Patrząc na ostatnie lata, aż trudno uwierzyć, że jeszcze na przełomie 2009 i 2010 roku reprezentacja Serbii zachwycała wielu kibiców w Europie, prezentując futbol ofensywny i niezwykle efektywny. Później przyszły jednak dla niej chude lata, a powód jest niezwykle złożony i nie da się go zdiagnozować w kilku słowach.
Cofnijmy się o 6–7 lat. W eliminacjach do południowoafrykańskiego mundialu Serbowie grali koncertowo. W grupie okazali się lepsi od Francji, mieli najlepszą ofensywę (22 bramki zdobyte) i najlepszą defensywę (tylko osiem straconych), a w kilku meczach wręcz zmietli z powierzchni boiska rywala (jak w spotkaniu decydującym o uzyskaniu przepustek z Rumunią, podczas którego gracze z Bałkanów wygrali aż 5:0).
Czy ktoś jeszcze pamięta jak Serbowie w kwalifikacjach MŚ 2010 zachwycali publikę w Europie? (tutaj wspomniany mecz z Rumunią)
Serbowie mieli na papierze bardzo mocną kadrę, której trzon stanowili tacy zawodnicy, jak: Vladimir Stojković, Branislav Ivanović, Nemanja Vidić czy Milos Krasić (tak, tak, ten sam Krasić, który błyszczał wówczas w CSKA Moskwa, a dziś gracz gdańskiej Lechii). Nic dziwnego, że wielu ekspertów wskazywało na nich jako na potencjalnego czarnego konia mistrzostw świata. Afrykańska uczta skończyła się jednak kacem i niestrawnością. Podopieczni Radomira Anticia odpadli już w fazie grupowej. Przegrali z Ghaną i Australią, a zwycięstwo w międzyczasie z późniejszym brązowymi medalistami – Niemcami – nic ostatecznie nie dało.
Początek upadku
Atmosfera wokół kadry bardzo się pogorszyła. Tomislav Karadzić (o którym później) zaczął otwarcie krytykować doświadczonego trenera. Wytknął mu styl gry, jaki narzucił zespołowi, a także decyzje personalne (m.in. postawienie w decydującym o awansie meczu z Australią tylko na jednego napastnika – Nikolę Żigicia). Brak awansu do fazy pucharowej spowodował również straty finansowe w federacji. – Mieliśmy ambicję, aby znaleźć się w 1/4 finału. Nie udało nam się tego dokonać, więc ma to ogromny wpływ na naszą sytuację finansową. Dlatego będziemy zmuszeni ciąć koszty na prawie wszystkich płaszczyznach – powiedział Karadzić.
Słowa te odczuł na własnej skórze Antić. Pozostał w reprezentacji po nieudanym turnieju (prasa spekulowała jednak, że wynikało to przede wszystkim z faktu, iż nie udało się znaleźć godnego następcy), ale musiał zgodzić się na duże obcięcie zarobków. Cel na następne miesiące był jeden: awans na EURO 2012.












