwisko, a mianowicie Jana Oblaka, który w Atletico niejednokrotnie pokazywał klasę i stał się ekspertem od bronienia rzutów karnych.
Oblak z Polską nie zagra, więc wydaje się, że naturalnym kandydatem do jego zastąpienia jest Vid Belec. 26-latek gra od roku w Carpi, z którym w maju spadł do Serie B (przez parę miesięcy był kolegą klubowym Kamila Wilczka), a za swój największy do tej pory sukces może uznać pobyt w Interze Mediolan, gdzie zagrał tylko w trzech meczach Ligi Europy, a w lidze regularnie przegrywał rywalizację z… Samirem Handanoviciem.
Vid Belec gra od roku w Carpi, z którym w maju spadł do Serie B (przez parę miesięcy był kolegą klubowym Kamila Wilczka), a za swój największy do tej pory sukces może uznać pobyt w Interze Mediolan, gdzie zagrał tylko w trzech meczach Ligi Europy, a w lidze regularnie przegrywał rywalizację z… Samirem Handanoviciem.
Miha Mevlja
Nie jest to jeszcze w Europie tak mocne nazwisko, jak kilka wyżej wymienionych, ale coś nam podpowiada, że warto śledzić karierę tego zawodnika, bo może jeszcze się stać piłkarzem w miarę rozpoznawalnym w Europie. Mimo 26 lat na karku pokonuje coraz szybciej kolejne szczeble kariery. Jeszcze trzy lata temu grał w Goricy, a dwa lata temu w Izraelu, w klubie o bardzo egzotycznej nazwie – Ihoud Bnei Sakhnin.
Od lata tego roku reprezentuje barwy FK Rostów i ma w wicemistrzu Rosji coraz mocniejszą pozycję. Jego aktualny bilans to osiem meczów ligowych i cztery spotkania w Lidze Mistrzów (wszystkie „od deski do deski”). Dzięki dobremu przyspieszeniu kariery buduje pozycję w reprezentacji Słowenii, w której zadebiutował dopiero w czerwcu tego roku z Turcją.
Valter Birsa
Jeden z bardziej doświadczonych i jednocześnie bardziej znanych piłkarzy z tego kraju. Markę wyrobił sobie tak naprawdę w tylko dwóch ligach: Ligue 1 i Serie A, w których grał – a właściwie ciągle gra – od ponad dekady.
Mimo tak długiego stażu zbyt wielu trofeów nie zdobył (ma na koncie jedynie Puchar Francji i Superpuchar tego kraju), ale jego drużyny potrafiły sprawiać niespodzianki (jak chociażby Auxerre, które grało w Lidze Mistrzów). Valter Birsa może też źle się kojarzyć polskim kibicom, ponieważ strzelił jedną z bramek w pamiętnym meczu z września 2009 roku, po którym pracę w naszej kadrze stracił Leo Beenhakker.











